To przez ciebie! Zaciśnięte usta teściowej śledzą, jak Lena zmywa naczynia. Z sąsiedniego pokoju dob…

newskey24.com 4 godzin temu

To przez ciebie! zaciśniętymi ustami, teściowa patrzyła, jak Zosia zmywa naczynia. W sąsiednim pokoju pokasływała trzyletnia Hania.
Gdybyś bardziej pilnowała dziecka, zauważyła, iż kaszle, nie leczyła głupotami
Leczyłam tym, co przepisał pediatra próbowała się tłumaczyć Zosia.
A trzeba było od razu antybiotyk! Teraz to będziesz dawała jej zastrzyki, skoro jesteś matką kukułką. Wyrosło nam bezmyślne pokolenie! Nic nie umieją! O niczym nie myślą! choćby własne dzieci ich nie obchodzą. A ja twojego męża w dzieciństwie

Zosia zakręciła wodę i błyskawicznie wyszła z kuchni. Łzy dusiły ją w gardle. Od pięciu lat była winna wszystkiemu. Głupia, zawsze robiąca źle. Jej największym błędem było zaufanie Jarkowi i zgoda na mieszkanie u jego rodziców dopóki nie będziemy mieć swojego lokum.

Przyszłe mieszkanie było w zasadzie dziurą w ziemi, wykopaną na wynajętej działce. Budowa dalej nie ruszała. Jak tłumaczył mąż, wszystko przez nią, bo urodziła dzieci rok po roku, kompletnie bez jego aprobaty.

Każdą rozmowę Zosia próbowała uciąć:
Wynajmijmy chociaż mieszkanie?
Ja nie będę płacił obcym za powietrze rzucał Jarek.

Westchnęła, podsunęła inną propozycję:
Może kupimy mały domek za pieniądze z programu 500+ i rodzinnego?
Szkoda gadać, na co to wystarczy? Na jakąś ruderę? Lepiej dołożyć do naszej budowy. Teraz lato przyjdzie i

Lato przyszło, budowa przez cały czas stała w miejscu. Zosia nie zamierzała więcej dokładać pieniędzy. I tak trwali w tym marazmie

Jarek, posiedzisz z Hanią, jak pójdę po Franka do przedszkola? zagadnęła go, gdy wrócił z pracy. Jarek zdejmował buty z obrażoną miną:
A jak jej się nagle temperatura podniesie?
No daj spokój, tylko pół godziny.
Nie, choćby nie pytaj. A jak coś się stanie…
Jarek pozostał nieugięty. Zosia bez słowa ubrała córkę. Do przedszkola ledwo kilometr, przynajmniej Hania się przewietrzy

Mówiłem ci, żebyś dziś Franka do przedszkola nie prowadziła. Mógł zostać w domu. Tobie tylko zależy, żeby dzieci się pozbyć burknął za nią mąż.
Sama jestem sobie winna uśmiechnęła się niemrawo Zosia.

Wieczorem siedziała przy laptopie, dzieci bawiły się w pokoju obok.
Pracujesz? zajrzał przez ramię Jarek. Kolacja kiedy będzie?
Zosia zamknęła laptopa.
Znów szukałaś mieszkań? Jarek zaniepokoił się Zbudujemy się niedługo, nie trać na to czasu.
Zosia skinęła głową.
Mamo, mi wieża nie stoi! I to przez ciebie! wołała nagle Hania, zalewając się łzami.
No tak, mama taka jest, leniwa, nie pomaga ci wieży budować podłapał temat ojciec, zadowolony z żartu.
A Zosia patrzyła na nich i czuła, iż już dłużej nie wytrzyma. choćby córce przeszkadza Wszystkiemu zawsze jest winna.

Następnego ranka Franka nie zaprowadziła do przedszkola. Teściowa obserwowała, jak Zosia szykuje dzieci po śniadaniu, ale nic nie mówiła.
Jedziemy do przychodni rzuciła Zosia odruchowo, przyzwyczajona do meldowania się.
Wrócili późno, tłumacząc się wizytą u laryngologa. Dzieci śmiały się podekscytowane, szepcąc między sobą. Zosia uciszała je, prosząc o spokój.
Tato, wiesz, gdzie byliśmy? wyskoczyła nagle do ojca Hania.
Gdzie?
Nie powiem skuliła się pod spojrzeniem mamy.
Nie powie potwierdził z powagą Franek. Bo to niespodzianka na urodziny.
… A następnego dnia Zosia zniknęła razem z dziećmi.

