SZCZĘŚLIWY PRZYPADEK
Wychowywałem się w niepełnej rodzinie bez ojca. Moja mama i babcia dbały o mnie najlepiej, jak potrafiły.
Brak ojca zacząłem odczuwać już w przedszkolu.
Najgorzej było w podstawówce
Zazdrościłem rówieśnikom, którzy szli dumni za rękę ze swoimi wysokimi, silnymi ojcami, bawili się razem, jeździli na rowerach albo samochodem.
Najbardziej bolało mnie, gdy któryś z ojców całował swoją córeczkę albo synka, brał na ręce, a oni śmiali się, radośnie krzycząc
Boże, patrząc na to wszystko, myślałem: Jakie to musi być szczęście
Miałem też swoje wyobrażenie ojca
Choć znałem go tylko z jednej fotografii, na której się uśmiechał tak samo pięknie, jak inni ojcowie
Tyle, iż nie do mnie
Mama mówiła, iż jest polarnikiem. Mieszka na dalekiej, surowej północy. Tak dalekiej, iż nie może przyjechać. Wyjechał, pracuje tam, ale prezenty na urodziny zawsze przychodziły na czas.
W trzeciej klasie z przykrością zrozumiałem, iż żadnego taty polarnika nie mam
I nigdy nie miałem!
Przez przypadek usłyszałem, jak mama mówiła babci, iż nie ma już siły udawać przed dzieckiem i wręczać prezenty niby od ojca, który jak przyznała tak naprawdę ją i mnie porzucił. Chociaż żyje dostatnio, nigdy nie odezwał się ani razu do syna, nie zadzwonił, nie złożył życzeń ani na urodziny, ani na Nowy Rok.
Artur tak kocha te święta! Przynajmniej w tym czasie czuje wsparcie, choćby wyimaginowanego, dalekiego, ale rodzinnego człowieka.
Wtedy przed swoimi urodzinami powiedziałem mamie i babci, żeby nie dawali mi już żadnych prezentów od ojca skoro go nie ma.
Upieczcie mi po prostu mój ulubiony tort ptasie mleczko i tylko tyle.
Żyliśmy skromnie, z dwóch niewielkich pensji mamy i babci.
Dlatego gdy zostałem studentem, dorabiałem jako pomocnik przy rozładunku towarów na dworcu oraz w sklepach.
Pewnego dnia sąsiad Sławek zaproponował mi, żebym tym razem po nim zastąpił go jako Święty Mikołaj w okresie przedświątecznym w przedszkolach i u rodzin, które zamawiały u niego wizytę.
Z przedszkoli od razu zrezygnowałem wydawało mi się zbyt trudne: całe przedstawienia, kooperacja z Śnieżynką.
Za to wizyty po domach, jako pojedynczy Mikołaj w świąteczny wieczór bardzo mi odpowiadały.
Sławek przekazał mi zeszyt ze świątecznymi wierszykami, zagadkami i adresami klientów.
Repertuar łatwy do zapamiętania nie to, co egzamin z mechaniki. Ale strach przed tym, iż się skompromituję, trochę mi przeszkadzał.
Na szczęście pierwszy raz wyszedł mi idealnie.
Gdy już odwiedziłem wszystkie dzieci, wróciłem do domu zmęczony, ale dumny, iż nie spaliłem się na scenie, przeliczyłem zarobioną gotówkę i miałem ochotę tańczyć ze szczęścia.
W pół roku dźwigania skrzyń nie wypracowałem tyle, co jedną noc jako Mikołaj.
Od tamtej pory zimą zawsze byłem świątecznym Mikołajem, a latem dorabiałem w studenckiej brygadzie budowlanej.
Póki studiowałem, życie osobiste nie układało się za bardzo nie miałem czasu. Sami rozumiecie: nauka, wymuszone przypadkowe prace.
Oczywiście, spotykałem się z dziewczynami, ale nic z tego nie wychodziło.
Skończę studia, dostanę dobrą pracę, zacznę zarabiać porządne pieniądze, urządzę sobie mieszkanie wtedy pomyślę o rodzinie, marzyłem.
Gdy skończyłem politechnikę i pracowałem już jako inżynier, choć jeszcze na początku kariery, zachciałem kupić używany samochód.
Mieliśmy już średnie warunki, ale na auto przez cały czas brakowało, a tak bardzo chciałem mieć swój środek transportu.
Wtedy ponownie zdecydowałem, iż w grudniu popracuję jako Mikołaj.
Mama zdjęła mój stary kostium z szafy, odświeżyła, przyszyła mnóstwo brokatu kostium lśnił. Biała, puszysta broda była świetna dobrze maskowała twarz.
Przyczepiłem gęste brwi, popatrzyłem w lustro i byłem zadowolony.
Mama westchnęła nagle:
Arturku, czas już myśleć o własnych dzieciach, zamiast cudze zabawiać!
Wszystko w swoim czasie, mamo! parsknąłem, całując ją w policzek. Trzymaj kciuki, jadę zarabiać.
Na tydzień przed Nowym Rokiem dałem ogłoszenie do lokalnej gazety i przyszło mi piętnaście zgłoszeń.
Obdzwoniłem sześć adresów, odhaczyłem w notesie, czytam kolejny: ul. Sadowa 6, m. 19.
Wysiadłem z tramwaju i poszedłem pod wskazany adres.
Sadowa to już peryferia tam było ciemno.
