– Okłamałaś mnie! – wykrzyczał Michał, stojąc na środku salonu, czerwony ze złości. – Jak to okłamał…

newsempire24.com 8 godzin temu

Okłamałaś mnie! Andrzej stał pośrodku salonu, twarz mu poczerwieniała ze złości.
W jakim sensie okłamałam?
Wiedziałaś! Wiedziałaś, iż nie możesz mieć dzieci, a jednak wyszłaś za mnie!

Będziesz najpiękniejszą panną młodą mama poprawiła welon, a Ludmiła uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze.

Biała suknia, koronka na rękawach, Andrzej w eleganckim garniturze. Wszystko było takie, o jakim marzyła od piętnastu lat: wielka miłość, ślub, dzieci. Dużo dzieci. Andrzej chciał syna, ona córkę, więc zgodzili się na trójkę żeby żadne nie czuło się pominięte.

Za rok już wnuków będę niańczyła powtarzała mama, ocierając łzy.

Ludmiła wierzyła w każde słowo.

Pierwsze miesiące małżeństwa przepłynęły w szczęśliwym, mlecznym zamgleniu. Andrzej wracał z pracy, ona czekała z kolacją, zasypiali przytuleni, a każdego ranka ze ściśniętym sercem sprawdzała kalendarz. Spóźnia się? Nie, tylko się wydawało. Jeszcze miesiąc. I jeszcze. I kolejny.

Zimą Andrzej przestał pytać z nadzieją w głosie i co?. Teraz już tylko patrzył wymownie, kiedy Ludmiła wychodziła z łazienki.

Może pójdziemy do lekarza? zaproponowała w lutym, niemal rok po ślubie.

Już dawno powinniśmy mruknął, nie odrywając wzroku od telefonu.

W poczekalni przychodni pachniało chlorem i beznadzieją. Ludmiła siedziała obok innych kobiet o zgaszonych oczach, przeglądały czasopismo o szczęśliwym macierzyństwie i myślała, iż to jakaś pomyłka. Z nią wszystko w porządku. Po prostu nie miała jeszcze szczęścia.

Badania. USG. Znowu badania. Nazwy zabiegów zlewały się w jeden nieskończony potok zimnych siedzisk i nieobecnych twarzy pielęgniarek.

Szansa na naturalną ciążę około pięciu procent oznajmiła lekarka, patrząc w kartę.

Ludmiła kiwała głową, coś notowała w zeszycie, zadawała pytania. W środku jednak wszystko jej zamarzło.

Kiedy leczenie ruszyło w marcu, coś się w niej zmieniło.

Znowu płaczesz? Andrzej stał w drzwiach sypialni, w jego głosie więcej było irytacji niż współczucia.

To przez hormony.

Trzeci miesiąc już? Może przestań udawać? Mam tego dość!

Chciała mu wyjaśnić, iż tak działa terapia, iż potrzeba czasu, iż lekarze obiecywali wyniki w pół roku, rok. Ale Andrzej już wyszedł, trzasnął drzwiami.

Pierwsze in vitro wyznaczono na jesień. Ludmiła niemal nie wstawała z łóżka, by nie spłoszyć cudu.

Negatywny lakonicznie oznajmiła pielęgniarka przez telefon.

Ludmiła osunęła się na podłogę w korytarzu i siedziała tam do wieczora, aż wrócił Andrzej.

Ile już wydaliśmy na to wszystko? zapytał zamiast jak się czujesz?.

Nie liczyłam.

A ja liczyłem. Prawie dwieście tysięcy złotych. I co z tego?

Nie miała odpowiedzi.

Druga próba. Andrzej teraz wracał późno w nocy, pachnący damskimi perfumami, ale Ludmiła nie pytała, nie chciała wiedzieć.

Znowu negatywnie.

Może już pora przestać? Andrzej siedział naprzeciwko w kuchni, obracając pusty kubek. Ile można?

Lekarze mówią, iż trzecia próba najczęściej się udaje.

Lekarze mówią to, za co im płacą!

Za trzecim razem była adekwatnie sama. Andrzej każdego wieczora zostawał w pracy. Przyjaciółki przestały dzwonić były zmęczone pocieszaniem. Mama płakała do telefonu i lamentowała, iż taka młoda i ładna, za co to….

