Niktoszka: Mała Tajemnica z Naszych Snów

twojacena.pl 18 godzin temu

Nikt nas nie jest! wykrzyknęła Elwira Kowalska, próbując przekonać swoją córkę, iż ma rację. Jadwiga, zwinięta w kołysce wspomnień, przycisnęła wargi, jakby miała zaraz pęknąć łzami, po czym podniosła głowę i rzekła: Dla mnie ona jest najdroższa Niktośka na świecie, i tak już będzie.

Tak się stało, iż z licznej, wiejskiej rodziny Jana Kowalskiego i Marii Łukasiewicz, wszystkie córki poślubiły, a jedynie najmłodsza, Malwina najcichsza i najpokorniejsza pozostała nieobliczona. Prawdopodobnie jej narzeczony nigdy się nie urodził lub zagubił w odległych lasach. Tak mówiła matka, wzdychając: Malwina nie ma szczęścia. Malwina została przy rodzicach, mocnym filarem domu, dopóki jej bratankowie, którzy zamieszkiwali w mieście, nie zaczęli mieć własnych pociech.

Pierwszy z nich, Władysław Nowak, syn najstarszej siostry, przybijał się niskim ukłonem i prośbą: Ciociu Malwino, przyjdź do mnie z dzieckiem na wyżywienie. Przedszkole nie przyjmuje, a żona musi iść do pracy. Malwina, już dorosła, stanęła na rozdrożu: rodzice starzeją się, a miasto wydawało się przerażające. ale Władysław błagał, obiecując dbać o dziadka i babcię. Zanimś przyjeżdżał, by pomóc przy ziemniakach i naprawić dach.

Rodzice Jadwigi, widząc jej niechęć, doradzili jej wybrać się do miasta może spotka jakiegoś mężczyznę, choć już po czwartej dekadzie. Nie wiedzieli, iż już w domu rozważali, jak poradzić się Malwiny, gdy będą w drodze. Malwina z wiejskiej polany stała się nianią. Władysław pomyślał: Zatrudnię ciocię na dodatkową pracę, a Malwina będzie mogła dalej się uczyć.

Starsza córka Władysława poszła do szkoły, druga wpadła. Zmarli ojciec i matka Malwiny, a ona wciąż karmiła nie swoje, ale kolejne pokolenia bratanków. Przekazywano ją z ręki w rękę, od przedszkola po szkołę podstawową. Wydawało się, iż stała się niepotrzebna, ale bratankowie wciąż przywoływali ją, by wytrzymała. Dzięki, Władysławie! mawiali.

Kilka lat przed tym, jak ciocia zaczęła masowo gościć, wiejski dom z jagodowym lasem i pobliską rzeką został sprzedany przez dzieci Malwiny za sporą sumę złotych. Władysław zaproponował: Kupmy ciotce małe mieszkanie, by nie mieszkała pod krzakiem.

A kiedy ona umrze, kto przejmie mały dom? pytały ich żony. Kto poda szklankę, temu i zostanie, odpowiedział Władysław, machając ręką. Nie zdążył już do pięćdziesięciu, zmarł na chorobę żołądka.

Po odejściu Władysława rodzina o Malwinę zapomniała. Dzieci dorosły, nie potrzebowały niani; Malwina już miała siedemdziesiąt lat i mieszkała sama w małym mieszkaniu, otoczona stołem, szafą i składanym łóżkiem. Przyzwyczajona do opieki nad maluchami, poczuła pustkę, aż natknęła się na wolne miejsce.

W kolejce do sklepu pod kasą podeszła do niej młoda kobieta: Czy nie pani przypadkiem nie niania? Moja córka po operacji serca nie chodzi do przedszkola. Szukam najcudowniejszej niani z noclegiem. Malwina pochyliła się, a dziewczynka z bladą twarzą szepnęła: Idź! Będę ci opowiadać bajki. I tak Malwina zyskała nową podopieczną.

