Przeprowadzka do Twojego mieszkania — Ola ma świetne mieszkanie w samym centrum miasta. Remont pierwsza klasa, wchodzisz i żyjesz! — Mieszkanie dobre, ale dla samotnej dziewczyny — Ryszard uśmiechnął się pobłażliwie do Inny, jakby tłumaczył coś dziecku. — A my planujemy dwójkę, a najlepiej trójkę dzieci. Jedno po drugim, od razu. W centrum głośno, nie ma czym oddychać, parkingu brak. I najważniejsze — tylko dwa pokoje. A tu u was trzy pokoje i cisza, przedszkole tuż pod blokiem. — Dzielnica naprawdę super — potwierdził Sławek, wciąż nie pojmując, do czego zmierza przyszły zięć. — Dlatego się tu osiedliliśmy. — No właśnie! — Ryszard strzelił palcami. — I mówię Oldze: po co mamy się cisnąć, skoro mamy gotowe rozwiązanie? We troje z córką ten metraż to dla was za dużo. Po co wam tyle? Jednego pokoju choćby nie używacie, tylko graty tam trzymacie. A nam w sam raz. Inna próbowała upchnąć odkurzacz piorący do wąskiej szafy w przedpokoju… (ciąg dalszy na wzór oryginału, zachowując detal i dialogi oraz całą fabułę, dostosowane do realiów polskich: imiona, dzielnice, język potoczny, typowe rodzinne odniesienia, np. mieszkania z rynku PRL, niesnaski rodzinne, relacje brat–siostra, wyolbrzymione „polskie” zamiłowanie do pamiątek i gromadzenia, sentymenty do mieszkań po babci itd.) *** My przeprowadzamy się do waszego mieszkania!

newskey24.com 2 godzin temu

Przeprowadzamy się do waszego mieszkania

U Olgi jest świetne mieszkanie w centrum. Remont świeżo zrobiony, można tylko żyć i się cieszyć!
To mieszkanie dobre dla samotnej kobiety skwitował Łukasz, patrząc na Irenę jak na dziecko, któremu trzeba tłumaczyć podstawy. A my planujemy dwójkę, a najlepiej trójkę dzieci, jedno po drugim, bez przerwy.
W centrum jest głośno, czym tu oddychać, brak miejsc do parkowania. Najważniejsze są tam tylko dwa pokoje. A tu macie trzy pokoje, cisza, przedszkole pod domem.
Rzeczywiście, dzielnica świetna przyznał Sławek, wciąż nie rozumiejąc, do czego zmierza przyszły zięć. Sami tu zostaliśmy właśnie ze względu na okolicę.
No właśnie! Łukasz aż pstryknął palcami. I mówię Oldze: po co się cisnąć, skoro jest gotowe rozwiązanie?
We trójkę z córką macie nadmiar powierzchni. Po co wam tyle? Jednego pokoju choćby nie używacie, składzik tam zrobiliście. A nam byłoby w sam raz.

Irena próbowała zmieścić odkurzacz parowy do wąskiej szafy w przedpokoju.

Odkurzacz się wywijał, rurą zaczepiał o wieszaki i za nic nie chciał zmieścić się na wyznaczone mu miejsce.

Sławek, no pomóż mi tu! zawołała w stronę pokoju. Albo szafa się zmniejszyła, albo ja już nie umiem pakować rzeczy.

Sławek wychylił się z łazienki dopiero co kończył naprawiać kran.

Spokojny, trochę powolniejszy, był zupełnym przeciwieństwem żony.

Daj mi ten sprzęt, Irenko, już się tym zajmuję.

Zręcznie przełożył ciężki odkurzacz i jednym ruchem ulokował go w kącie szafy.

Irena odetchnęła i opadła ramieniem na framugę.

Powiedz mi, czemu zawsze mamy za mało miejsca? Mieszkanie przecież spore, trzy pokoje, a jak sprzątamy, to jakby trzeba było wszystko wynosić na dwór.

Bo ty masz słabość do zbierania wszystkiego uśmiechnął się Sławek. Po co nam trzy serwisy? Z jednego korzystamy, i to dwa razy w roku.

Niech stoją, to pamiątka. Dziadkowe mieszkanie przecież.

Po ślubie rodzice Sławka po ludzku podzielili spadek: jemu przypadło to przestronne trzypokojowe mieszkanie w starej kamienicy na spokojnym osiedlu, po babci, a jego siostrze Oldze dwupokojowe, ale za to w samym centrum, na złotej ulicy.