Zauważono jej nieobecność dopiero wieczorem, kiedy Jarek wrócił do domu.
Mamo, co na kolację?
Zapytaj Zosi. Z samego rana zniknęła z dziećmi i do tej pory się nie pokazali. Zaraz jajecznicę zrobię, bo żona się tobą nie przejmuje.
Może u lekarza… powiedział zmieszany Jarek, wchodząc do pokoju. W mieszkaniu porządek, czysto Zosia dbała o dom ale coś było nie tak. Usiadł na kanapie i zrozumiał: brakowało ulubionego pluszowego kota Hani, który zawsze leżał na kanapie. Córka nigdy go nie zabierała ani nie wynosiła.

Jarek zerwał się, zajrzał do szafy i zamarł. Na pustym wieszaku wisiał samotnie zimowy płaszcz. Reszty Zosi rzeczy już nie było. Ubrania dzieci i zabawki też zniknęły.

Mamo! Mamo, Zosia odeszła! z niedowierzaniem zawołał Jarek do matki. Ta machnęła ręką, nie odrywając się od patelni:
A gdzie miała pójść, głupia.
Zabrała rzeczy, szafa pusta, dzieci nie ma!
I dzieci? Dzwoń do niej, zaraz, wystraszyła się teściowa, zapominając o jajkach. Po chwili stały obie przy pustej szafie, teściowa biadoliła nad głupotą synowej i powtarzała, iż żadna normalna kobieta nie odchodzi od takiego chłopa, więc Zosia musiała zwariować.

Jarek dzwonił, ale telefon był poza zasięgiem.
Mamo, jak nie zauważyłaś, iż wynosi rzeczy? Przecież to nie jedną torbę.
Byłam na zakupach Zosia zwariowała, trzeba odebrać jej dzieci.
A kto się nimi zajmie? Ty?
Nie, przecież jest przedszkole.
A wieczorem? W weekendy? Jak zachorują?
Nianię znajdziesz.
Przecież wiesz, ile kosztuje niania?!
To do domu dziecka. Na chwilę.
Jarek chwycił się za głowę.

Jajecznica się przypaliła. Za oknem zrobiło się ciemno. Matka z synem siedzieli w kuchni, próbując zdecydować, co dalej.

I czego jej brakowało, co? żalił się Jarek. Tak odejść, nie mówiąc słowa. Może kogoś sobie znalazła?
Kto by się na nią połasił?
Jak ona zamierza żyć? I tak nie pracuje
Mówiłam ci, trzeba było pieniądze z dzieci włożyć w budowę. A teraz przepadły razem z Zosią. Kupi sobie jakąś norę i będzie tam siedzieć.
Wróci, nie ma gdzie iść. Tydzień na suchym chlebie posiedzi, to wróci… niepewnie dodał Jarek.
I co, od razu ją przyjmiesz? Nie! Ma wiedzieć, kto tu rządzi. Jak już przypełznie każ ją przeprosić, upokorzyć się. A dzieci koniecznie odebrać. Żeby wiedziała, kim jest. Myśli, iż się będzie stawiać
Matka gadała i gadała. Jarek poszedł głodny spać. Był pewien, iż Zosia wróci w ciągu kilku dni i przeprosi za swoje zachowanie. choćby nie myślał, by jej szukać.

Ale zamiast żony przyszło awizo z poleconym listem. A w nim: Zofia Genowefa Majchrzak złożyła pozew rozwodowy z orzeczeniem winy.

Mamo, tu piszą, iż będę musiał się stawić w sądzie powiedział Jarek.
Nie idź. Bez twojej zgody i tak nie rozwiodą. A ona co sobie myśli? Szukałeś jej chociaż?
Nie.
To szukaj i proś, żeby wróciła. Sąsiedzi się dowiedzą, plotki pójdą. Mówiłam, iż wyjechali na urlop, a tu takie coś wyjdzie na jaw. Ludzie będą się śmiać.
Sami wrócą
Jarek, jak złożyła pozew, to już nie wróci. Trzeba szukać, kwiaty dać, przeprosić matka była gotowa zmienić ton.
Za co? oburzył się Jarek.
Nie wiem, dowiecie się w trakcie.

Zosia znalazła się przez przypadek. Jarek zobaczył ją, kiedy szedł do Lidla z listą od swojej mamy. Była szósta po południu, Zosia z dziećmi spacerowała przez samo centrum miasta, choćby się nie kryli.

Jarek ledwo się powstrzymał, żeby nie nawrzeszczeć. Postanowił iść za nią, nie chcąc jej spłoszyć. Zosia nie spieszyła się, dzieci beztrosko piły sok, śmiały się. Wyglądała na szczęśliwą i zadowoloną. Na głodówkę czy powrót do domu nie miała najmniejszej ochoty.
I po rozwodzie jeszcze jej alimenty będę musiał płacić na dwójkę, aż go zmroziło.

