Cukier do surówki? Takie rzeczy... w szkolnym podręczniku
Nie jestem dietetyczką, ale kiedy przeczytałam przepis na "witaminową surówkę" z
podręcznika szkolnego pewnego dziecka, naprawdę przecierałam oczy ze zdumienia. I nie tylko ja – internet aż zawrzał. Okazuje się, iż w XXI wieku dzieci wciąż uczone są robienia surówki… z dużą ilością cukru.
Cała sytuacja wypłynęła dzięki dr n. farm. Annie Makowskiej, znanej w sieci jako @doktorania. Na swoim profilu na Instagramie opublikowała ona zdjęcie fragmentu
książki, a w środku – przepis na sałatkę warzywną, która zawiera nie tylko tarte jabłka, marchewki i sok z cytryny, ale też solidną porcję… cukru.
"Weź dwie zgrabne marcheweczki, cukru płaskie dwie łyżeczki, dwa jabłuszka, pół cytryny oraz tarkę na jarzyny. Umyj jabłka i marchewki (z krzepą, bo to nie przelewki), potem obierz i na tarce zetrzyj, chroniąc przy tym palce. Trach! Wyciśnij sok z cytryny, robiąc przy tym kwaśne miny, i wymieszaj z cukrem ładnie, skrupulatnie i dokładnie. Teraz połącz całość szybko. I wymieszaj. I to wszystko" – brzmi przepis.
"Czy ktoś w ogóle czyta te podręczniki przed puszczaniem do druku? A może to jest jakiś fatalny żart? Czytelniczka podesłała fragment szkolnego podręcznika swojego dziecka. Jak ma być lepiej, skoro w szkole uczy się dzieciaki dodawania cukru do soku?" – napisała @doktorania.
Szczerze? Przez chwilę myślałam, iż to jakaś pomyłka, może stara książka z lat 80. Ale nie – to podręcznik, z którego dzieci uczą się dziś!
Burza w komentarzach – i słusznie
Internauci gwałtownie podzielili się na dwa obozy. Jedni bronili przepisu, twierdząc, że
"kiedyś tak się robiło", a trochę cukru nikomu nie zaszkodzi. Drudzy – w tym ja – łapali się za głowę. Bo jak mamy zmieniać nawyki żywieniowe dzieci, skoro szkoła uczy, iż do warzyw warto dodać cukier?
"Zamiast cukru powinni napisać, żeby wlać 2 łyżeczki oleju najlepiej zimnotłoczonego, żeby się witaminy rozpuściły..." – napisała jedna z osób.
"Nie wiem, czy mnie to dziwi... Na obiad w przedszkolu makaron z rozpuszczonym masłem i posypany cukrem" – dodał ktoś inny.
"Polska szkoła w pigułce. Głupot nasze dzieci uczą się każdego dnia" – pisze kolejna osoba.
"A może chodzi o rym? Bo innego powodu nie widzę" – skomentowała internautka.
Nie chodzi o demonizowanie cukru – bo wszyscy wiemy, iż czasem się pojawia w diecie. Ale o ile coś trafia do oficjalnego podręcznika, powinno uczyć dzieci zdrowych wyborów, a nie powielać przepisy sprzed dekad, kiedy o zdrowym żywieniu mówiło się mało albo wcale.
To nie pierwszy raz, kiedy mam wrażenie, iż system edukacji w Polsce zatrzymał się w czasie. Stołówki, posiłki, a teraz i podręczniki przypominają czasy, kiedy ważniejsze było to, żeby dziecko było najedzone, a nie to, co adekwatnie ma na talerzu. Tanie, tłuste, słodkie, byle dużo i na zapas. To oczywiście nie wina dzieci. One uczą się tego, co im pokażemy. A jeżeli szkoła – miejsce, które powinno kształtować nawyki na całe życie –
serwuje im "surówkę z cukrem", to naprawdę coś tu nie gra.
Mam wrażenie, iż brakuje nam jednej, podstawowej rzeczy – aktualizacji. Świat się
zmienia, wiedza się zmienia, tylko podręczniki jakby nie nadążały. A przecież nikt nie chce, żeby dzieci wychodziły ze szkoły z przekonaniem, iż zdrowa dieta to marchewka z kilkoma łyżeczkami cukru.
Ta sytuacja to nie tylko śmieszna ciekawostka z internetu. To przypomnienie, iż warto czasem zajrzeć nie tylko do talerza dziecka, ale też do jego podręcznika. Bo może się okazać, iż razem z tabliczką mnożenia dostaje przepis na coś, czego my – dorośli – wolelibyśmy mu już nie serwować...