PREZENT
No, synku, opowiadaj, jak ci minął dzień, co słychać?
Wracający z pracy tata, pan Witold, podniósł pięcioletniego Andrzeja i posadził obok siebie na kanapie, przeczochrał mu jasne włosy na głowie. Podczas gdy mama Jadwiga szykowała kolację w kuchni, ojciec rozmawiał z ukochanym i póki co jedynym synem. W mieszkaniu było ciepło i przytulnie, a w centralnym miejscu salonu, pomiędzy cicho mruczącym telewizorem a regałem, połyskiwała kolorowymi lampkami przepięknie ubrana, niewielka choinka. Do Sylwestra zostawała już tylko jedna doba.
U mnie wszystko dobrze! oznajmił Andrzej. Ale u mojego kolegi, Kacpra, nie najlepiej.
A co się stało temu Kacprowi? zainteresował się pan Witold. To ten, co z klatki obok?
Tak, to on kiwnął głową Andrzej.
Jemu dziś nie dali prezentu na sylwestrowym spotkaniu w przedszkolu wtrąciła się Jadwiga, ukazując się z kuchni w obłoku aromatycznego pieczonego kurczaka. Biedny chłopiec No już, ręce umyte, panowie, kolacja gotowa.
Jak to nie dali? zdziwił się Witold, wstając z kanapy. Wszystkim dali, a Kacprowi nie? Coś mi się tu nie zgadza.
No właśnie, wszyscy przyjęli prezenty, ale Kacper nic nie dostał potwierdził Andrzej, ześlizgując się z kanapy za ojcem. Pani Mikołajka i pan Mikołaj wszystkim wręczali upominki, a jemu nie. On czekał na swój prezent cały czas.
Co to za Mikołajka i Święty Mikołaj, co dziecko zignorowali? zirytował się Witold, siadając za stołem.
No oni tu raczej niewinni wzruszyła ramionami Jadwiga. Pewnie mama Kacpra nie wpłaciła na prezent albo po prostu nie miała pieniędzy, różnie bywa. Andrzej, ręce umyłeś?
Umylismy razem uspokoił ją Witold, porcjując złocistego kurczaka na talerze. No dobrze, załóżmy, zabrakło składki. Ale jak pani dyrektor przedszkola Jak wy się nazywacie, pani Anna Gajewska? Jak Anna Gajewska mogła dopuścić do takiego upokorzenia chłopca, kiedy wszyscy dostają, a on nie?
Nasza pani Anna była tego dnia Mikołajką oznajmił Andrzej. A Święty Mikołaj to nasz konserwator.
Tym bardziej! Nie mogli wysupłać jednego prezentu dla dziecka? Przecież rodzice mogli później wyrównać. Twardzi jacyś nie mógł się pogodzić Witold.
Najwyraźniej nie mogli westchnęła Jadwiga. Ja bym na ich miejscu znalazła sposób.
A sama matka Kacpra? Jak mogła dopuścić, żeby syn został bez prezentu? nie ustawał Witold. Nie rozumiem A ty, synu!
Tata spojrzał na Andrzeja, który wygłodniały wcinał kurczaka.
Podzieliłeś się swoim prezentem z Kacprem?
Syn spojrzał na mnie z wyrzutem.
No jasne Ja chciałem, i jeszcze Szymek, Zosia, Marek i inni każdy chciał dać mu coś ze swojego. Ale Kacper nie chciał nic wziąć.
Zuch, taki dumny chłopak! zdumiał się Witold. Ciekawe, czy nie zapłakał w milczeniu bez prezentu.
Nie widziałem przyznał Andrzej.
Niezły z niego chłopak! pochwalił tata. Nie zasłużył na takie traktowanie.
Szkoda Kacpra powiedziała Jadwiga współczująco. Czuł się pewnie okropnie.
Proponuję, żebyśmy przywrócili sprawiedliwość! zdecydowanie ogłosił Witold. Widać już coś wymyślił, bo policzki mu się zarumieniły, oczy błyszczały.
