To nie twoje dziecko, czy ty naprawdę nic nie widzisz?
Poznawałam się z moim narzeczonym, Pawłem, może dziesięć miesięcy. Gdy pierwszy raz spotkałam jego mamę, panią Danutę, nie przeczuwałam, iż jej stosunek do mnie i do naszej Marysi, która przyszła na świat w warszawskim szpitalu niedługo po ślubie będzie tak ostry i nieufny. Problem w tym, iż nasza Marysia urodziła się jasnoblond, a Paweł i jego brat Michał byli typowymi brunetami o ciemnych oczach, twarzami przypominali kogoś z południa.
Jeszcze leżąc na oddziale położniczym, odebrałam telefon od Danuty. Złożyła mi gratulacje i zapowiedziała wizytę. W końcu przyszła stanęła nade mną, spojrzała na Marysię i po chwili wahania syknęła, wyraźnie podenerwowana:
I co, zamienili dziecko?
Na ten tekst wszystkie kobiety na korytarzu zamarły. Ja tylko wydukałam nieśmiało, iż niemowlę było ze mną od początku, nie było żadnej zamiany.
Już po powrocie do domu, siedząc z Pawłem przy łóżeczku, Danuta nie wytrzymała i rzuciła w stronę syna:
Spójrz dobrze, to na pewno twoja córeczka? Czy jesteś ślepy?
Paweł patrzył na nas, zbity z tropu, ale pani Danuta nie odpuszczała. W jej słowach pobrzmiewała niewypowiedziana insynuacja:
Ona do ciebie w ogóle niepodobna. Do Magdy też nie Paweł, przemyśl to sobie. Na pewno jesteś ojcem?
Zrobiło mi się okropnie przykro. Tak bardzo marzyliśmy z Pawłem o naszym dziecku, ciąża była trudna, a tu taki kubeł zimnej wody w dniu, który miał być najszczęśliwszy. Gdy zobaczyłam Marysię różową, zdartą od krzyku lekarz żartował:
Jaką ma pani przyszłą solistkę, płuca godne Opery Narodowej!
Uśmiechnęłam się przez łzy, tuliłam maleństwo do siebie, a wyobraźnia śmigała do przodu widziałam nasz wspólny dom, rodzinne święta, kolędy przy stole. Ale rzeczywistość nie miała w sobie nic z baśni.
Po powrocie do mieszkania na Mokotowie Danuta jakby oszalała z podejrzliwości. Dzwoniła codziennie do Pawła, a kiedy wpadała z wizytą zawsze rzucała uszczypliwą uwagę w moją stronę lub na temat Marysi. choćby przez chwilę nie chciała wziąć wnuczki na ręce. Zażądała testu DNA. Paweł, choć próbował ją uspokoić, rozkładał ręce.
Ja w końcu nie wytrzymałam. Weszłam do kuchni podczas jej kolejnego monologu:
Mam już tego serdecznie dosyć! To zróbmy ten test, poproszę tylko o elegancką ramkę na wynik; może być złocona, powiesimy nad łóżkiem.
Tonął w moim głosie sarkazm, którego Danuta nie mogła zignorować. Niemniej zgodziliśmy się na test. Paweł tylko się uśmiechnął. Wynik był oczywisty: Marysia to jego córka.
Danuta przeczytała papier, rzuciła karteczkę na stół, zamknęła się w sobie i rzuciła:
Pewnie ktoś znajomy załatwił taki test! Michał, twój brat, ma przecież syna, który jest do niego wykapany! To od razu widać!
Test, na który tak nalegała, nie zmienił absolutnie nic. Minęło pięć lat, a nasze relacje z Danutą były chłodne, pełne cichych wojennych podchodów. W tym czasie zaprzyjaźniłam się z Agnieszką żoną Michała, która zresztą przez całą ciążę była trzy miesiące do tyłu za mną. My, kobiety, dogadywałyśmy się świetnie, a Danuta wciąż swoje
Gdy Agnieszka urodziła córeczkę, pojechaliśmy do nich z gratulacjami. Podnoszę koc, patrzę a tam druga Marysia! Jasniutka, z oczami jak niezapominajki.
Nie mogłam się powstrzymać od żartu:
No przyznaj się, Aga, moja kochanka to twoja też?
Wszyscy się zaśmiali oprócz Danuty, która zbladła, potem pokryła się nagłym rumieńcem i zamilkła. Chyba wtedy poczuła, jak bardzo się myliła. Od tamtej chwili nastała między nami odwilż najpierw przestała rzucać podejrzenia, potem sama zaczęła przynosić Marysi upominki, wołała na nią moje słoneczko, a czasem moja jagódka.
Marysia jest dziś oczkiem w głowie babci, pupilką całej rodziny. Danuta do dziś stara się nadrobić te wszystkie lata, gdy traktowała nas jak obcych. Nie chowam już w sobie żalu chcę wierzyć, iż kiedyś ta rana zupełnie się zagoi.









