Wiesz co, muszę ci opowiedzieć, co się ostatnio u mnie wydarzyło, bo naprawdę ręce opadają W niedzielę rano polegiwałam sobie na kanapie, przykryta kocykiem, a mój mąż, Paweł, wybył do swojej mamy do Zabrza niby żeby wymienić u niej żarówkę. Wiadomo jednak, każdy wie, iż Matka Boska Przewrażliwiona nie dzwoni po syna z powodu jednej żarówki.
No i co się okazało? Pawełku, pamiętasz, iż dziś Stasiu ma urodziny?
Mój chłop to jest taki trochę Piotruś Pan wypłata mu styka może na tydzień. Dobrze chociaż, iż zawsze oddaje mi kasę na prąd, gaz i zakupy, resztę wydaje na nowe gry, konsole, gadżety Przyzwyczaiłam się już. Uważam, iż lepiej niech się bawi, gra sobie wieczorami, niż miałby pić z kumplami w piwnicy albo do jakiegoś klubu włóczyć. Ostatnio choćby czytałam taki żart, iż pierwsze czterdzieści lat dzieciństwa są najtrudniejsze no coś w tym jest, jak patrzę na Pawła.
Nie marudzę ci tutaj na niego, tylko tłumaczę, czemu mój mąż nigdy nie ma grosza przy duszy. Ja na szczęście potrafię odkładać i czasem, jak naprawdę potrzebuje, to mu podsunę stówkę czy dwie. Ale jak mam mu dać “dla mamusi”, “na chrześniaków” czy “na siostrę Elżbietę”, to sorry memory zawsze odmawiam.
No i zapomniałabym o tych urodzinach Stasia, ale ja przezorna tydzień wcześniej już kupiłam prezent. Kiedy Paweł się zbierał do mamy, wcisnęłam mu gotową paczkę, usiadłam z kawą i włączyłam film. choćby nie zamierzałam z nimi iść, bo z teściową i szwagierką mamy cichą wojnę. Ich zdaniem wyniszczam Pawła, bo nie pozwalam mu ładować w nich pieniędzy, a do tego bronię się, jak chcą rzucać na mnie opiekę nad dzieciakami. Raz zgodziłam się zostać ze szwagierczykami mieli wrócić za godzinę, przyszli po pięciu. Spóźniłam się przez nich do roboty, zwróciłam uwagę, to usłyszałam, iż jestem “bezczelna” i “wredna”. Od tamtej pory już zawsze grzecznie mówię, iż nie mam czasu. Chociaż nie bronię Pawłowi jeżeli chce, to niech się bawi z dzieciakami, ja też ich lubię, ale bez przesady.
No i wyobraź sobie, Paweł wraca po dwóch godzinach, a za nim cała świta: teściowa, siostra z dziećmi, wszyscy. Teściowa z buta przez mieszkanie, płaszcz choćby nie zdjęty i od progu:
Uznaliśmy, iż dla Stasia najlepszy będzie tablet, co sam wybrał. Kosztował dwa tysiące. Jesteś mi winna tysiaka, to dawaj.
Serio? Może i sama kupiłabym Stasiowi tablet, ale nie za dwa koła! Oczywiście kasy nie dałam. Paweł zaczął mi coś mruczeć pod nosem, iż “żałuję rodzinie”, ale zamiast się wdawać w dyskusje, wzięłam laptopa, zawołałam Stasia, w pięć minut wybraliśmy coś fajnego i zamówiłam mu od siebie. Dziecko się cieszyło, a ja spokojnie wróciłam do mojej kawy.
Matka Pawła wcale mi nie podziękowała, tylko się obraziła. Szwagierka kątem oka gapi się, czy by czego nie zgarnąć z półki. No i znowu cyrk:
To nikt cię nie prosił o prezent, miałaś dać kasę! Twój facet chodzi jak żebrak, choćby żarówki nie może sobie kupić, bo wszystko trzymasz! Dawaj tysiąc złotych, bo to jego pieniądze!
I zaczyna grzebać mi w torebce leżącej na szafce nocnej. Popatrzyłam na Pawła i mówię przez zaciśnięte zęby:
Masz trzy minuty, żeby ich stąd wyprosić!
I wyobraź sobie, Paweł, jakby wyrośnięty nastolatek, złapał matkę, chwycił siostrę i dzieci, i dosłownie wypchnął wszystkich z mieszkania. Zmęczony, ale dumny z siebie.
I wiesz co? Lepiej chyba, iż Paweł wydaje swoją kasę na gry i konsole, niż jak dawniej, kiedy wszystko zabierała mu mama. Przynajmniej wie, na co idzie jego wypłata, a nie próchnica rodzinna kradnie mu wszystko z portfela.
Czasami, słowo ci daję, myślę, iż chyba lepiej byłoby być żoną sieroty!