Kiedy pielęgniarka po raz trzeci powiedziała niestety, Ludmiła już nie płakała. Łzy skończyły się gdzieś pomiędzy drugą serią leczenia a kolejną awanturą o pieniądze.

Okłamałaś mnie!

Andrzej stał pośrodku salonu, czerwony z gniewu.

Jak to okłamałam?

Wiedziałaś! Wiedziałaś, iż jesteś bezpłodna, a mimo to wyszłaś za mnie!

Nie wiedziałam! Diagnozę dostałam rok po ślubie, sam zresztą wtedy byłeś z lekarzem…

Nie kłam! ruszył w jej stronę, Ludmiła odruchowo się cofnęła. Zaplanowałaś to od początku! Znalazłaś frajera, który się z tobą ożeni, a potem niespodzianka! Brak dzieci!

Andrzeju, proszę…

Dość! chwycił wazon i rzucił nim w ścianę. Zasługuję na normalną rodzinę! Z dziećmi! Nie na coś takiego!

Wskazywał na nią jak na coś obrzydliwego, błąd natury.

Awantury stały się codziennością. Andrzej wracał zły, milczał cały wieczór, a potem wybuchał o byle drobiazg: pilot nie na miejscu, przesolona zupa, zbyt głośno oddycha.

Rozwiedziemy się oznajmił pewnego ranka.

Co? Nie! Możemy adoptować dziecko, czytałam…

Nie chcę cudzych dzieci! Chcę własne! I żonę, która mi je urodzi!

Daj mi jeszcze jedną szansę! Proszę. Kocham cię.

A ja już ciebie nie!

Powiedział to spokojnie, patrząc jej prosto w oczy. To bolało bardziej niż wszystkie wcześniejsze wrzaski.

Pakuję się zakomunikował w piątkowy wieczór.

Ludmiła siedziała na kanapie, otulona kocem, patrząc, jak wrzuca koszule do walizki. Ale nie potrafił pakować się w ciszy.

Odchodzę, bo jesteś ugorem.

Andrzej jeszcze dobijał.

Znajdę sobie normalną kobietę.

Ludmiła milczała…

Drzwi się zamknęły. W mieszkaniu zrobiła się cisza. I dopiero wtedy zapłakała po raz pierwszy od miesięcy, naprawdę, wyjąc aż do utraty głosu.

Pierwsze tygodnie po rozwodzie zlały się w jedną szarą smugę. Ludmiła wstawała, piła herbatę, kładła się. Czasem zapominała zjeść. Czasem nie wiedziała, jaki jest dzień tygodnia.

Przyjaciółki przychodziły, przynosiły jedzenie, sprzątały mieszkanie, próbowały rozmawiać kiwała głową, zgadzała się, a potem znów wpatrywała się w sufit, zawinięta w koc.

Ale czas płynął. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu. I pewnego ranka Ludmiła obudziła się z myślą: dość.

Wstała, wzięła prysznic, wyrzuciła wszystkie leki z lodówki i zapisała się na siłownię. W pracy poprosiła o nowy projekt trudny, na trzy miesiące, wymagający pełnego zaangażowania.

W weekendy jeździła na wycieczki, potem na krótkie podróże. Kraków, Wrocław, Zakopane. Życie się nie skończyło.

Kacpra spotkała w księgarni oboje sięgnęli po ostatni egzemplarz nowej powieści Jacka Dukaja.

Proszę przodem uśmiechnął się, cofając rękę.

A jeżeli się wycofam i pan zaprosi mnie na kawę? wypaliła.

Zaśmiał się, i od tego śmiechu poczuła ciepło gdzieś w środku.

Przy kawie opowiedział o Mariance siedmioletniej córce, którą wychowuje sam od pięciu lat, po śmierci żony.

O tym, jak pierwsze miesiące były trudne, jak Marianka nie spała nocami i wołała mamę, jak nauczył się zaplatać warkocze z tutoriali na YouTube.

Jesteś dobrym ojcem powiedziała Ludmiła.

Staram się.

Nie chciała go oszukiwać. Na trzecim spotkaniu, gdy wiedzieli już, iż to coś poważnego, powiedziała wszystko.

Nie mogę mieć dzieci. Diagnoza jest oficjalna, trzy nieudane próby in vitro, mąż odszedł. jeżeli to ważne lepiej wiedzieć od razu.