Jak? zapytała Jadwiga, wycierając usta serwetką. Andrzej patrzył na tatę z ciekawością.
Tak! odpowiedział tajemniczo Witold. Wiecie może, w którym mieszkaniu mieszka Kacper? Andrzej, ty wiesz?
Nie pokręcił głową chłopiec nigdy u niego nie byłem. Tylko na placu zabaw albo w przedszkolu się spotykamy.
Może uda mi się ustalić powiedziała po namyśle Jadwiga. Mam koleżankę, co wszystkich zna w naszym bloku. Zaraz zadzwonię. Ale po co?
Zadzwoń, proszę. I to od razu nalegał Witold.
No dobrze zgodziła się mama. Ale wy sprzątniecie i pozmywacie naczynia!
Mieszkają pod trzydziestką piątką, nazwisko Stefańscy oznajmiła po chwili Jadwiga. Mama ma na imię Barbara. Ojca nie ma Był, ale odszedł. A może żona go wystawiła, nie wiadomo. Zostali sami matka i syn.
Skąd tyle szczegółów? uśmiechnął się Witold.
Moja Alicja nie bez powodu ją tak nazywają zna wszystkich sąsiadów! zaśmiała się Jadwiga. A tak na poważnie, ona jest w komitecie blokowym, więc docierają do niej różne wieści.
No dobrze odpowiedział Witold. Andrzej, zjadłeś już cały prezent?
Jeszcze nie, mama mówiła, iż tyle słodkiego nie wolno.
Słusznie pochwalił tata. Masz jeszcze torbę po prezencie?
Tak, otworzyłem ostrożnie.
Dobrze, a wsypiesz resztę do innej reklamówki i oddasz mi tę, ozdobną?
Po co? zapytał Andrzej, ale posłusznie poszedł do swojego pokoju i wrócił z jaskrawym prezentowym workiem, już lżejszym. Wysypał zawartość na stół: cukierki, ciastka w kolorowych papierkach.
Jadwiga przez chwilę patrzyła na tę krzątaninę, zaraz dorzuciła też swoje słodycze i zawiązała kokardę z kolorowej wstążki na worku, który zaraz pęczniał od łakoci. Witold włożył prezent do worka.
Czyli chcecie zrobić Kacprowi prezent, tak? Kiedy? Kto go dostarczy? dopytała mama.
Najlepiej dziś! z entuzjazmem zgodził się Witold. Andrzej, co sądzisz?
Jasne, dziś! zachwycił się syn. Dam mu trochę swoich cukierków.
jeżeli nie żałujesz, to świetnie ucieszył się tata.
Idziemy razem? spytał syn, pakując części słodyczy z powrotem do torby.
Ty już dziś proponowałeś poczęstunek, ale Kacper nie chciał. Chyba jest dumny powiedział tata. Zróbmy inaczej
Po chwili zniknął w pokoju, po czym pojawił się jako Święty Mikołaj! Białe filcowe buty, czerwony płaszcz z białego futra i haftami, czapka, dostojna broda, laska w dłoni, prezentowy worek z gwiazdkami, choć póki co pusty.
Andrzej popatrzył z niedowierzaniem, aż zapytał:
Tata, to ty byłeś Mikołajem w zeszłym roku? I wcześniej też?
Tak jest uśmiechnął się witold. Przepraszam, iż dopiero teraz ci mówię. W pracy poprosili mnie kiedyś, żebym wcielił się w Mikołaja. Poszło dobrze, więc już trzy razy rozdawałem prezenty. I was, ciebie i mamę też odwiedzałem w stroju Mikołaja. Podobał ci się zeszłoroczny Mikołaj?
Bardzo! oznajmił Andrzej, przytulając się do nóg taty.
Jadwiga dorzuciła jeszcze kilka cukierków do worka, zawiązała go kokardą, Witold wsunął prezent do worka.
Możemy wybrać się do Kacpra z prezentem?
Tak! zgodnie odpowiedzieli mama i Andrzej.
Tato, a mogę iść z tobą? zawołał Andrzej.
W roli Zajączka? zaśmiał się tata.