Szybko znalazłem dom numer 6. Wszedłem na drugie piętro, zadzwoniłem.
Drzwi otworzył chłopiec, góra pięć-sześć lat.
W leśnym domku u skraju polany mieszka Mikołaj zacząłem, jak zwykle od progu.
Ale chłopiec mnie wyprzedził:
My nigdy nie zamawialiśmy Mikołaja.
A ja nie czekam na zaproszenie, do grzecznych dzieci zaglądam zawsze! odpowiedziałem szybko, choć byłem lekko speszony. Mama, tata są w domu?
Nie. Mama jest u babci Tosi w klatce obok, robi zastrzyk. Zaraz wróci.
A jak się nazywasz?
Artur.
No proszę, imiennik, pomyślałem zaskoczony.
Ale nie powiedziałem mu, iż też jestem Arturem przecież jestem Mikołajem!
Artur, gdzie jest wasza choinka?
W moim pokoju.
Wziął mnie za rękę, zaprowadził do swojego pokoju cały ten mały domek urządzony był bardzo skromnie.
Na stoliku przy łóżku, zamiast choinki, w trzylitrowym słoju stała samotna gałązka sosny z maleńką girlandą i paroma zabawkami.
Obok stały dwie fotografie w tych samych ramkach mężczyzny i kobiety.
Przyjrzałem się i
Zastygłem ze zdumienia Ze zdjęcia spoglądałem na siebie!
To przecież niemożliwe!
Upewniłem się. Wszystko się zgadzało Po lewej stronie była moja studencka fotografia w kurtce.
Po prawej zdjęcie dziewczyny Elżbiety Górnej.
Poznałem ją latem na studenckiej budowie.
Jej zdjęcie było już aktualne, patrzyła z niego piękna kobieta o smutnych, dobrych oczach, bardzo podobna do tej wesołej dziewczyny, którą pamiętałem.
Kto to? zapytałem, sam nie poznając własnego głosu.
To moja mama.
Twoja?
Tak, moja.
Ma na imię Ela? wyrwało mi się.
Ojej, zgadł pan! To znaczy jest pan prawdziwym Mikołajem? Myślałem, iż nie istnieją!
A kto to tutaj? wskazałem na moje własne zdjęcie, już przeczuwając, iż Artur to mój syn.
To mój tata! Jest prawdziwym polarnikiem! Wyobraża pan sobie, pracuje na wielkiej krze! Mama mówiła, iż wyjechał dawno temu, gdy byłem malutki. Dlatego nigdy go nie widziałem i już nie pamiętam. Ale zawsze na urodziny i Nowy Rok dostaję prezenty od niego. W tym roku też znajdę rano niespodziankę pod poduszką. Mikołaj lubi chować prezent od taty właśnie tam.
Poczułem szok przypomniałem sobie swoją historię z polarą ojca.
To co, wszystkie mamy wysyłają nieczułych ojców na biegun północny?
A ja dołączyłem do tego grona.
Zrobiło mi się okropnie, jakby los ugodził mnie w samo serce.
Przypomniałem sobie mój krótki, ale burzliwy romans z Elżbietą
Rozstając się, wymieniliśmy się numerami. Po powrocie nie zadzwoniłem od razu, a kilka dni później ukradziono mi telefon.
Wspominałem ją nieraz. Ale studia, spotkania ze znajomymi wypchnęły ją z mojej codzienności, z pamięci
A ona mieszka tutaj Nie tylko nie zapomniała, ale wychowuje naszego syna i postawiła moją fotografię obok siebie.
Chciałem wyznać Arturowi, iż jestem jego ojcem, gdy nagle drzwi się otworzyły i weszła Ela:
Synku, przepraszam, iż tak długo babci Tosi musieli wezwać karetkę i zabrać ją do szpitala.
Gdy mnie zobaczyła, zawołała zaskoczona:
Ojej, my nie zamawialiśmy Mikołaja!
Łzy szczęścia same popłynęły mi z oczu. Zerwałem czapkę z głowy razem z brodą, zdjąłem śmieszne brwi
Artur?! Ela była w szoku.
Upadła na stołek w przedpokoju i rozpłakała się tak głośno, iż Arturek aż się wystraszył.
Szybko się pozbierała, widząc synka.
Powiedziałem mu, iż przyleciałem z Północy, jestem Mikołajem specjalnie, by zrobić mu i mamie niespodziankę.
Radość Artura była bezgraniczna. Śmiał się, śpiewał, recytował nam wierszyki, trzymał za ręce, jakby się bał, iż znowu zniknę na długo.
O prezencie choćby nie pamiętał. Przecież wiedział, iż Mikołaj schowa pod poduszkę coś od taty.
Artur usnął, a my z Elą rozmawialiśmy do świtu, jakby lata rozłąki nigdy nie istniały.
Rano pobiegłem jeszcze po zakupy na prezent i wtedy dopiero zauważyłem, iż pomyliłem adres wszedłem do bloku 6A, a powinienem do 6. W nocy nie zauważyłem tej literki A wszedłem nie do tego domu.
Tylko iż to był właśnie TEN dom, najważniejszy dla mnie!
Co za szczęśliwy, wyjątkowy przypadek!, myślałem z uśmiechem.
Teraz jesteśmy we trójkę! Jesteśmy bardzo szczęśliwi!
Mama i babcia nie mogą napatrzeć się na wnuka i prawnuka Artura Arturowicza!












