Wbrew woli żony przyjął w swój dom matkę, by mogła ujrzeć nowo narodzoną wnuczkę.
Moja matka jest koszmarem, jeżeli chodzi o porozumiewanie się nie zna granic i wdziera się w życie innych. Nie lubiła mojej żony nie z konkretnego powodu, a po prostu dlatego, iż poślubiłem ją i odsunąłem się od niej.
Trzy tygodnie temu żona, Basia, przyniosła na świat małą dziewczynkę, którą nazwała Zosia.
Matka upierała się, iż musi być w sali porodowej, ale Basia chciała, by jedynie ja tam był. Więc matka stała w holu szpitalu w Warszawie, krzycząc po całym piętrze, iż zasługuje na uczestnictwo w narodzinach swojej wnuczki.
Za każdym razem, gdy matka wchodziła do naszego domu, przyczepiała się do wszystkiego i oskarżała Basię o bycie kiepską gospodynią. Twierdziła też, iż Zosia wyrośnie na złą matkę.
Po tych uwagach Basia straciła panowanie nad sobą i wydała mi ultimatum: stopy mojej matki nie postawią już więcej w naszym domu. Rozumiałem ją nikt nie lubi, gdy ktoś go poniża w własnym progu.
Kiedy w końcu przywieźliśmy dziewczynkę do domu, dziadkowie chcieli ją poznać.
Basia zgodziła się, iż teściowa może przyjść, ale pod warunkiem, iż zachowa milczenie. Matka przyrzekła, iż się nie wtrąci, ale zaraz po przekroczeniu progu rozlewała komentarze niczym grad:
Tu jest brudnie, jak w podziemnym tunelu. jeżeli tak chcecie żyć, to żyjcie, ale z szacunku do mnie choćby raz posprzątajcie.
Basia wybuchła i poinformowała, iż teściowa nie ma już prawa wstępu, a Zosia może zobaczyć się z nią jedynie, gdy my pozwolimy.
Minęły prawie dwa tygodnie dziadkowie i mój ojciec mieli okazję poznać dziecko, ale matka wciąż nie przychodziła, a Basia nie chciała jej widzieć. Nie wychodziliśmy z domu, bo na dworze panował nieprzyjazny, mglisty chłód.
Przedwczoraj Basia miała wizytę u lekarza, a ja zostałem z Zosią w domu. Wykorzystałem tę chwilę, by zaprosić matkę, by zobaczyła dziecko. Przyszła i powiedziała, iż mamy tylko dwie godziny, zanim Basia wróci. Ona jednak nie chciała odejść, mimo wszelkich prób przekonania.
Basia w końcu wróciła, a w drzwiach stała matka, wtulona w Zosię jak w poduszkę z pierza. Basia popadła w kompletny załamanie nerwowe krzyknęła na mnie, na matkę, żądając, by ta opuściła dom.
W sercu powiedziałem Basi, by zamilkła i uspokoiła się, bo to mój dom i moje dziecko, a jeżeli chcę, by matka je zobaczyła, nie może mi tego zabronić, ani wyrzucić jej z progu.
Basia wyrzuciła matkę i mnie z domu. Nie chce już z nami rozmawiać. Zamieszkałem u rodziców, licząc, iż Basia niedługo uspokoi się i senny krajobraz naszego życia odzyska równowagę.








