Serce matki z kamienia! Oddała 4-letniego synka do domu dziecka, bo nie chciała go leczyć – prawdziwa historia adopcji i walki o losy małego chłopca w Polsce

newsempire24.com 9 godzin temu

Niepojęte, jak ziemia potrafi nosić takie matki! W dawnych czasach jedna z moich odległych kuzynek ze strony ojca oddała czteroletniego syna do domu dziecka, bo nie chciała się podjąć jego leczenia. Chłopiec był chory, lekarze rozkładali bezradnie ręce, a ona tłumaczyła, iż nie ma pieniędzy. Ale prawda była inna bardziej niż dziecko interesowały ją nowe podboje i zabawy.

Zawsze wracam wspomnieniami do mojej przyjaciółki, Haliny. Nasza przyjaźń trwała przeszło trzy dekady. Halina była niesamowitą kobietą miała szerokie serce, gotowa do pomocy każdemu. Niestety, z mężem, Stanisławem, nie doczekali się własnych dzieci. Pan Bóg im nie dał potomstwa, ale to ich tylko bardziej zbliżyło do siebie.

Sama zostałam matką dwóch córek, Eweliny i Zuzanny, a Halina naturalnie została ich chrzestną. Mieszkała wtedy zaledwie kilka ulic dalej, zawsze blisko. Spędzała czas z moimi dziewczynkami, kiedy tego potrzebowałam, wychodziła z nimi na plac zabaw, opowiadała bajki. I wiele razy siedziałyśmy potem razem w mojej kuchni, płacząc po cichu z żalu, iż nigdy nie kołysała własnego maleństwa.

Pamiętam jak dziś to był jesienny wieczór, kiedy zadzwoniła do mnie Halina, roztrzęsiona. Jej dalsi krewni dali jej znać o tej kuzynce, która postanowiła porzucić swojego chorego syna. Chłopiec miał poważną diagnozę, a opieka kosztowałaby niemało, dużo ponad środki zwykłej rodziny. Jednak matka bez wahania zdecydowała się oddać go do sierocińca.

Halina długo rozważała, co zrobić, ale czuła, iż powinna choć zobaczyć to dziecko. Pojechała. Gdy spojrzała mu w oczy, jak mi potem opowiadała, nie było siły, która powstrzymałaby ją przed zabraniem tego chłopca pod swój dach. Stanisław, jej mąż, bez słów podjął tę decyzję razem z nią.

Zaczęły się trudne dni. Ponad rok trwała walka o zdrowie młodego Janka codzienne terapie, wizyty u neurologów, rehabilitantów, cierpliwe uczenie podstawowych czynności. Diagnoza: autyzm. Ale Halina i Stanisław nie dali za wygraną. Miłości i pracy włożyli tyle, ile mogli i ostatecznie Janek zrobił niewiarygodne postępy.

Minęły lata. Dzisiaj młody Janek to dorosły Jan, ma 24 lata. Skończył uniwersytet w Krakowie, zdobył dyplom z wyróżnieniem, przywozi medale z zawodów sportowych. Nigdy bym nie uwierzyła, iż to ten sam zagubiony chłopczyk sprzed lat.

A wczoraj łzy same cisnęły się do oczu, bo wracałam ze ślubu Janka, patrząc, jak prowadzi swoją żonę do ołtarza. I Bogu dziękuję za Halinę, za jej serce i odwagę. Tacy ludzie przez cały czas istnieją.

Idź do oryginalnego materiału