Obietnica
Janusz prowadził spokojnie samochód przez szeroką szosę, obok niego siedział przyjaciel Tomek; wracali z delegacji do Bydgoszczy, szef wysłał ich tam na dwa dni.
Tomek, aleśmy to sprawnie załatwili, umowa podpisana na grube złotówki, szef będzie zadowolony Janusz uśmiechał się szeroko.
Pewnie, fart nam dopisał, potwierdził kolega, razem pracowali w jednym biurze.
Miło wracać do domu, gdy ktoś na ciebie czeka mówił Janusz. Moja Jagna jest w ciąży, narzeka na mdłości. Bardzo jej współczuję, ale tak bardzo pragnęliśmy dziecka, więc mówi, iż wszystko zniesie dla naszej pociechy.
Dziecko… to wielka sprawa, a nam z Bożeną jakoś nie wychodzi, nie może donosić ciąży. Teraz szykujemy się do drugiej próby in vitro, pierwsza zawiodła, dzielił się Tomek, który z Bożeną był już siedem lat po ślubie, też marzyli o dziecku… i ciągle czekali.
Janusz ożenił się późno, dopiero po trzydziestce, miał oczywiście kobiety, ale nigdy nie czuł zawrotu głowy od uczuć. Dopiero, spotkawszy Jagnę, zakochał się tak, iż świat poza nią przestał istnieć.
Gdy Janusz przedstawił Jagnę Tomkowi, a potem Tomek był świadkiem na ich ślubie, trochę mu zazdrościł. Jagna była piękna, delikatna, natychmiast rozumiał przyjaciela w taką można się zakochać od razu.
Kropelki jesiennego deszczu ślizgały się po szybie, czasem wycieraczki przemykały leniwie. Dwaj przyjaciele żartowali, śmiali się. Nagle zadzwonił telefon Janusza, odebrał.
Cześć, Jagnuś, już wracamy, będziemy za jakieś dwie godziny. Jak się czujesz? Dalej to samo? Odpoczywaj, nie podnoś nic ciężkiego, przyjadę, wszystko zrobię. Całuję, do zobaczenia, skarbie.
Tomek słuchał, wyobrażał sobie Jagnę, jak czeka na Janusza, martwi się i pomyślał:
Moja Bożena nie dzwoni. Nigdy się o mnie nie martwi. Zawsze była taka pewna mnie, uważa, iż jestem do niej przywiązany. Nic podobnego do tej miłości, co ma Janusz z Jagną, ona tylko praca, dom…
Nagle Janusz gwałtownie skręcił na nich nadjeżdżał stary żuk, zderzenie nieuniknione, ale w ostatniej chwili uderzyli w słup, od strony Janusza, wylatując z drogi. Tomek ocknął się, bolała głowa, na ręce krew. Samochód stał na kołach, drzwi przy nim były otwarte. Spojrzał na Janusza ten się nie ruszał.
Ludzie podbiegli, samochody zatrzymywały się na poboczu, Tomek powoli dochodził do siebie. Czuł ból w ręce i głowie. Leżał obok auta na mokrej trawie, czekali na karetkę. Janusza wyciągnęli z auta, ułożyli na noszach. Tomek nachylił się nad nim, a Janusz cicho wyszeptał:
Pomóż Jagnie…
Obu zabrano do szpitala. Tomek miał złamaną rękę i silne wstrząśnienie. Był przytomny, ciągle pytał personel:
Co z Januszem? Jak mój przyjaciel?
W końcu pielęgniarka powiedziała:
Janusz nie żyje…
Tomek popadł w otępienie. Na pogrzebie być nie mógł. Bożena przyjeżdżała i opowiadała, iż żona Janusza bardzo płakała, nie mogła uwierzyć, iż jest wdową, ledwo stała przy trumnie.
Po wyjściu ze szpitala Tomek z żoną Bożeną pojechali na cmentarz, długo stali przy grobie przyjaciela, w myślach obiecał:
Nie bój się, przyjacielu, twojej żony nie zostawię, pomogę jej, jak prosiłeś…
Po dwóch dniach poszedł do Jagny, zadzwonił do drzwi. Gdy go zobaczyła, rozpłakała się.
Jak mam żyć bez niego? Nie jestem w stanie się z tym pogodzić…
Jagnuś, obiecałem Januszowi, iż będę ci pomagał. Poradzimy sobie razem. Dzwoń, jak będzie trzeba, będę wpadał po zakupy…
Czas mijał. Jagna zaczęła wracać do sił, bardzo bała się, iż przez stres straci dziecko, lekarz ostrzegał. Tomek przyjeżdżał do niej dwa razy na tydzień. Przywoził zakupy, witaminy, czasem zawoził do przychodni. Jagna nie nadużywała jego pomocy, zwracała się rzadko.
Tomek, niezręcznie mi, iż tak mną się zajmujesz…
Przecież obiecałem Januszowi.
Tomek czuł wobec Jagny mieszane uczucia. To była kobieta jego snów, taka, o jakiej zawsze marzył, ale okoliczności były dla niego trudne.
Kiedy Jagna przechodziła przez złe samopoczucie, Tomek i Bożena znów mieli badania, chodzili po lekarzach, grafik, rozczarowanie… Ich bezdzietność była bolesna codzienność. Bożena nie wiedziała, iż mąż pomaga Jagnie, nie mówił jej nic. W telefonie Jagna figurowała pod nazwą Dobroczynność, bo wiedział, iż żona może sprawdzić, kto dzwoni.
