REKLAMA
Jednak okazuje się, iż w przypadku niektórych nauczycieli, zwłaszcza tych wykładających przedmioty humanistyczne, czas pracy mocno się rozjeżdża. "U mnie czterdziestogodzinny tydzień pracy kończy się już w czwartek" - pisze w liście do redakcji jedna z nauczycielek języka polskiego.
Zobacz wideo
Patryk Kuzior: Niskie pensje specjalistów w administracji czy szkolnictwie przekładają się na jakość usług
Te same pieniądze, ale praca jakby inna?Na naszym portalu wielokrotnie pisaliśmy o nauczycielach i ich "niewidzialnych" godzinach pracy. Bo pensum, czyli tygodniowy obowiązkowy wymiar zajęć dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych, wynosi 18 godzin. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, ile tak naprawdę mają pracy pedagogowie. Nie chcę tu nikogo obrażać, ale ja jako nauczyciel historii, dostaję te same pieniądze, co nauczyciel WF-u, ale pan od zajęć sportowych nie siedzi wieczorami nad stertą prac klasowych i wypracowań. Najwięcej tego wszystkiego i tak mają poloniści, bo im dochodzi sprawdzanie rozprawek, opowiadań i innych dłuższych form wypowiedzi. Moja koleżanka codziennie wychodzi ze szkoły z naręczem zeszytów do sprawdzenia. Oczywiście nie wyrabia się z tym w ramach 40h pracy, więc robi nadgodziny, za które i tak nikt jej nie zapłaci- opowiada w rozmowie ze mną nauczycielka jednej z toruńskich podstawówek."Wywołajmy dyskusję na temat polonistów"Podobnego zdania jest nasza czytelniczka, która w liście do naszej redakcji postanowiła nieco bardziej nakreślić problem. Jak sama przyznaje, jest polonistką z dużym doświadczeniem (32 lata), która wybrała ten zawód z pasji i miłości do dzieci.
Czytam wynurzenia różnych ludzi z kręgów nauczycielskich i zastanawiam się, gdzie są w tym wszystkim nauczyciele poloniści. Jestem polonistką i widzę wokół mnie ludzi, którzy podczas 'okienka', długiej przerwy sprawdzają prace uczniów. Lubię to, co robię, ale bardzo zazdroszczę innym nauczycielom, którzy podczas 45 minut są w stanie sprawdzić 20- 30 prac. Proszę, wywołajmy dyskusję na temat polonistów ślęczących w domu najczęściej 'w ramach 40 godzin' - jak mawia moja pani dyrektor - nad pracami uczniów, które nie są testami. Chodzi o dłuższe formy pisemne, egzaminy próbne... Czy ktoś, np. pani ministra, rodzic, przeciętny Polak, zdaje sobie sprawę, ile tego jest?- zaznacza autorka listu. "Robimy to w ramach 40 godzin (często 40 godzin kończy się już w czwartek w moim przypadku), we własnym domu, korzystając z własnego prądu. Dlaczego nikt na to nie patrzy? Dlaczego polonistki to naprawdę bardzo starsze panie? Dokąd tak naprawdę zmierzamy w tych powtarzających się i niczego nie wnoszących dyskusjach?" - pyta kobieta. A Ty? Co sądzisz o sytuacji zawodowej nauczycieli w Polsce? Daj znać w komentarzu lub napisz w wiadomości do redakcji: anita.skotarczak@grupagazeta.pl.













