– No i znikaj stąd, nigdy cię nie kochałem! – Krzyknął Michał za młodą żoną, która wychodziła z mieszkania z małym dzieckiem.

newskey24.com 18 godzin temu

No i znikaj, nigdy cię nie kochałam! woła Mikołaj, podążając za młodą żoną, która wychodzi z mieszkania z małym dzieckiem.

W końcu odważysz się przyznać, choć mogłaś tego nie mówić odpowiada kobieta.

Ula patrzy na mężczyznę, który, rozluźniony, siedzi w fotelu trzymając w ręku butelkę. W tej chwili jasno rozumie, co powinna zrobić. jeżeli miałaby jeszcze wątpliwości, natychmiast znikają. Patrzy na małego synka, uśmiecha się do niego i pewnym krokiem kieruje się w stronę drzwi wejściowych.

Ula nie wie jeszcze, dokąd te drzwi ją zaprowadzą. Nie można powiedzieć, iż po odejściu od Mikołaja jej życie stało się szczęśliwe. Wynajmowane mieszkania, niekończące się podroboty, mały syn na rękach i brak pomocy z zewnątrz. Matka już nie żyje, ojca znała tylko z dzieciństwa i nie ma pojęcia, gdzie się znajduje. Nie chce choćby o tym myśleć.

Gdyby chciał, znalazłby sposób, by spotkać się z córką, a nie robił tego, to znaczy, iż nie chciał rozważa Ula.

Ale historia nie o nim, a o samej Uli.

Poznali się z Mikołajem na dyskotece. Przystojny chłopak, elegancko ubrany, rzucał komplementy, choć trochę zarozumiały. Ula wtedy nie zwróciła na to uwagi, a później okazało się, iż to niepotrzebny gest.

Mikołaj wychował się bez ojca, ale miał wystarczająco opiekunek babcię, mamę, ciotkę. Wszystko kręciło się wokół niego i dla niego. Tak było od dzieciństwa po młodość. Gdy poślubił Ulę i wprowadził ją do mieszkania, kilka się zmieniło wszyscy przez cały czas krążyli wokół niego, a on cieszył się z tego.

Małżeńskie życie rozpada się szybko, bo Ula nie chciała być kolejną nianią. Mieszkali razem rok przed narodzinami dziecka i dwa lata po. W końcu nie wytrzymała, spakowała rzeczy i wyjechała.

Od ostatniego spotkania z Mikołajem minęło dwadzieścia lat. Syn, Sawa, dorósł, studiuje. Ojciec nigdy nie szukał kontaktu z synem i nie interesował się jego losem, a Ula nie nalegała. Sama wychowała chłopca.

Rano Ula idzie do pracy, nastrój nie najlepszy. Lato się skończyło, a już pierwsze liście jesieni drżą na wietrze, zdradzając, iż zima nadchodzi. Pierwszy śnieg pada rano, nie spieszy się z topnieniem, szeleści pod jej butami.

Kroczy powoli, nie spieszy się. Kiedyś biegła z pracy do domu, a teraz wszystko układa się w porządek, życie nabiera rytmu.

Syn nie tylko studiuje, ale i dorabia. Ula od lat jest szefową działu i dostaje solidne wynagrodzenie w złotówkach.

Grażyno, dokąd tak pośpiesznie? woła, widząc młodą podwładną.

Ojej, pani Ula, dzień dobry przywita się dziewczyna, odwracając wzrok.

Ula zauważa, iż Grażyna wyciera łzy, pod oczami widać niebieską plamkę przykrytą tanim korektorem.

Grażyno, co znowu? Dlaczego nie lubisz siebie i wciąż z nim żyjesz? pyta.

Nie wiem szlocha Grażyna, bo ukrywanie łez staje się bez sensu, a szefowa już wszystko rozumie.

Ula patrzy na Grażynę i przypomina sobie własny początek.

Grażyno, spójrz na ławkę wskazuje ręką w stronę pokrytej śniegiem ławki.

Gdzie? pyta, rozglądając się, zapominając o łzach i o synku.

Zobacz, siedzą wróbelki, skulone, zimno im. Lato było ciepłe, jedzenia było pod dostatkiem. Za trzycztery miesiące przyjdzie wiosna i znów będą śpiewać, cieszyć się słońcem tłumaczy Ula.

Rozumiem przytakuje Grażyna.

Tak samo w twoim życiu przyjdą lepsze dni. Trzeba przetrwać trudny czas, ale nie można stać w miejscu. Musisz wziąć się w garść, naprawdę chcieć zmiany, znaleźć siłę, rozumiesz?

Grażyna patrzy uważnie.

Ty naprawdę jesteś silna, zadbana i piękna. A ja

Nie mów tak! Jesteś piękna i mądra, widzę to. Zrobisz to, jeżeli tylko zechcesz, nie bój się.

Grażyna znów spogląda na szefową.

Zróbmy tak: teraz idziemy do pracy, a wieczorem pomyślimy, co zrobić w twojej sytuacji.

Chodźmy

Dzień mija szybko. Wieczorem Ula podchodzi do Grażyny.