Dogonił ich pod wejściem do bloku. Musiał się pośpieszyć, żeby nie stracić ich z oczu.
Franek, Hania, jak się macie? Tęskniliście za tatą?
Dzieci natychmiast schowały się za matką. Franek cicho zapytał:
Mamo, nie wrócimy do babci?
Nie, kochanie

Nastawiłaś dzieci przeciwko mnie? zezłościł się Jarek. Uciekłaś bez słowa! Czego ci brakowało? Żyjesz jak pączek w maśle. choćby pozew złożyłaś! Kogoś sobie znalazłaś? Myślisz, iż znów się komuś na kark wciśniesz? Niewdzięczna! Ja dzieci zabiorę, wiesz o tym?!
Zosia uśmiechnęła się nagle:
Poczekaj chwilę, przyniosę ich rzeczy.
Po co?
No bo bez rzeczy zabierzesz? Hania na przykład bez kota nie zaśnie, sam wiesz.
Ty… Ty się zgrywasz! Ja ci pokażę!
Zosia cofnęła się o krok. Zaczęli się przyglądać sąsiedzi.
Chodź, gdzie mieszkasz Jarek wskazał głową wejście. Zosia pokręciła głową:
Idź, Jarek. Spotkamy się w sądzie.
I tak nic nie dostaniesz! Ani mieszkania, ani działki, a dom sam buduję za swoje! Tam nic twojego nie ma!
Zosia patrzyła na męża i nie rozumiała, jak mogła tego nie widzieć przez tyle lat. Pięć lat obok siebie Miała nadzieję na cud, wierzyła, iż się zmieni

Chce pani policję? zapytała troskliwie nowa sąsiadka Zosi, kobieta koło czterdziestki.
Na słowo policja Jarek się wycofał, mruknął:
To żyj sobie jak chcesz. Sama jesteś sobie winna!
A Zosia wybuchnęła śmiechem. Lekko. Swobodnie. Obj ęła dzieci, weszli do mieszkania. Może na razie wynajmowanego, ale pierwszy raz od pięciu lat Zosia czuła się panią domu. To ona decydowała, co dziś jedzą, kiedy wychodzą na spacer, a kiedy sprzątają. A praca? Przecież miała już swój biznes zdalny od kilku lat robiła strony internetowe na zlecenie, nocami się uczyła, gdy dzieci spały. Wiedziała, iż jej cierpliwość niedługo się skończy

Potem przyszedł rozwód. Jarek, zgodnie z radą matki, nie pojawił się na rozprawie. Terminy przesuwano, aż w końcu przyszło pismo z sądu: rozwód orzeczono bez jego obecności.

Na urodziny syna się nie pojawił, tłumacząc, iż przecież alimenty płaci.

Kilka miesięcy później Zosia kupiła dwupokojowe mieszkanie na obrzeżach miasteczka za oszczędności. Zamieszkała tam z dziećmi.

Od wspólnych znajomych słyszała, iż Jarek bardzo stara się ułożyć sobie życie, ale kobiety dziwnie gwałtownie się rozmyślają.

I tylko czasami w nocnych koszmarach Zosia słyszała jeszcze szyderczy głos byłego męża: to przez ciebie wszystkoCzasem, gdy wieczorem wyłączała komputer, słyszała gdzieś w oddali echo dawnych pretensji: to przez ciebie. Teraz potrafiła się tylko uśmiechnąć, głaszcząc dzieci śpiące obok. Byli już po swojemu szczęśliwi, bez cudzych reguł, bez cudzego nadzoru. Bywały dni ciężkie, brakowało czasem odwagi i pewności, ale wśród tych czterech ścian Zosia czuła najcenniejszą wolność wolność do bycia sobą i matką, która nie musi przepraszać za własne istnienie.

W pierwszą rocznicę wyprowadzki dzieci wręczyły jej skromny rysunek: domek i trzy uśmiechnięte postacie trzymające się za ręce. Pod spodem Franek napisał niezdarnie: Nasze miejsce na ziemi. Zosia powiesiła je w widocznym miejscu, tuż przy drzwiach, żeby każde wyjście i powrót przypominały, jak daleką drogę przeszli.

Na podwórku zakwitł bez. Zosia zerwała kilka gałązek i wstawiła do wazonu ich pierwszy wspólny bukiet w nowym domu. Pachniał jak nadzieja i jak obietnica, iż od dzisiaj wszystko będzie już tylko lepiej.

Idź do oryginalnego materiału