Jadwiga rosła pod opieką Malwiny, a ich wspólna sypialnia stała się przytulnym, jasnym pokojem. Rodzice dziewczynki pracowali ciężko; większość czasu spędzała z Malwiną, którą nazywała żartobliwie Kaszka, a babcia nie sprzeciwiała się. Jadwiga uczyła się oddechowych ćwiczeń, unikała zadymionych ulic i trzymała się rytmu. Niania, choć nie miała wykształcenia, skrupulatnie spełniała wszystkie wymagania. Dziewczynka rosła zdrowa i silna.

Gdy zapadała noc, podopieczna szeptała: Kaszka-Malwino, opowiedz mi o życiu. Malwina snuła proste, ale poważne historie, a potem zdradziła tajemnicę: Jednego razu wracałam na łódź z bratanicą, jej żoną i dzieckiem. Po powrocie do wioski znowu opiekowałam się maluszkiem. Na pokładzie spotkała młodą kobietę Olę, studentkę, której chłopak ją porzucił. Oda nie miała domu, a dziecko było bez rodziców. Oda położyła dziecko w ramionach Malwiny i zniknęła w burcie.

Oko dziecka patrzyło, jakby ważyło swoją przyszłość. Malwina westchnęła: Och, gdybym tak miała! i pożałowała własnego losu. Oda rzekła: Muszę kupić coś dla dziecka, zostawiam je w twoich rękach, Bóg to tak przeznaczył. Oda zostawiła przy nodze duży plecak, wyciągnęła niemowlę i od razu odholowała się od nabrzeża.

Minęły dwadzieścia, trzydzieści minut. Malwina otuliła dziecko kocem, przewijała pieluchy, a w plecaku znalazła suszone mleko i termos z gorącą wodą nie było żadnego aktu urodzenia. Łódź odpłynęła, a Malwina karmiła małą Alinę, śpiewając cichą modlitwę: Bóg nas posłał. Myśli kręciły się, jakby wabiły ją do wioski, by przyjąć dziecko jako własne.

Wtedy zjawiła się żona brata, gniewna: Po co nam to dziecko, gdy mamy własne?! i poszła do kapitana, by zabrać malucha. Szumiło w porcie, a Malwina nie mogła wybaczyć sobie tej zwątpienia. Jadwiga, słysząc całą historię, objęła ją łzami: Mimo wszystko jesteś moją nianią. Malwina skinęła głową: Ty moja, moja dziewczynko.

W domu Elwiry nic nie było już stałe. Na początku niania była pełnoprawnym członkiem rodziny, dostawała jedzenie, pieniądze, które odkładała na przyszłość. Pewnego dnia Elwira, nieśmiało, zaproponowała: Malwino, wynajmijmy pokój, zarobimy trochę, a pieniądze przeznaczymy na lekcje fortepianu dla Jadwigi. W domu stało stare pianino, a Elwira marzyła, by córka grała bez szkoły muzycznej. Malwina zgodziła się, a pokój zamienił się w wynajęte mieszkanie.

Siedem lat później Elwira otrzymała spadek ze sprzedaży udziału w mieszkaniu po zmarłej ciotce. Zgodziła się, by małe mieszkanie Malwiny stało się jednopokojowym apartamentem na nazwisko Jadwigi i Malwiny po równo. Wtedy już żadna rodzina nie interesowała się Malwiną wszystko przeszło spokojnie.

Lata przelatywały. Jadwiga stała się piękną i zdrową młodą kobietą, skończyła liceum i wyjechała do Krakowa na studia. Malwina dała jej wszystkie oszczędności, by mogła opłacić czynsz i kupić suknię ślubną. Samożycie przyniosło Malwinie problemy ze wzrokiem wciąż chodziła po domu, szukając poręczy. Jej własna matka mieszkała w innym mieście i nie potrzebowała pomocy, a Elwira narzekała: Zaplanuj mi leki, kup mi herbatę, a niech mąż Elwiry wraca później z pracy.

Elwira przeniosła Malwinę z jasnego pokoju do ciemnej szopy, mówiąc: Idźcie sobie!. Nieważne, iż Malwina była ślepa. Zaczęła się oddzielać od niej, podkreślając, iż Malwina to nikt. Wszystkie dobroczynne gesty Elwiry zostały zapomniane.