Kacper długo milczał.

Mam Mariankę wreszcie powiedział. Potrzebuję ciebie, choćby jeżeli nie będziemy mieć wspólnych dzieci.

Ale…

Dasz radę przerwał dziwnym tonem.

W jakim sensie?

Być mamą. jeżeli zechcesz. Mojej mamie też postawili podobną diagnozę. I co? Siedzę tu przed tobą. Cuda czasem się zdarzają.

Marianka wyjątkowo gwałtownie ją zaakceptowała. Na pierwszym spotkaniu była ponura, odpowiadała półsłówkami, ale gdy Ludmiła zapytała o ulubioną książkę, rozgadała się przez pół godziny o Harrym Potterze. Na drugim sama chwyciła ją za rękę. Na trzecim poprosiła, żeby zaplotła takie warkocze jak ma Elsa.

Polubiła cię stwierdził Kacper. Nigdy wcześniej nikogo tak gwałtownie nie zaakceptowała.

Dwa lata minęły niepostrzeżenie. Ludmiła przeprowadziła się do Kacpra, nauczyła się smażyć naleśniki w soboty, znała na pamięć wszystkie odcinki Psiego Patrolu i znów odnalazła w sobie miłość. Prawdziwą, spokojną, bez lęku przed zdradą.

W sylwestrową noc, kiedy zegar wybił północ, Ludmiła pomyślała życzenie. Usta same wyszeptały: Chciałabym mieć dziecko.

Zaraz potem się wystraszyła po co rozdrapywać stare rany? ale życzenie już popłynęło w górę, gdzieś w bezkres.

Po miesiącu pojawiło się opóźnienie.

Niemożliwe myślała, patrząc na dwie kreski. Zepsuty test.

Drugi test. Znowu dwie kreski.

Trzeci! Czwarty! Piąty!

Kacprze wyszła z łazienki na drżących nogach. Ja chyba… nie wiem jak to wytłumaczyć…

Zrozumiał zanim skończyła mówić. Porwał ją na ręce, wirował z nią po pokoju, całując w czubek głowy, nos, usta.

Wiedziałem! powtarzał. Mówiłem ci dasz radę!

Lekarze w klinice patrzyli na nią jak na przybyszka z innej planety. Przeglądali stare karty, porównywali wyniki, zlecili kolejne badania.

To niemożliwe kiwał głową ordynator. Z takim rozpoznaniem… W dwudziestoletniej praktyce nie widziałem takiego przypadku.

Ale jestem w ciąży?

W ciąży. Ósmy tydzień! Wszystko w normie.

Ludmiła się roześmiała.

Cztery miesiące później przypadkiem wpadła w Biedronce na znajomego Andrzeja.

Słyszałaś o Andrzeju? zagadnął, spoglądając na jej zaokrąglony brzuch. Trzeci raz żonaty. I dalej nic. Z żadną się nie udaje.

Nie udaje się?

Tak. Dzieci. Ani z drugą, ani z trzecią. Lekarze mówią problem po jego stronie. Wyobrażasz sobie? A całą winę zrzucał na ciebie.

Ludmiła nie wiedziała, co powiedzieć. W środku nie poczuła nic ani satysfakcji, ani żalu. Po prostu pustka w miejscu, gdzie kiedyś było to uczucie…

…Syn przyszedł na świat w sierpniu, w jasny poranek. Marianka z Kacprem czekali na korytarzu, szarpiąc się z nerwów.

Mogę go potrzymać? spytała Marianka, zaglądając do sali.

Ostrożnie Ludmiła podała jej maleństwo. Podtrzymaj główkę.

Marianka patrzyła na młodszego brata wielkimi oczami, potem spojrzała na Ludmiłę.

Mamo, on zawsze będzie taki czerwony? Mamusiu…

Ludmiła rozpłakała się, Kacper objął je obie, Marianka zszokowana zerkała to na rodziców, to na braciszka, nie rozumiejąc, czemu wszyscy płaczą.

A Ludmiła zrozumiała jedno. Czasem potrzeba odpowiedniej osoby obok, by uwierzyć w niemożliwe…

A Ty? Co o tym sądzisz? Zostaw komentarz na dole i daj lajka autorce, jeżeli historia cię poruszyła!

Idź do oryginalnego materiału