– To nie jest twoja córka, czy ty naprawdę jesteś ślepy? Po roku związku z moim przyszłym mężem nie przypuszczałam, iż jego mama będzie miała tak negatywne nastawienie do mnie i naszej córki, która urodziła się po ślubie. A wszystko przez to, iż nasza maleńka córeczka była śliczną blondynką o chabrowych oczach, podczas gdy mój mąż i jego brat mieli wyraźnie ciemniejsze rysy, trochę jak Romowie. Gdy leżałam jeszcze na oddziale położniczym, teściowa zadzwoniła, pogratulowała i chciała zobaczyć wnuczkę. Przyszła, spojrzała i ledwie powściągnęła emocje, ale w szpitalnym korytarzu spytała mnie wprost: – Co, podmienili dziecko? Wszyscy dookoła zaniemówili, a teściowa czekała na odpowiedź. Ze wstydem zapewniłam, iż nie, bo przecież byłam cały czas z dzieckiem. Ale w domu, kiedy siedzieliśmy we trójkę, padły już mocniejsze słowa: – To nie twoja córka, czy ty jesteś ślepy? Mąż w szoku, ale teściowa nie odpuszczała: – Ona nie ma nic po tobie, nie jest podobna do matki, pomyśl, kto jest ojcem? To na pewno sprawka innego faceta! Mąż stanął po mojej stronie i kazał mamie wyjść. Było mi przykro, zwłaszcza po trudnej ciąży, ale najważniejsze, iż córka była zdrowa i radosna. choćby lekarz zażartował: – Co za piosenkarka! Jakie płuca! Teściowa wszczęła wojnę – dzwoniła, sugerowała testy DNA, podczas wizyt rzucała docinki. Nie chciała choćby wziąć wnuczki na ręce, starała się rozmawiać z synem na osobności, szukając spisków. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam: – Może zamówmy ramkę na wynik DNA, powiesimy nad łóżkiem – będzie pani mogła podziwiać, iż to na pewno pan jest ojcem! Teściowa się zagotowała, ale zrobiliśmy test. Wynik oczywisty, ale wciąż nie dała za wygraną – uznała, iż mamy znajomości albo coś pokombinowaliśmy. Konflikt trwał latami. Pięć lat później zabawny zbieg okoliczności – bratowa rodzi córkę, a ta wygląda zupełnie jak nasza! Zażartowałam: – No to przyznaj się, też masz coś z moim „kochankiem”? Rodzina parsknęła śmiechem, tylko teściowa pobladła. Od tamtej pory unikała przykrych komentarzy, a kiedy zobaczyłam ją pierwszy raz bawiącą się z moją córką, poczułam, iż w końcu zostałyśmy zaakceptowane. Dziś moja córeczka to ukochana „nasza wnusia”, „jagódka”, obsypywana prezentami i czułością. Ale żal i wspomnienie tamtych wydarzeń pozostały. – To nie twoja córka, czy naprawdę jesteś ślepy?– Gorzka historia o teściowej, blond wnuczce i długiej drodze do rodzinnej zgody

newsempire24.com 10 godzin temu

To nie twoje dziecko, czy ty naprawdę nic nie widzisz?

Poznawałam się z moim narzeczonym, Pawłem, może dziesięć miesięcy. Gdy pierwszy raz spotkałam jego mamę, panią Danutę, nie przeczuwałam, iż jej stosunek do mnie i do naszej Marysi, która przyszła na świat w warszawskim szpitalu niedługo po ślubie będzie tak ostry i nieufny. Problem w tym, iż nasza Marysia urodziła się jasnoblond, a Paweł i jego brat Michał byli typowymi brunetami o ciemnych oczach, twarzami przypominali kogoś z południa.

Jeszcze leżąc na oddziale położniczym, odebrałam telefon od Danuty. Złożyła mi gratulacje i zapowiedziała wizytę. W końcu przyszła stanęła nade mną, spojrzała na Marysię i po chwili wahania syknęła, wyraźnie podenerwowana:
I co, zamienili dziecko?

