3 marca
Drogi pamiętniku,
Dzisiejszy dzień był wyjątkowo trudny. Po południu spotkałam się z tatą w kawiarni na Nowym Świecie. Siedzieliśmy razem przy stoliku, a tata mieszał łyżeczką swoją kawę w malutkiej, białej filiżance, która już dawno wystygła. Przede mną stał puchar z lodami prawdziwe dzieło sztuki: kolorowe kulki, przykryte listkiem mięty i wiśnią, polane czekoladą. Każda sześciolatka nie mogłaby się im oprzeć… Ale ja wiedziałam, iż muszę dzisiaj porozmawiać z tatą poważnie.
Powiedziałam mu: Tatusiu, chyba nie powinieneś już nas odwiedzać… Zawsze, gdy wychodzisz, mama zaczyna płakać. I płacze aż do rana. Zasypiam, potem się budzę, zasypiam znowu, a ona ciągle płacze. Spytałam: Mamusiu, czemu tak płaczesz? Przez tatę?. Odpowiedziała, iż nie płacze, tylko ma katar… Ale przecież wiem, iż taki katar nie daje łez w głosie.
Tata długo milczał, spoglądał na mnie, w końcu powiedział: Co mamy zrobić, córeczko? Nie spotykać się wcale? Jak ja mam tak żyć…?.
Zmarszczyłam nosek mam taki jak mama: trochę ziemniaczek, pomyślałam. Odpowiedziałam: Nie, tatuś. Ja też bez ciebie nie dam rady. Zróbmy tak zadzwoń do mamy i powiedz, iż będziesz po mnie w przedszkolu w każdy piątek. Chodźmy wtedy na spacer, do kawiarni na kawę czy lody. Będę ci opowiadać wszystko, co u nas z mamą słychać.
Przemyślałam jeszcze i dodałam: A jeżeli będziesz chciał zobaczyć mamę, będę ją co tydzień fotografować telefonem i pokazywać ci jej zdjęcia. Chcesz?.
Tata spojrzał na mnie nie patrzył długo, tylko lekko się uśmiechnął i kiwnął głową: Dobrze, tak spróbujmy, córeczko….
Ulżyło mi wtedy bardzo i sięgnęłam po swój deser. Jednak to nie był koniec rozmowy. Musiałam powiedzieć najważniejsze. Z kolorowych kulek pod nosem zrobiły mi się wąsy, oblizałam je i znów poczułam się dorosła. Niemal kobietą, która powinna dbać o swojego mężczyznę choćby jeżeli jest już trochę stary. Tata miał niedawno urodziny, ma już dwadzieścia osiem lat! Narysowałam mu z tej okazji laurkę w przedszkolu i starannie pokolorowałam wielką 28.
Spojrzałam poważnie i powiedziałam: Myślę, iż powinieneś się ożenić…. Bardzo się postarałam, żeby nie zabrzmieć okrutnie, więc dodałam: Nie jesteś przecież taki stary….
Tata roześmiał się: Powiesz jeszcze nie bardzo….
Z entuzjazmem odpowiedziałam: Nie bardzo, nie bardzo! choćby pan Staszek, który był u nas dwa razy, jest łysy tu! pokazałam sobie na czubku głowy i wygładziłam loki dłonią. Gdy tata spojrzał na mnie przenikliwie i spiął się, zrozumiałam, iż wygadałam mamową tajemnicę.
Przycisnęłam dłonie do ust i szeroko otworzyłam oczy, wystraszona.
Pan Stanisław? Ten, który tak często do nas przychodzi? To przecież maminy szef? tata niemal wykrzyczał.
Zgubiłam się trochę przez jego reakcję: Nie wiem, tatuś… Może i szef. Przynosi mi cukierki i ciasto dla wszystkich. No i… mamie kwiaty.
Tata długo patrzył na swoje splecione dłonie na stoliku. Wiedziałam, iż właśnie decyduje o czymś ważnym. Nie poganiałam go, bo wiem już, iż mężczyznom trzeba czasem pomóc podjąć dobrą decyzję. I kto jak nie kobieta, zwłaszcza ta najważniejsza w jego życiu?
W końcu szepnął: Chodźmy, Oliwko. Już późno, odprowadzę cię do domu. Muszę porozmawiać z mamą.
Nie pytałam, o czym chce rozmawiać, ale czułam, iż to ważne. Zjadłam więc gwałtownie lody, rzuciłam łyżeczkę na stół, otarłam usta, pociągnęłam nosem i patrząc tata prosto w oczy powiedziałam: Jestem gotowa. Chodźmy….
Szliśmy a raczej tatuś biegł, trzymał mnie za rękę, więc prawie leciałam za nim jak chorągiewka. Po wejściu do klatki, drzwi windy powoli się zamknęły, wiejąc w górę jakiegoś sąsiada. Tata spojrzał na mnie trochę zagubiony, więc zapytałam: No i co stoimy, na kogo czekamy? Przecież to tylko siódme piętro!.
Wziął mnie na ręce i pobiegł schodami na górę.
Mama otworzyła drzwi dopiero po długich nerwowych dzwonkach. Tata najpierw mocno powiedział: Nie możesz tak postępować! Jaki jeszcze Stanisław? Przecież cię kocham. I mamy Oliwkę…. Potem, nie wypuszczając mnie z objęć, objął też mamę a ja ich oboje za szyje i zamknęłam oczy. Dorosłych całujących się już nie wypada oglądać…
Tak to właśnie bywa w życiu mała dziewczynka potrafi pogodzić dwójkę niezdarnych dorosłych, którzy kochali ją, siebie nawzajem, choć rozdzielały ich duma i urazy…
Czy ktoś z was też tak myśli?
Jeśli tak, polubcie mój wpis.











.jpg)