Tak, Zajączkiem! krzyknął chłopiec i pobiegł się przebrać. Wrócił w białym kombinezonie, z uszami na głowie i pomponem przy ogonku, założonym dziś już na przedszkolny bal. Na twarzy miał kartonową maskę z wycięciami na oczy i namalowanymi wąsami.
No dobrze, idziemy, ale załóż kurtkę, chociaż jesteś zając, na dworze zima!
Ojciec i syn ruszyli do wyjścia. Jadwiga z trudem powstrzymywała śmiech, patrząc, jak obok rosłego, stukającego laską po podłodze Mikołaja idzie malutki zając w kurtce niósł wielki worek prezentowy, ciągnął go prawie po ziemi.
Po dziesięciu minutach wrócił tylko Witold, wyraźnie zakłopotany.
A gdzie Andrzej? zaniepokoiła się Jadwiga.
Spokojnie, wszystko okej, został u Kacpra, grają razem. Za pół godziny go odbiorę odpowiedział Witold, przecierając ręką spocone czoło i zdejmując brodę.
Opowiedział żonie, co się wydarzyło okazało się, iż byli już szóstymi osobami tego wieczoru, które przyniosły Kacprowi prezent! I pewnie nie ostatnimi. Przed nimi wyszła sama pani Anna Gajewska, już bez stroju Mikołajki.
Ale się tłumaczyła i przepraszała, kiedy wychodziła opowiadał Witold, rozpinając płaszcz i odkładając brodę. Wyobraź sobie, ktoś nagrał film z przedszkola i wrzucił go na nasz lokalny portal. Po kilku godzinach już kilka tysięcy wyświetleń, mnóstwo komentarzy!
Naprawdę? Muszę zobaczyć zdziwiła się Jadwiga.
Ale to nie najważniejsze dodał Witold. Okazało się, iż mama Kacpra wpłaciła na prezent, tylko z lekkim opóźnieniem
Trochę sama jest winna, ale zaczęła Jadwiga. Z drugiej strony żyje samotnie, pieniędzy czasem brakuje. Przedszkole mogło coś wymyślić.
Tak, a dyrekcja przedszkola bez sprawdzania po prostu skreśliła Kacpra z listy. Chłopak niewinny, a spotkało go przykre zawstydzenie.
Szkoda, iż nie jestem przełożoną pani Gajewskiej! westchnęła Jadwiga. Takich ludzi nie powinno się dopuszczać do pracy z dziećmi
Może kogoś to ruszy stwierdził Witold. Choć moim zdaniem ludzie pracujący z dziećmi powinni mieć więcej serca.
Zamilkł, zamyślony, pocierając brodę. Potem spojrzał na Jadwigę.
Wiesz co, zgadnij kto jeszcze zjawił się z prezentem sam tata Kacpra! Z prezentami, skruszony, przepraszał, aż się popłakał
Co ty mówisz! ucieszyła się Jadwiga.
W tym momencie zadzwonił dzwonek. Okazało się, iż wrócił Andrzej.
Dlaczego przyszedłeś sam? zdziwił się Witold. Przecież miałem po ciebie przyjść
Jestem już duży! oburzył się Andrzej. Już mi się tam nudziło.
Czemu? zapytał tata.
No bo Kacpra rodzice najpierw się kłócili, potem płakali. My z Kacprem poszliśmy do kuchni, a oni się już przytulali. Potem Kacper ich przytulał, wszyscy płakali i tulili się razem. Dziwni jacyś! choćby nie zauważyli, iż wyszedłem.
Witold z Jadwigą spojrzeli po sobie i wybuchnęli śmiechem.
No dobrze, moje skarby, chodźmy na herbatę zaprosiła Jadwiga. A potem, kto nie zaśnie, razem powitamy Nowy Rok. Oby był dla wszystkich szczęśliwy!
Oby! z zadowoleniem zgodził się Andrzej.
I dzisiaj nauczyłem się czegoś ważnego choćby mając niewiele, warto podzielić się z innymi. A dobro naprawdę wraca.