Wychodziło na to samo, i finansowo, i metrażowo. Pięć lat żyli w zgodzie, nikt nikomu nie zazdrościł.

Irena myślała, iż tak już będzie zawsze, ale

***
Skończyli sprzątać, opanowali bałagan, usiedli odpocząć. Włączyli dopiero telewizor, gdy ktoś zadzwonił do drzwi.

Sławek poszedł otworzyć.

Siostra z narzeczonym do nas przyszli powiedział do żony po spojrzeniu przez judasza.

Pierwsza wpadła do mieszkania Olga. Za nią, wolno, wszedł Łukasz.

Irena znała go raptem z dwóch spotkań: Olga poznała go pół roku temu na siłowni.

Od początku jej się nie spodobał zadufany, jakiś zarozumiały. Patrzył z góry i na nią, i na Sławka.

Cześć! Olga przytuliła brata i obcałowała Irenę. Przechodziliśmy, to wpadliśmy. Mamy wieści!

Skoro już wpadliście, to zapraszam. Wieści brzmią dobrze Sławek zaprosił ich do kuchni. Napijecie się herbaty?

Daj wodę, lepiej Łukasz przeszedł za gospodarzem. Mamy poważną rozmowę, Sławek.

Niezupełnie przechodziliśmy. Mamy sprawę. Nie fatyguj się z herbatą. Usiądź.

Irenie zrobiło się nieswojo ton Łukasza jej się nie podobał. Co to za sprawy?

No, gadaj wzruszył ramionami Sławek.

Olga zachowywała się tak, jakby jej w ogóle nie było wpatrzona w telefon, zostawiała pole narzeczonemu.

Łukasz odchrząknął.

Sprawa jest taka. Złożyliśmy z Olgą papiery. Ślub za trzy miesiące. Sam rozumiesz sprawy poważne.

Rodzina, życie wspólne, szczęście i spokój. Ustaliliśmy co do naszych warunków mieszkaniowych Przeprowadzamy się do was, a wy do nas!

Irenie aż mowę odjęło. Spojrzała na męża, potem na szwagierkę, a ta przez cały czas przeglądała media społecznościowe, jakby jej to nie dotyczyło.

Łukasz, chyba nie rozumiem Sławek zmarszczył brwi. Do czego zmierzasz?

Nic nie sugeruję proponuję rozsądne rozwiązanie. Zamieńmy się!

My przeprowadzamy się tutaj, a wy do mieszkania Olgi.

Ola się ze mną w pełni zgadza oboje uważamy, iż tak należy.

Irena znowu oniemiała.

Sprawiedliwie? powtórzyła. Łukasz, ty na poważnie? Przychodzisz do naszego domu i chcesz, żebyśmy się wyprowadzili, bo planujesz mieć dzieci?

Ale po co tak ostro, Irena? Łukasz skrzywił się z niesmakiem. Patrzę realnie. Macie jedno dziecko i, z tego co wiem, więcej nie planujecie.

Po co wam więc dodatkowe metry? To niepraktyczne. My mamy perspektywy.

O, perspektywy! Irena aż zerwała się ze stołka. Sławek, słyszysz ten absurd?

Sławek podniósł rękę, prosząc żonę o ciszę.

Łukasz, chyba zapominasz, iż to mieszkanie przydzielili mi rodzice. Tak jak Oldze jej lokum.

Pięć lat remontowaliśmy, każdą listwę sami wybieraliśmy. Nasza córka tu dorasta, ma swój pokój, swoje przyzwyczajenia, koleżanki z podwórka.

I ty chcesz, żebyśmy nagle się spakowali i wynieśli na śródmieście, bo tobie tak wygodniej?

Sławek, nie przesadzaj Łukasz rozparł się krzyżem na krześle. Jesteście rodziną. Olga to twoja krew. Nie obchodzi cię jej przyszłość?

Poza tym oferuję ci warunki równorzędne. Mieszkanie w topowej lokalizacji, cenowo choćby lepiej wychodzicie, przeliczałem to.

No to interesujące parsknął Sławek. Jeszcze się z siostrą nie ożeniłeś, a już mnie z mojego mieszkania wygryzasz!

Olga w końcu oderwała wzrok od ekranu.

No co tak się rzucacie? naburmuszyła się. Łukasz tylko chciał dobrze.

Nam naprawdę będzie ciasno w moim mieszkanku, jak dzieci się pojawią. U was korytarz taki, iż w nogę można grać.