Po drugiej nieudanej próbie poczęcia między nim a Bożeną pojawiło się napięcie. Bożena obwiniała Tomka, on sam już nic nie czuł.
Zauważyła, iż zachowuje się dziwnie, bywa rozkojarzony, czasem rozdrażniony, jeździ gdzieś często. Jednak nie podejrzewała go o romans w tej sferze nie ochłodzili się.
Tomek rozumiał, iż w domu źle, ale za to w pracy mu się układało. Wrócił do projektu, który zaczynał z Januszem i podpisał świetny kontrakt.
Jagna z każdym tygodniem ciąży robiła się coraz bardziej bezradna. Jej rodzice mieszkali daleko, pod Olsztynem; w Warszawie nie miała bliskich. Męczyły ją bóle głowy, puchły jej nogi. Ale nie narzekała na Tomka.
Raz, gdy przyszedł z zakupami, zastał ją na drabinie próbowała zawiesić nowe zasłony.
Umyłam okno przywitała go z uśmiechem, teraz zasłony wieszam.
Schodź natychmiast! krzyknął Tomek, patrząc na jej duży brzuch. Jak spadniesz, zaszkodzisz dziecku, tu nie ma żartów.
Pomógł jej zejść z drabiny, byli blisko siebie, Tomek poczuł, iż coś w nim drgnęło.
Dziękuję ci, Tomku powiedziała Jagna i pobiegła do łazienki, bo znów dopadły ją mdłości.
Tomek westchnął, otarł pot z głowy, pomyślał:
Widzisz to, Janusz, skąd tam jesteś? Sam prosiłeś o pomoc…
Następnego razu Jagna zagadnęła:
Janusz by mi pomógł urządzić pokój dziecięcy, potem nie będzie czasu. Byłam na spacerze, spodobała mi się taka tapeta.
Tomek nie pozwolił jej samej się męczyć, wziął się do remontu. Robili wspólnie Jagna głównie podawała narzędzia i wspierała duchowo, ale jakoś skończyli. Ale Tomek miotał się między smutną, zamkniętą żoną, której coraz więcej czasu pochłaniały myśli o bezpłodności, a Jagną, która niebawem miała rodzić.
Bożena przeczuwała, iż jeżeli chce uratować rodzinę, musi się czymś zająć rzuciła się w wir pracy, pisała artykuły do prasy. Akurat znane pismo zaproponowało jej własną rubrykę przyjęła od razu, wiedząc, iż musi się czymś zająć. Za robotę dostała niezły honorarz. Do domu przyszła szczęśliwa, z torbą smakołyków i dwiema butelkami wina.
Co to, jakieś święto? Tomek zdziwił się, wracając z pracy.
Dostałam wypłatę, trzeba świętować! Czekałam na ten kontrakt.
Na stoliku ustawiła talerze z wędlinami, chleb, a w telewizji leciał ich ulubiony film. Sączyli wino.
Wtem zadzwonił telefon Tomka. Bożena zerknęła przez ramię, przeczytała na ekranie: Dobroczynność. Tomek wyszedł do kuchni.
Co się stało? spytał cicho.
Tomek, przepraszam, ale chyba zaczynam rodzić… Już wezwałam karetkę.
Ale to za wcześnie…
Siódmy miesiąc, tak się zdarza, mówiła, cierpiąc.
Dobrze, przyjadę do szpitala.
Szybko się ubrał, żona patrzyła na niego z niepokojem.
Gdzie jedziesz?
Szef zadzwonił, chce pogadać o dobroczynności. Potem wszystko wyjaśnię, uwierz, to ważne…
Ale Bożena nie uwierzyła:
Jaka dobroczynność? Jaki szef? Plącze coś…
Tomek wypadł z klatki, wsiadł do auta, pojechał do szpitala, to kawał drogi. Jagna już tam była, czekał dwie godziny, aż pielęgniarka ogłosiła, iż urodziła syna. Tomek poczuł ulgę, wracał do domu wyczerpany, myśląc:
Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, martwiłem się…
Bożena jeszcze nie spała, przywitała go twardym spojrzeniem; widziała, iż zmęczony.
Ta twoja dobroczynność cię wykończyła rzuciła ironicznie.
Tomek padł na kanapę, nie rozbierając się.
Bożena… Jagna niedawno urodziła syna. Obiecałem Januszowi, iż jej pomogę. Jest zupełnie sama wyznał szczerze.
Wszystko jasne… powiedziała cicho. Teraz będziesz pomagał też jej dziecku? Tak?
Tak odpowiedział bez wahania.
Dobrze… A ja? Nie zamierzam tego tolerować, nie zniosę, iż poświęcasz obcemu dziecku tyle czasu, gdy my naszego mieć nie możemy i już chyba nie będziemy. Złożę papiery o rozwód, rób co chcesz. Może znajdę innego mężczyznę, może zdążę urodzić…
Tomek spojrzał na nią ze zdumieniem, zrozumiał, iż ona wciąż obwinia go za brak dziecka.
Twoja decyzja, Bożena, nie będę się tłumaczył. Muszę pomagać Jagnie.
Czas mijał. Bożena złożyła papiery, Tomek zamieszkał z Jagną, pomagał jej z małym Danielem. Po pewnym czasie pobrali się. A po dwóch latach urodziła im się córeczka.
Dziękuję, iż byliście ze mną w tym dziwnym śnie o miłości, winie i obietnicy… Szczęścia Wam życzę!






