Poszła z dzieckiem i dziadkami na sanki. "Mój błąd, jedna wielka panika i krzyk"

gazeta.pl 2 godzin temu
Nie ma większej frajdy na śniegu niż zjeżdżanie na sankach. Wszystkie dzieciaki to uwielbiają. Okazuje się jednak, iż szybkie zjazdy mogą bardzo stresować... dziadków, którzy na to patrzą. - Panikowali, jak nie wiem co, krzyczeli tak, iż wszyscy patrzyli na nas, jakbyśmy byli z kosmosu. "Wolniej, hamuj, uważaj, nie zjeżdżaj z samej góry, najlepiej z połowy, a jeszcze lepiej wcale" - opowiadała rozbawiona Julia.
Gruba warstwa śniegu zachęca do szaleństw na sankach, jabłuszkach czy ślizgach. Niemalże każda, choćby najmniejsza górka w ostatnich dniach jest w Polsce oblegana. Każdy chce skorzystać z pogody, bo nie wiadomo jak długo śnieżna aura się utrzyma. Niekiedy zjazdy na sankach mogą być stresujące. Zwłaszcza dla dziadków, którzy… obserwują swoich wnuków.

REKLAMA







Zobacz wideo Pytamy przedszkolaków, czego nauczyli ich dziadkowie. "Szyć" "Jeździć traktorem"



Poszłam na sanki z teściami. "Nigdy więcej"
Julia ostatnio gościła u siebie swoich teściów, którzy na co dzień mieszkają w innym mieście. Kobieta jest matką dwóch córek w wieku 5 i 8 lat. W związku z tym iż spadł śnieg, postanowiła zabrać dzieciaki na sanki na okoliczną górkę. Dziadkowie chętnie wybrali się z nimi.
I tu się zaczynają schody. Już choćby ubranie dziewczynek było katorgą. Teściowa najchętniej włożyłaby im pięć par skarpet, rajstopki, leginsy, spodnie i na to spodnie ocieplane, z bluzkami to samo. Koszmar!
- opowiadała. - Mam kupioną bieliznę termiczną i dobrą odzież zimową, więc nie ma potrzeby nakładania miliona warstw, ale babcia swoje. "Im więcej, tym lepiej, zobaczysz są za lekko ubrane, na pewno się rozchorują" - dodała.





Fot. Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl


Panika na górce. "Teść mało zawału nie dostał ze strachu"
Córki naszej czytelniczki wielokrotnie były z rodzicami na pobliskiej górce, która ma być dość bezpieczna. Wokół nie ma drzew, nie jest zbyt stroma, dzięki czemu wielu rodziców przyprowadza tu swoje dzieci.



Zdaniem dziadków górka była bardzo niebezpieczna dla ich ukochanych wnuczek… Panikowali, jak nie wiem co, krzyczeli tak, iż wszyscy patrzyli na nas, jakbyśmy byli z kosmosu. ‘Wolniej, hamuj, uważaj, nie zjeżdżaj z samej góry, najlepiej z połowy, a jeszcze lepiej wcale’
- relacjonowała. - Teść to mało zawału nie dostał ze strachu, jak zobaczył, iż młodsza wnuczka zjeżdża z samej góry. Myślałam, iż się ze mną pokłóci. Szczerze, po pół godziny miałam już serdecznie dość i wróciliśmy do domu. Dziewczynki wieczorem poprosiły mnie, żeby nie brać więcej dziadków na górkę, bo tylko krzyczą i na nic nie pozwalają. I mają rację - dodała. Julia ma świadomość, iż panika jej teściów wynikała z troski o wnuczki, jednak wychodzi z założenia, iż przecież jest ich matką i nie naraziłaby dziewczynek na niebezpieczeństwo. - Pominę już fakt, iż po powrocie babcia choćby musiała zdjąć córkom buciki, jakby same nie umiały… Dobrze, iż wizyta teściów trwa tylko tydzień, bo i ja, i dziewczynki chyba byśmy oszalały od tego ciągłego zamartwiania się i wyręczania ich we wszystkim - dodała rozbawiona.


Czy w Waszej rodzinie dziadkowie również panikują i wyręczają wnuki we wszystkim? Piszcie: justyna.fiedoruk@grupagazeta.pl. Zapewniamy anonimowość.
Idź do oryginalnego materiału