Mama zawsze powtarzała, iż rodzina jest najważniejsza. Zapomniałeś?

Mama mówiła o wzajemnej pomocy, Olgo, nie o tym, żeby ktoś miał się z domu wynosić na czyjeś życzenie! zripostowała Irena. Rozumiesz, co twój Łukasz tu wyprawia?

A co on takiego? zamrugała Olga. Przecież ma rację. Nam bardziej potrzeba. U was i tak jeden pokój wolny.

Nie jest wolny! Irena niemal krzyczała. To mój gabinet! Tam pracuję, jeżeli już zapomniałaś!

Pracujesz, prychnął Łukasz. Co, zdjęcia do internetu wrzucasz? Ola mówiła, iż to tylko hobby. Możesz na laptopie w kuchni siedzieć, przecież nie jesteś jakąś panią na włościach.

Sławek powoli wstał.

Dość, powiedział cicho. Rozmowa zakończona. Proszę się zbierać. Oboje.

Sławek, ale dlaczego? Łukasz choćby się nie poruszył. Przyszliśmy po rodzinie, normalnie.

Po rodzinie? Sławek podszedł do stołu. Przychodzisz poprosić o moje mieszkanie, obrażasz moją żonę, decydujesz za moją córkę, gdzie będzie mieszkać?

Masz w ogóle odrobinę przyzwoitości?

Sławek, daj spokój! Irena stanęła przy mężu. Tu czysty interes. Facet choćby jej jeszcze nie poślubił, a już chce rozdzielać majątek.

Olu, wiesz w ogóle, kogo do domu ściągasz? Z ciebie pierwszą z twojego mieszkania wykurzy!

Nie mów tak o nim! Olga się też zerwała. Łukasz się o mnie troszczy! O naszą przyszłość!

A wy jesteście po prostu chciwi. Kurczowo trzymacie się swoich kątów.

Brat podobno!

Skąpiec tu to twój przyszły mąż Sławek wskazał na drzwi. Mówię jasno: do widzenia.

A o zamianie zapomnij. Jeszcze raz usłyszę podobny temat kończymy kontakt.

Łukasz podniósł się wolno, poprawiając kołnierzyk. Ani śladu zakłopotania, tylko złość.

Szkoda, Sławek. Myślałem, iż się dogadamy. Ale skoro jesteś taki uparty…

Olu, wychodzimy!

Gdy drzwi za nimi się zamknęły, Irena bezwładnie opadła na kanapę. Trzęsła się z oburzenia.

Słyszysz, co się dzieje? patrzyła na męża szeroko otwartymi oczami. Skąd taka bezczelność? Kim on w ogóle jest?

Sławek milczał. Stał przy oknie, patrząc, jak Łukasz pewnym ruchem otwiera drzwi swojego auta, wyraźnie czymś denerwując Olgę.

Wiesz, co najgorsze? odezwał się wreszcie. Olga przecież na serio uważa, iż on ma rację.

Zawsze była trochę oderwana od rzeczywistości, ale żeby aż tak?

W głowie jej namącił! Irena zerwała się na równe nogi. Musimy zadzwonić do mamy. Twoi rodzice powinni wiedzieć, co jej narzeczony kombinuje.

Zaczekaj Sławek wyciągnął telefon. Najpierw zadzwonię do siostry. Sam na sam, bez tego pawia w tle.

Wykręcił numer. Po kilku sygnałach odebrała Olga. Płakała.

Halo! rzuciła przez łzy.

Olga, słuchaj mnie uważnie głos Sławka był zimny. Jesteś z nim w samochodzie?

I co z tego?

jeżeli jest blisko, włącz głośnik. Chcę, żeby i on słyszał.

Nie, już nie, pociągnęła nosem Olga. Wysadził mnie przy klatce i odjechał. Powiedział, iż musi ochłonąć, bo moja rodzina to sami egoiści.

Sławek, czemu wy tacy jesteście? On tylko chciał, żebyśmy mieli lepiej

Ola, obudź się! Sławek niemal krzyknął w słuchawkę. O jakim lepiej mówisz? Przyszedł tu wyłudzić mieszkanie!

Rozumiesz w ogóle, iż to twoje mieszkanie, twoje dziedzictwo? A on już je dzieli.

Powiedział ci wcześniej o takiej zamianie?

Chwila ciszy w słuchawce.

