Renia wraca z noworodkiem do nieprzygotowanego mieszkania – gdy mąż nie dotrzymał obietnicy i rodzina nie pomogła, a ona została z całym bałaganem po porodzie! Czy to jej wina, czy bliscy zawiedli?

newsempire24.com 2 godzin temu

Trzeba było wcześniej przygotować się na powitanie nowego dziecka!

Moje wyjście ze szpitala pamiętam do dziś. Staszek, mój mąż, pracował wtedy w urzędzie i po mnie przyjechał prosto z pracy. Prosiłam go, żeby załatwił sobie kilka dni wolnego albo chociaż urlop, ale naczelnik się nie zgodził. Ustaliliśmy, iż wszystko przygotuje na przyjazd dziecka, a on mnie uspokajał, iż wszystkim się zajmie. Gdybyśmy się lepiej zorganizowali, już dawno mielibyśmy wyprawkę, mieszkanie byłoby posprzątane, a rzeczy uprane. Tymczasem wspominała trzydziestoletnia Renia z żalem.

Nie dotrzymał obietnicy?

Do szpitala poszłam niemal z marszu. Po powrocie do domu z nowo narodzonym synkiem zastałam istną katastrofę. Dom był w takim nieładzie, iż wstydziłam się przed rodziną stojącą w progu. Kurz leżał grubą warstwą na półkach, aż można było po nim pisać palcem. Nie mieliśmy wózka, łóżeczka, choćby o dziecięcych ubrankach Staszek nie pomyślał. Dobrze, iż sąsiadki sprezentowały mi paczkę pieluch opowiadała dalej matka.

Sześć lat temu Renia wyszła za mąż za Staszka. Czekali długo z decyzją o dziecku, chcąc najpierw stanąć na nogi. Gdy sytuacja się ustabilizowała, Renia postanowiła zostać mamą.

Powiedziałam kierownikowi, iż spodziewam się dziecka. Zwolnił mnie niemal od razu. Nie miałam sił walczyć, uznałam, iż widocznie tak miało być. Skupiłam się na przygotowaniach do macierzyństwa: wyszywałam na dziecięcych pościelach, cieszyłam się spokojem. Pieniędzy nam nie brakowało Staszek właśnie wtedy dostał podwyżkę tłumaczyła.

Wszystko wskazywało, iż będzie dobrze. Renia spacerowała codziennie po Plantach w Krakowie, czytała poradniki dla przyszłych mam, uważnie wybierała dziecięce drobiazgi.

Ale mąż nie pozwolił mi niczego kupić przed rozwiązaniem. Powtarzał, iż to u nas przesąd. Siostra obiecała odstąpić swoje łóżeczko i komodę, choćby pieluszki i śpioszki dla nas odkładała. Tylko prosiła, żebym to wszystko wcześniej przyniosła i odświeżyła. Przygotowałam jedynie torbę do szpitala. Więcej zrobić mi nie pozwolono westchnęła Renia ze smutkiem.

Kiedy zaczęła rodzić, Staszek dopiero wtedy zorientował się, ile naprawdę potrzeba jeszcze rzeczy i ile to kosztuje. A Renia w szpitalu martwiła się, iż choćby prania przed porodem nie zdążyła wyjąć z pralki…

Znów uratowały mnie sąsiadki przyniosły paczki z ubranek i pieluch, więc miałam chociaż w co ubrać synka. Staszek jak szalony biegał po całym Krakowie, szukając wózka, wanienki, pieluch. Wszystko, co przyniósł, było albo za duże, albo brudne, albo pokryte kurzem. Musiałam to wszystko prać, czekać aż wyschnie, prasować Wtedy naprawdę miałam ochotę rzucić wszystko i wracać do mamy albo z miejsca się rozwieść wspominała z rozbawioną rezygnacją.

Przez kilka dni Renia sprzątała bez wytchnienia, piorąc i gotując pościel. Od pierwszego dnia narodzin synka minęły już dwa miesiące, a ona nie miała jeszcze odwagi zaprosić do siebie rodziny.

Bliscy stwierdzili, iż już najwyższa pora, żeby nas odwiedzić. Domagają się choćby uroczystego obiadu Tak, już widzę, jak organizuję przyjęcie przy niemowlaku! śmiała się nerwowo.

Matka Reni nie potrafiła zrozumieć, czemu córka nie cieszy się macierzyństwem. Według niej trzeba było zawczasu zadbać o porządek. W końcu dziewięć miesięcy w domu co ona, biedaczka, przez ten czas robiła? Mogła zagonić męża, żeby poprzynosił meble, a sama wszystko poukładała i umyła. I pewnie nie było trudno przekonać go do zakupu wyprawki. O wszystko i tak trzeba zadbać samemu. Kobieta, która polega wyłącznie na mężczyznach, zawsze zostanie z ręką w nocniku.

Jak myślicie, czy Renia powinna mieć żal do rodziny, czy jednak sama odpowiada za swoje niedociągnięcia? Może sama powinna była lepiej się przygotować na dziecko? Jak byście postąpili na jej miejscu?

Idź do oryginalnego materiału