Jak się czujesz?

Szczerze mówiąc, nie chce mi się wracać do domu.

Nie chodź więc. Zabierz córkę z przedszkola i przyjedź do mnie. Przenocujemy razem, a potem zobaczymy, co dalej. Rano jest mądrzejsze niż wieczór.

To niewygodne

Daj spokój! Jedźmy po twoją Kasię do przedszkola, a potem do mnie. Wczoraj upiekłam ciasto ze świeżymi truskawkami, wypijemy herbatę.

Grażyna zgadza się. To pierwszy spokojny wieczór w jej życiu. Ula wydaje się mniej niezdarna niż zwykle.

Następnego ranka pomaga Grażynie wynająć mieszkanie i się w nie wprowadzić. U Grażyny, jak kiedyś u Uli, zaczyna się nowe życie.

Po trzech miesiącach Grażyna prosi Ulę, by została z jej córką, bo ma sądowe spotkanie w sprawie rozwodu. Mąż Grażyny zostaje rozdzielony, muszą płacić alimenty. Grażyna jest szczęśliwa, iż koniec ciężkiego okresu wreszcie nadszedł.

W piątek w pracy Grażyna podchodzi do Uli:

Pani Ulo, przyjdź w sobotę na herbatę, już udekorowaliśmy choinkę.

Dobrze, przyjdę.

Następnego dnia, jak obiecała, Ula jedzie w odwiedziny. Po drodze wchodzi do sklepu po paczkę ciastek i czekoladkę dla małej Kasi.

Pani Ulo, jestem wdzięczna, dosłownie uratowała mi życie dziękuje Grażyna.

To nie ja cię uratowałam, to twoja własna chęć zmiany odpowiada Ula.

Ula opowiada Grażynie swoją historię. Dziewczyna słucha uważnie, a życie Uli wydaje się niesamowite. W biurze patrzą na zadbaną, zadowoloną szefową i myślą, iż ma szczęście, nie wiedząc o ukrytym bólu.

Ula pokazuje album ze zdjęciami. Mała Kasia chwilowo odkłada lalki i przygląda się fotografiom dorosłych. Ula opowiada, gdzie jeździli z synem, jakie przygody przeżyli. Grażyna z córką słucha z zainteresowaniem.

A czy wyszłaś jeszcze kiedyś za mąż? pyta Grażyna nieco nieśmiało.

Nie, nie miałam szczęścia z mężczyznami, ale jestem pewna, iż znajdziesz swoje prawdziwe szczęście odpowiada Ula.

Dziękuję, życzę ci, żebyś i ty je znalazła mówi Grażyna i przytula szefową.

Żegnają się serdecznie. Mała Kasia wybiegła na hall.

Ciociu Ulo, przyjdziesz jeszcze?

Oczywiście, przyjdę, jak tylko zaprosisz odpowiada Ula, obejmując dziewczynkę.

Do widzenia.

Do widzenia, do poniedziałku mówi Ula i wychodzi z klatki schodowej.

Na zewnątrz zaczyna się przednoworoczna burza śnieżna. Ula idzie po zaśnieżonym chodniku, mijając pięknie przystrojone witryny.

Proszę, pani, poczekaj! z oddali słyszy nieznany głos.

Ula nie odwraca się od razu, myśląc, iż to nie jej.

Proszę, pani! woła ten sam głos.

Ula zatrzymuje się i odwraca. Podbiegł do niej mężczyzna w średnim wieku.

Dlaczego tak uciekałaś przede mną? pyta z uśmiechem.

A czego chciałeś? odpowiada Ula.

Zgubiłaś rękawiczki. Zauważyłem je, kiedy wychodziłam ze sklepu podaje rękawiczki.

O, naprawdę. Dziękuję bardzo!

Nazywam się Edward! woła.

Ja jestem Ula! odpowiada w żartobliwym tonie.

interesujące imię! Chcesz, żebym cię podwiózł?

Nie, nie mam daleko.

Nie odmawiaj, burza

Dobrze.

Edward okazuje się miłym rozmówcą. Jeżdżą razem, rozmawiają. Samochód zatrzymuje się przed przejściem, by przepuścić przechodzącego mężczyznę wysokiego, chudego, nieco podszczypniętego alkoholem. Spojrzał na auto, a światła reflektorów rozświetliły jego twarz. Ula drży, a w nim dostrzega nieznajomego to jej były mąż. Odwraca się i idzie dalej. Auto rusza.

Ulo, gdzie planujesz spędzić sylwestra? pyta Edward.

Jeszcze nie wiem odpowiada.

Może razem? Zapraszam do restauracji, obiecuję dobrą zabawę.

Ula się uśmiecha.

Zgoda. Nie zawiodę.

Świetnie, dlaczego nie? odpowiada z uśmiechem.

Dlaczego miałaby odmówić? Zasłużyła na szczęście. Może właśnie w noc sylwestrową spotka prawdziwą miłość, a to przypadkowe spotkanie odmieni jej los. Kto wie

Idź do oryginalnego materiału