Słuchaj, muszę ci opowiedzieć coś, co mocno siedzi mi w głowie. Moja mama zmarła, gdy miałam tylko osiem lat. Tata zupełnie się pogubił, często bywał pijany, zdarzało się, iż nie mieliśmy co jeść w domu. W szkole prosiłam kolegów o jedzenie, nie najlepiej mi szło w nauce, chodziłam w znoszonych ubraniach, aż w końcu ktoś zwrócił na mnie uwagę.
Kilka razy przychodzili do nas pracownicy opieki społecznej, a potem tata dostał poważne warunki jeżeli ich nie dotrzyma, groziło mu odebranie praw rodzicielskich. Na szczęście ojciec otrzeźwiał, przestał pić i kolejne wizyty przebiegały bez problemów.
Po pewnym czasie tata powiedział, iż chciałby, żebym poznała kobietę, którą bardzo lubi. Poszliśmy do pani Marii, którą nazywałam wówczas ciocią. Byłam trochę spięta, miałam świeże wspomnienia o mamie i nie do końca byłam zachwycona, iż tata związał się z panią Marią.
Jak zaczęłyśmy rozmawiać, od razu poczułam jej serdeczność. Polubiłam jej syna, Szymona, który był rok starszy ode mnie, zaczęliśmy razem chodzić na treningi do sekcji sportowej. Tata był bardzo szczęśliwy, iż dobrze przyjęłam jego znajomą. Po miesiącu przeprowadziliśmy się do pani Marii, a nasz stary dom tata wynajął, żeby mieć dodatkowy zarobek.
Niestety, tata nie zdążył oficjalnie załatwić formalności, bo zginął tragicznie potrącony przez pijącego kierowcę. Dla urzędów byłam dla pani Marii nikim, więc opieka zabrała mnie do domu dziecka. Gdy wyjeżdżałam, pani Maria obiecała, iż zrobi wszystko, by jak najszybciej mnie odzyskać.
Dotrzymała słowa i po dwóch miesiącach wróciłam do jej domu. Te dwa miesiące wystarczyły, żebym poczuła, jak bardzo surowo jest w domu dziecka. Byłam ogromnie wdzięczna pani Marii, iż mnie nie zostawiła, iż stała się dla mnie prawdziwą drugą mamą. Gdy mówiłam do niej mamo, często widziałam łzy wzruszenia w jej oczach pani Maria to niesamowita kobieta, a Szymon jest dla mnie prawdziwym bratem.
Teraz jesteśmy dorośli, mamy już własne rodziny, ale mama Maria wciąż jest najbliższą osobą dla mnie i dla Szymona. Dwukrotnie została teściową, ale nigdy nie pokłóciła się z żadną synową i do dziś nie usłyszała od nich słowa teściowa. Zarówno moja żona, jak i żona Szymona mówią na nią po prostu mama Maria, doceniając jej ciepło i zrozumienie. I za każdym razem, gdy to słyszę, widzę prawdziwą euforia w jej oczach.












