Mam sześćdziesiąt lat i mieszkam w Toruniu. Nigdy bym nie przypuszczała, iż po wszystkich przeżyciach, dwudziestu latach ciszy i milczenia, przeszłość wkradnie się do mojego życia z taką bezczelnością i cynizmem. Najbardziej boli fakt, iż inicjatorem tego wszystkiego jest mój własny syn.
Kiedyś, w wieku dwudziestu pięciu lat, byłam szaleńczo zakochana. Wiktor — wysoki, czarujący, radosny — wydawał mi się spełnieniem marzeń. gwałtownie wzięliśmy ślub, a po roku urodził nam się syn, Aleksander. Pierwsze lata były jak bajka. Mieszkaliśmy w małym mieszkaniu, wspólnie marzyliśmy, snuliśmy plany. Pracowałam jako nauczycielka, a on jako inżynier. Wydawało się, iż nic nie zburzy naszego szczęścia.
Jednak z czasem Wiktor zaczął się zmieniać. Coraz częściej się spóźniał, kłamał, oddalał. Starałam się ignorować plotki, zamykałam oczy na jego późne powroty, na zapach obcych perfum. W końcu stało się to oczywiste: zdradzał. I to nie raz. Przyjaciele, sąsiedzi, choćby rodzice — wszyscy wiedzieli. A ja próbowałam ratować rodzinę. Dla syna. Zbyt długo tolerowałam jego zachowanie, mając nadzieję, iż się opamięta. Pewnej nocy obudziłam się i zauważyłam, iż nie wrócił do domu, zrozumiałam: nie mogę tak dalej.
Zabrałam rzeczy, wzięłam pięcioletniego Aleksandra za rękę i poszłam do mamy. Wiktor choćby nie próbował nas zatrzymać. Po miesiącu wyjechał za granicę — rzekomo do pracy. niedługo znalazł sobie inną kobietę i jakby nas wymazał z życia. Żadnych listów, żadnych telefonów. Pełna obojętność. A ja zostałam sama. Mama zmarła, potem ojciec. Przeszliśmy z Aleksandrem przez wszystko — szkołę, zajęcia dodatkowe, choroby, radości, maturę. Pracowałam na trzy zmiany, by niczego mu nie brakowało. O swojej osobistej przestrzeni nie myślałam — nie było na to czasu. On był dla mnie wszystkim.
Kiedy Aleksander poszedł na studia do Krakowa, pomagałam, jak mogłam — paczki, pieniądze, wsparcie. Na kupno mieszkania mnie nie było stać. On nigdy nie narzekał. Mówił, iż da sobie radę. Byłam z niego dumna.
Miesiąc temu przyjechał do mnie z wiadomością: postanowił się ożenić. euforia nie trwała długo. Był niespokojny, unikał spojrzenia. W końcu wyrzucił z siebie:
— Mamo… potrzebna mi twoja pomoc. Chodzi o tatę.
Oniemiałam. Powiedział, iż niedawno nawiązał kontakt z Wiktorem. Ojciec wrócił do Polski i zaproponował Aleksandrowi klucze do dwupokojowego mieszkania, które odziedziczył po babci. Ale — pod jednym warunkiem. Muszę ponownie za niego wyjść. I pozwolić mu zamieszkać w moim mieszkaniu.
Zamurowało mnie. Patrzyłam na syna, nie wierząc, iż mówi to na serio. On kontynuował:
— Jesteś sama… Nie masz nikogo. Dlaczego by nie spróbować jeszcze raz? Dla mnie, dla mojej przyszłej rodziny. Tata się zmienił…
Cicho wstałam i poszłam do kuchni. Czajnik, herbata, drżące ręce. Wszystko było jak we mgle. Przez dwadzieścia lat dźwigałam wszystko sama. Przez dwadzieścia lat ani razu nie zapytał, jak się mamy. A teraz wraca… z „propozycją”.
Wróciłam do pokoju i spokojnie powiedziałam:
— Nie. Nie zgadzam się.
Aleksander wybuchł złością. Zaczynał krzyczeć, oskarżać. Mówił, iż zawsze myślałam tylko o sobie. Że przez mnie nie miał ojca. Że teraz znowu niszczę jego życie. Milczałam. Bo każde jego słowo ciążyło mi na sercu. Nie wiedział, jak noce spędzałam bez snu z wyczerpania. Jak sprzedałam obrączkę, by kupić mu zimową kurtkę. Jak odmawiałam sobie wszystkiego, by jadł mięso, a nie ja.
Nie czuję się samotna. Moje życie, choć trudne, było szczere. Mam pracę, książki, ogród, przyjaciółki. Nie potrzebuję człowieka, który raz zdradził — i teraz wraca nie z miłości, ale dla wygody.
Syn wyszedł, nie żegnając się. Od tamtej pory nie dzwonił. Wiem, iż jest zraniony. Rozumiem go. On pragnie dla siebie lepszego życia — tak, jak ja kiedyś. Ale nie mogę sprzedawać swojego honoru dla kilku metrów kwadratowych. To zbyt wysoka cena.
Może kiedyś zrozumie. Może nieprędko. Ale będę czekać. Bo kocham. Prawdziwą miłością — bez warunków, bez mieszkań i „jeśli”. Urodziłam go z miłości. I wychowałam z miłością. I nie pozwolę, by teraz miłość stała się towarem.
A były mąż… niech pozostanie przeszłością. Tam jest jego miejsce.