Nie wyszeptała w końcu. Zapowiedział, iż ma niespodziankę dla wszystkich. Że wymyślił, co nam będzie najlepiej.

Świetna niespodzianka. Rozdysponował losy twoje i moje bez pytania.

Zastanów się, Ola, kogo chcesz poślubić. On to zwykły cwaniak.

Dziś mieszkanie, jutro stwierdzi, iż twój samochód dla niego za mały, a pojutrze powie, iż rodzice mają przepisać na niego działkę, bo powietrze tam czyste.

Nie mów tak głos Olgi płakał. On mnie kocha.

Gdyby kochał, nie prowokowałby takich awantur. Postawił nas przeciwko sobie!

Irena do tej pory nie może ochłonąć. Wiesz, iż chciał nas skłócić?

Porozmawiam z nim powiedziała niepewnie Olga.

Porozmawiaj. I dobrze się zastanów, zanim pójdziesz do urzędu.

Sławek rozłączył się i odłożył telefon na kanapę.

Co mówiła? cicho zapytała Irena.

Że nie wiedziała. Łukasz przygotował niespodziankę.

Irena westchnęła z goryczą.

Wyobrażam sobie. Przychodzi pan i władca, wszystko rozdziela. Metry w lewo, ludzi w prawo. Odrażające.

Spokojnie Sławek objął ją ramieniem. Mieszkania nie oddamy, to jasne.

Ale siostry szkoda. Ona się z nim wpakuje w kłopoty.

***
Najgorszy scenariusz się nie spełnił do ślubu nie doszło.

Łukasz rzucił Olgę tej samej nocy. Olga, zapłakana, przyjechała do brata i wyznała, co się stało.

Łukasz przyjechał, od razu zaczął się pakować. Olga roztrzęsiona, pytała, o co chodzi.

Łukasz powiedział, iż nie chce się wiązać z takimi skąpcami.

Mówił, iż takich k-r-rodzin mu nie potrzeba łkała Olga. Bo na nas nie można liczyć.

Twierdził, iż nie posiedzimy z dziećmi, gdyby chciał wyjść, ani nie damy pieniędzy, jak będzie trzeba.

Olka, nie przejmuj się! oburzyła się Irena. Taki ci niepotrzebny!

Na nim nie można polegać, on pomyśli tylko o sobie. Odpuść i zapomnij!

Olga cierpiała parę miesięcy, potem jej przeszło.

Zrozumienie przyszło z czasem. Jak mogła wcześniej nie dojrzeć fałszu w narzeczonym?

Gdyby za niego wyszła, życie by jej zmarnował. Los czuwał, widocznieWiosną Olga coraz częściej zaglądała do brata z ciastem lub nowo wypróbowaną herbatą, aż w końcu któraś z codziennych wizyt przerodziła się w spokojny, prawdziwie rodzinny obiad. Rozmawiali o wszystkim: o nowym przedszkolu dla córki Sławka, o pracy Ireny, choćby o podróżach, o których kiedyś całą czwórką marzyli.

Pewnego dnia, stojąc na balkonie z kubkiem herbaty, Olga spojrzała na powolnie zieleniący się park pod domem brata.
Wiesz, Sławek zaczęła cicho, zamyślona. Dociera do mnie, iż to mieszkanie to nie tylko metry. Tu jest dom. Wasz, a i mój czasem, jak trzeba.

Może nie na stałe, ale drzwi są otwarte, siostrzyczko uśmiechnął się Sławek.

Irena przyniosła do balkonu talerz drożdżówek.
Dom, to ludzie, nie ściany. choćby największe mieszkanie bez serca nic nie znaczy.

Olga przytuliła ją niespodziewanie.
Dzięki, iż mnie nie wykluczyliście. I iż potrafiliście mi powiedzieć nie, zamiast dać się zmanipulować.

Sławek objął kobiety ramionami.
Rodzina jest po to, żeby się wspierać. Ale nie dać sobą pomiatać. Chyba właśnie tego się nauczyliśmy.

W powietrzu unosił się zapach kwitnących bzów, a zza dziecięcego pokoju dobiegł radosny szczebiot. Czasem wystarczy zamknąć za sobą drzwi, by wreszcie otworzyć serce.

I choć w życiu nie wszystko dzieli się równo, dla nich najważniejsze było, co zostaje czyli wspólnota, której nie przelicza się na metry, a mierzy bliskością i spokojem.
Nikt już więcej nie próbował ich przeprowadzić.

Idź do oryginalnego materiału