Na ten tekst wszystkie kobiety na korytarzu zamarły. Ja tylko wydukałam nieśmiało, iż niemowlę było ze mną od początku, nie było żadnej zamiany.

Już po powrocie do domu, siedząc z Pawłem przy łóżeczku, Danuta nie wytrzymała i rzuciła w stronę syna:
Spójrz dobrze, to na pewno twoja córeczka? Czy jesteś ślepy?

Paweł patrzył na nas, zbity z tropu, ale pani Danuta nie odpuszczała. W jej słowach pobrzmiewała niewypowiedziana insynuacja:
Ona do ciebie w ogóle niepodobna. Do Magdy też nie Paweł, przemyśl to sobie. Na pewno jesteś ojcem?

Zrobiło mi się okropnie przykro. Tak bardzo marzyliśmy z Pawłem o naszym dziecku, ciąża była trudna, a tu taki kubeł zimnej wody w dniu, który miał być najszczęśliwszy. Gdy zobaczyłam Marysię różową, zdartą od krzyku lekarz żartował:
Jaką ma pani przyszłą solistkę, płuca godne Opery Narodowej!

Uśmiechnęłam się przez łzy, tuliłam maleństwo do siebie, a wyobraźnia śmigała do przodu widziałam nasz wspólny dom, rodzinne święta, kolędy przy stole. Ale rzeczywistość nie miała w sobie nic z baśni.

Po powrocie do mieszkania na Mokotowie Danuta jakby oszalała z podejrzliwości. Dzwoniła codziennie do Pawła, a kiedy wpadała z wizytą zawsze rzucała uszczypliwą uwagę w moją stronę lub na temat Marysi. choćby przez chwilę nie chciała wziąć wnuczki na ręce. Zażądała testu DNA. Paweł, choć próbował ją uspokoić, rozkładał ręce.

Ja w końcu nie wytrzymałam. Weszłam do kuchni podczas jej kolejnego monologu:
Mam już tego serdecznie dosyć! To zróbmy ten test, poproszę tylko o elegancką ramkę na wynik; może być złocona, powiesimy nad łóżkiem.

Tonął w moim głosie sarkazm, którego Danuta nie mogła zignorować. Niemniej zgodziliśmy się na test. Paweł tylko się uśmiechnął. Wynik był oczywisty: Marysia to jego córka.

Danuta przeczytała papier, rzuciła karteczkę na stół, zamknęła się w sobie i rzuciła:
Pewnie ktoś znajomy załatwił taki test! Michał, twój brat, ma przecież syna, który jest do niego wykapany! To od razu widać!

Test, na który tak nalegała, nie zmienił absolutnie nic. Minęło pięć lat, a nasze relacje z Danutą były chłodne, pełne cichych wojennych podchodów. W tym czasie zaprzyjaźniłam się z Agnieszką żoną Michała, która zresztą przez całą ciążę była trzy miesiące do tyłu za mną. My, kobiety, dogadywałyśmy się świetnie, a Danuta wciąż swoje

Gdy Agnieszka urodziła córeczkę, pojechaliśmy do nich z gratulacjami. Podnoszę koc, patrzę a tam druga Marysia! Jasniutka, z oczami jak niezapominajki.

Nie mogłam się powstrzymać od żartu:
No przyznaj się, Aga, moja kochanka to twoja też?

Wszyscy się zaśmiali oprócz Danuty, która zbladła, potem pokryła się nagłym rumieńcem i zamilkła. Chyba wtedy poczuła, jak bardzo się myliła. Od tamtej chwili nastała między nami odwilż najpierw przestała rzucać podejrzenia, potem sama zaczęła przynosić Marysi upominki, wołała na nią moje słoneczko, a czasem moja jagódka.

Marysia jest dziś oczkiem w głowie babci, pupilką całej rodziny. Danuta do dziś stara się nadrobić te wszystkie lata, gdy traktowała nas jak obcych. Nie chowam już w sobie żalu chcę wierzyć, iż kiedyś ta rana zupełnie się zagoi.

Idź do oryginalnego materiału