No i co, Kasiu, jednak akt małżeństwa trwalszy niż życie na kocią łapę?
kpili kiedyś z Katarzyny faceci z budowy.
Na zjazd z okazji trzydziestolecia ukończenia studiów to ja się nie wybieram, potem mam doła przez tydzień.
Niech idą ci, co pojawiali się co roku przecież im choćby nie rzuca się w oczy, jak bardzo się postarzeli wykrzyczała w słuchawkę Katarzyna, odbierając telefon od jedynej przyjaciółki.
A jak ty teraz wyglądasz, iż się tak boisz?
zdziwiła się Brygida.
Przecież widziałyśmy się ze trzy, cztery lata temu, byłaś w porządku, całkiem normalna.
Co, przytyłaś aż tak?
Nie w tym rzecz, Brysiu, po prostu nie mam ochoty, nie namawiaj!
Katarzyna już chciała zakończyć rozmowę, licząc, iż Brygida zrozumie i zadzwoni dalej po liście.
Ale tym razem przyjaciółka trzymała ją jak magnes.
Kasia, przecież nas już mało zostało.
Co, ktoś umarł?
mimowolnie przeraziła się Katarzyna.
Choć nie uważa się już za szczególnie młodą, wydawało się jej, iż jeszcze za wcześnie, by koleżanki i koledzy szli na wieczny odpoczynek.
Skąd, daj spokój, tylko paru wyjechało za granicę.
A zmarł to już Andrzej Buk, dwadzieścia pięć lat temu, był wtedy bardzo młody, no ale przecież ci o tym mówiłam.
Więc się nie wykręcaj, cały nasz rocznik się zbiera cztery grupy, a w praktyce będzie ze trzydzieści osób.
Twój syn już żonaty?
To możesz trochę odsapnąć i pobawić się z nami!
Brygida jeszcze coś opowiadała, ale Katarzyna znów zaczęła myśleć o Andrzeju Buku.
Zawsze miał podkrążone oczy i ciężkie spojrzenie, a chłopacy uważali go za słabeusza.
A okazało się, iż Andrzej miał słabe serce.
Marzył, żeby zaprojektować piękny most wantowy w rodzinnym mieście, ale nie zdążył.
A ona, Katarzyna?
Co do tej pory zrobiła?
Zakochała się w Piotrze brygadziście budowlanym, gdzie też po dyplomie trafiła do pracy.
Piotr pracował w delegacji, po czym wracał do siebie, do domu i rodziny.
Spotykali się długo, Piotr choćby publicznie przedstawiał ją jako żonę.
Twierdził, iż cywilny związek to prawdziwa miłość.
Że ludzie są razem nie dla papierka, tylko z miłości.
Ale kiedy Katarzyna dowiedziała się, iż spodziewa się dziecka Piotr akurat nie przyjechał na zmianę.
Okazało się, iż ma już troje dzieci, żona mu zachorowała, więc zmienił pracę i choćby jej nie uprzedził.
Kasia stwierdziła, iż nie będzie domagać się czegokolwiek od mężczyzny z trójką dzieci i chorą żoną.
Zwolniła się z budowy, zanim ktoś się domyślił.
Na pożegnanie któryś z pracowników rzucił złośliwie: No i co, jednak ślub daje większą pewność niż wolny związek?
Ale Kasi było już wszystko jedno.
Znalazła pracę za rogiem, w osiedlowym sklepiku, gdzie pomogła jej znajoma z klatki.
Umówiły się, iż choćby po urodzeniu dziecka Kasia będzie mogła pracować na dwa dni w tygodniu.
Matka zgodziła się zajmować Dominikiem, bo córka taka nieudolna i zaprzepaściła świetną robotę.
Sama mnie tak wychowałaś!
wrzasnęła kiedyś Kasia, kiedy mama już zupełnie ją zamęczyła.
Myślałam, iż chociaż ty będziesz porządna!
Utrzymywałam cię na dziennych studiach, a ty mi tak się odwdzięczyłaś, Kasiu!
lamentowała starsza pani.
Jakie drzewo, takie jabłko, czego się spodziewałaś?
odburknęła, a potem od razu żałowała.
Popłakały się obie, przytuliły, ale co to zmieni
Nic dziwnego, iż na pięciolecie po studiach, kiedy dzwoniła Brygida, Katarzyna choćby nie myślała się stawić.
Co ona będzie słuchała o dzieciach, mężach, karierach; co pokaże?
Sama biega, myje podłogi w trzech miejscach: w bloku, w szkole i w przedszkolu.
O czym miałyby z nią rozmawiać?
A raczej o czym one miałyby rozmawiać z nią.
Dla Dominika była gotowa na wszystko był jej największą pociechą.
Tym bardziej iż gdy Dominik poszedł do przedszkola, babcia orzekła, iż już odchowała wnuka i wyjeżdża do siostry na wieś, bo w mieście dusi się i potrzebuje powietrza.
Po kilku latach okazało się, iż szczęście potrafi zaskoczyć w miejskim urzędzie, niespodziewanie, dostała pracę zgodną z wykształceniem na pół etatu.
Dominik akurat poszedł do szkoły, ona zaczęła ze wszystkim nadążać, choćby syna odbierała zaraz po lekcjach, a Dominikowi zazdrościli koledzy.
Potem kolega z pracy zaczął ją podrywać, ale Kasia gwałtownie go zgasiła: ma syna i nie potrzebuje obcego faceta w domu.
Ojca nie zastąpi, a same kłopoty.
Dość niespodziewanie Katarzyna sprawdziła się w pracy i kiedy Dominik podrósł, dostała choćby pełny etat na stanowisku inżynierskim i lepszą pensję.