W końcu bratankowie przestali podnosić dzieci, a to Elwira chciała wprowadzić ją do domu opieki. Z pomocą wpływowej znajomej, zaczęła zbierać dokumenty. Jadwiga, zajęta życiem studenckim, rzadko odwiedzała dom, przywołując tylko jedną rozmowę ze swoją nianią. Gdy w końcu wróciła, powiedziała: Mamo, Andrzej oświadczył się! W weekend przyjedzie z rodzicami, chcę białą suknię, a niania? Mam dla niej prezent. Pobiegła do szafy, otworzyła drzwi i ujrzała starą, zniszczoną pościel i ciemny kąt, w którym leżała Malwina, osłonięta kocem.

Mamusiu?! krzyknęła Jadwiga, patrząc na ciemne wnętrze. Elwira odpowiedziała: Nic się nie stało, po prostu przestawiliśmy półki. Malwina i tak nie widzi. Jadwiga otworzyła szafę, zobaczyła łóżko i starą nianię, której twarz była pomarszczona, a ręce drżały.

Jednakże, kiedy Jadwiga położyła dłoń na twarz Malwiny, poczuła jej ciepło i szloch. Przepraszam, kochana, jestem twoją małą jagódką, moim słodkim wypiekiem, szepnęła, a Malwina odpowiedziała: Jesteś moją małą dziewczynką.

Po dwóch godzinach Malwina, podana przez Jadwigę, usiadła na łóżku w starym pokoju, z lekkim uśmiechem na twarzy. Na kolanach leżała mała, okrągła puszka wypełniona suszonymi ziołami i kwiatami podarunek aromaterapii, który Jadwiga przyniosła, by przywołać zapach łąki. Malwina, choć niewidoma, poczuła, iż znów znajduje się na rozkwitającym polu, otoczona szelestem traw i delikatnym szumem strumienia.

W kuchni matka próbowała prowadzić rozmowę z rozgniewaną córką, mówiąc: Jest mi ciężko, opiekować się starą babcią, a twój ojciec ma kryzys wieku. Jadwiga odpowiedziała szeptem: A gdybyśmy zamknęły cię w szopie na czterdzieści lat zrozumiesz?.

Nagle Elwira, wspominając przeszłość, wykrzyknęła: Nikt nas nie jest! a Jadwiga, choć łza spłynęła po policzku, podniosła głowę i powiedziała: Dla mnie ona jest najdroższą Niktośką na świecie. Rozmowa zerwała się w chaosie. Jadwiga odłożyła spotkanie z rodzicami narzeczonego na nieokreślony czas, ale poprosiła, by przyjechał wnuk Andrzej, aby poznał Niktośkę. W międzyczasie, z mieszkania, które kiedyś wyprowadzono, zamieszkała Jadwiga i Malwina, kupując meble z drugiej ręki po niskiej cenie.

Jadwiga nie liczyła na przychylność Andrzeja, ale on, student medycyny, zrozumiał sytuację i zgodził się na małżeństwo, jednocześnie kontynuując studia i przenosząc się na wydział pedagogiczny, by zostać logopedą. Malwina, choć niepełnosprawna, nie była już postrzegana jako obciążenie mogła samodzielnie zajmować się dziećmi i nie przejmowała się drobnymi hałasami domu.

Mamusiu, zbieram dokumenty do domu opieki, powiedziała Elwira, ale Jadwiga, po pocałunku policzka staruszki, odrzekła: Tylko jedyni mieszkają w takich miejscach, a ja mam cię i będę. Tak Jadwiga uratowała swoją Niktośkę.

Po ukończeniu studiów, Jadwiga została logopedą, Andrzej okulistą. Ich pierwsza córka, Alina, urodziła się pod ręką Malwiny, która przytuliła ją jedynie dłońmi. Wielka rodzina Jadwigi wprowadziła się do domu rodziców, a rodzice zgadzali się na jednopokojowe mieszkanie.

Niania Malwina wymarła spokojnie w wieku dziewięćdziesięciu dwóch lat. Ostatni rok nie wstawała, żyła cicho, prosto, pełna dobroci i światła.

Idź do oryginalnego materiału