Ale zawsze czuła się niepełna, choćby wyglądem się nie wyróżniała.
Ubierała się skromnie, włosów nie farbowała, po czterdziestce już pojawiły się siwe pasma.
Miała wrażenie, iż nie zasługuje na szczęście bo mieszkała z cudzym mężem i prawie odebrała ojca trójce dzieci.
Nie mogła się stroić, malować a już na pewno nie była typem, na który ktokolwiek zwróciłby uwagę.
Już nie wierzyła w szczęśliwy finał żadnej relacji.
A dookoła tyle rozwodników niczym im nie ustępuje, a może gorzej
Dominik wyrósł na wdzięcznego syna poświęcenie matki nie skrzywiło go na duszy.
Na wakacje jeździł do babci Ireny i cioci Luby na wieś, pomagał im w ogródku, kopał grządki, sadził ziemniaki, buraki, marchew.
Plewił, podlewał, a jesienią wykopywał kartofle i pomagał zamykać babciom słoiki z przetworami i dżemami.
Był silny, już od dziecka rąbał drewno, układał polana w szopie.
Nawet matka Kasi czasem chwaliła wnuka, iż to jej największe szczęście, a i ciotka Lubka nie ukrywała dumy z jedynego ulubionego wnuka.
To gdzie tu dla Kasi pójście do restauracji na spotkanie po trzydziestu latach od dyplomu
Te wszystkie do bólu znajome myśli przeleciały przez głowę Kasi w kilka sekund.
Usłyszała, jak Brygida, niczym uparta mucha, powtarza:
To zapamiętaj: restauracja naprzeciwko akademika, przyszły piątek, godzina piętnasta.
Przyjdź, bo nie mam z kim pogadać.
Przyjdziesz?
Głos Brygidy nagle jakby zadrżał i Kasi, sama nie wie czemu, wyrwało się:
No dobrze, przyjdę
Odkładając telefon na stół, już zaczęła żałować tej obietnicy.
Podeszła do lustra, spojrzała na siebie, sięgnęła po telefon, żeby zadzwonić do Brygidy i odkręcić tę pomyłkę.
Ale numer przewodniczącej był cały czas zajęty, a Katarzynę ogarniał coraz większy dyskomfort
Późnym wieczorem otworzyła szafę i wyjęła niebieską sukienkę, tę samą, którą kupił jej syn na swoje wesele.
Dominik z Natalią długo ją namawiali; synowa towarzyszyła jej w galerii i prawie zamęczyła przymiarkami.
Już ta niebieska sukienka wszystkim się spodobała, choćby Kasi.
Od razu dobrali też buty, a potem Natalia zaprowadziła ją do fryzjera, gdzie ją uczesano i pofarbowano.
To było rok temu, Dominik z Natalią mieszkają już osobno i są szczęśliwi.
A siwizna Kasi z powrotem odrosła nie ma dla kogo się stroić, głupio tak się upiększać myślała.
Jednak włosy ułożyła, niebieską sukienkę włożyła, dłużej niech nie wisi w szafie.
Usta lekko podmalowała, ale zaraz starła chusteczką za odważnie.
Kiedy podjechała pod restaurację, było gwarno i tłoczno.
Brygida wypatrzyła ją od razu, przybiegła z otwartymi ramionami Kasiu, ależ ty pięknie wyglądasz!
Jak ja się cieszę, iż przyszłaś!
Brygida trochę się zaokrągliła, ale jej to choćby dodało uroku.
Pogadały sobie przy stoliku, potem kogoś Brygidzie przywołali, a Kasia sączyła sok, patrzyła na ludzi i słuchała muzyki.
Ktoś się postarał i puszczano przeboje z czasów ich studiów.
Wszyscy byli wtedy młodzi, snuli wielkie plany o cudownym życiu.
Czy można prosić panią do tańca?
Kasia usłyszała przez gwar muzyki.
Podniosła głowę i od razu poznała.
To był Leszek Serwatka, z równoległej grupy.
Na trzecim roku się ożenił a Kasię ciągnęło do niego już wtedy, no ale cóż
Kasia, jak ty wypiękniałaś!
Pierwszy raz przyszedłem na zjazd i nikogo tu nie poznaję, ale ciebie od razu!
Leszek podał jej rękę, Kasia nie odmówiła, wstała i poszli razem na parkiet.
Brygida, która wróciła do ich stolika, tylko patrzyła z rozdziawioną buzią.
Przetańczyli kilka kawałków w ciszy.
Potem Leszek niespodziewanie spytał:
Kasiu, mogę cię odprowadzić?
Uprzedzam jestem od dawna po rozwodzie, ale jeżeli ktoś na ciebie w domu czeka, to to tylko podwiozę, późno przecież
Leszek odprowadził Katarzynę do domu, a następnego dnia spotkali się znowu i już nie rozstawali.
Kasia przy wyborze ślubnej kreacji korzystała z porad Natalii.
Synowa była już mocno zaokrąglona, Kasia miała zostać babcią i sama nie wiedziała, jak się czuć w roli panny młodej
W końcu pozwoliła sobie zaznać szczęścia.
A Natalia szepnęła jej na ucho:
Pani Katarzyno, jest pani naprawdę piękna!
Tak się z Dominikiem cieszymy, bo szczęście nie zna wieku wolno być szczęśliwym choćby po pięćdziesiątce!
Rzeczywiście pomyślała Katarzyna przy weselnym stole, patrząc rozświetlonym wzrokiem na Leszka.
Chyba mnie naprawdę wolno.
Wybaczyła sobie i już nie bała się szczęścia
A wy co myślicie?
Dajcie znać w komentarzach, klikajcie lubię to!












