Wczesna wiosna w polskich ogrodach

twojacena.pl 1 godzina temu

Wczesna wiosna. Czteroletnia Zosia Kowalska przygląda się nowemu sąsiadowi, który właśnie pojawił się na ich podwórku. To starszy pan, siwy i pochylony, siedzi na ławce z laską, którą trzyma niczym czarodziej z bajki.

Dziadku, czy pan jest czarodziejem? pyta Zosia.

Otrzymuje odmowę i lekko się rozczarowuje.

To po co pan laskę? kontynuuje dziewczynka.

Potrzebuję jej do chodzenia, żeby było mi łatwiej wyjaśnia pan Stanisław Nowak, podając się Zosi.

Czy pan jest więc bardzo stary? dopytuje ciekawska Zosia.

Według twoich kryteriów tak, ale według moich nie do końca. Mam złamaną nogę, trochę boli, dlatego używam laski odpowiada Stanisław, pokazując, iż nie pozostało zupełnie niezdolny do ruchu.

W tym momencie pojawia się babcia Zosi, Helena Kowalczyk, i chwyta ją za rękę, prowadząc do parku. Helena wita nowego sąsiada, a on odwzajemnia uśmiech. Jednak najwięcej więzi z szesnastolatkiem zawiązuje się z Zosią. Dziewczynka, czekając na babcię, wychodzi na podwórko nieco wcześniej i informuje starszego przyjaciela o wszystkim: o pogodzie, o tym, co babcia gotuje na obiad, i o chorobie koleżanki sprzed tygodnia.

Pan Stanisław regularnie podaje małej sąsiadce dobrą czekoladową cukierkę. Zaskakuje go, iż Zosia zawsze odgryza dokładnie połowę, a drugą starannie owijając w folię, chowa do kieszeni kurtki.

Dlaczego nie zjesz całej? Nie smakowała? pyta Stanisław.

Jest pyszna, ale muszę podzielić się z babcią odpowiada Zosia.

Sąsiad wzrusza się i następnym razem podaje dwie cukierki. Znowu dziewczynka odgryza połówkę i chowuje je.

A teraz komu oszczędzasz? dopytuje Stanisław, podziwiając oszczędność dziecka.

Teraz mogę dać je mamie i tacie. Mogą sami kupić, ale cieszy ich, gdy dostaną słodką niespodziankę wyjaśnia Zosia.

Rozumiem. Wasza rodzina musi być bardzo zgrana komentuje sąsiad. Masz szczęście, Zosiu. Masz dobre serce.

I babci też, bo bardzo kocha wszystkich zaczyna mówić Zosia, ale Helena już wychodzi z klatki i podaje rękę wnuczce.

Panie Stanisławie, dziękujemy za smakołyki, ale ani wnuczka, ani ja nie powinniśmy jeść słodyczy. Proszę wybaczyć

Co więc mam zrobić? W jakim jestem kłopocie? Co wam podać? pyta.

Mamy wszystko w domu, dziękujemy, nic nie potrzeba uśmiecha się Helena.

Nie mogę tak odpuścić. Chcę was poczęstować. Buduję dobre sąsiedzkie relacje i nie ukrywam tego odpowiada Stanisław.

Przejdźmy więc na orzechy. Będziemy je jeść tylko w domu, czystymi rękami. Dobrze? proponuje Helena, zwracając się zarówno do sąsiada, jak i wnuczki.

Zosia i Stanisław kiwają głowami, a przy następnym spotkaniu Helena znajduje w kieszeniach Zosi kilka orzechów włoskich i laskowych.

O, mój mały wiewiórze! Niosą ci orzeszki. Czy wiesz, iż to dziś drogi przywilej, a dziadkowi potrzebne są leki, bo jest nieco kulejący?

Nie jest wcale stary ani kulejący. Jego noga się leczy broni Zosia przyjaciela. Chce w zimę znów wstać na narty.

Na narty? wątpi Helena. No cóż, to świetnie.

Czy kupisz mi narty, proszę? prosi Zosia. Będziemy razem jeździć. Obiecał mnie nauczyć

Helena, spacerując w parku z wnuczką, zauważa już bezlaskowego sąsiada, który pewnie chodzi aleją.

Dziadku, idę z tobą! goni Zosię za Stanisławem, podążając energicznym krokiem.

Poczekajcie na mnie, proszę woła po nich Helena.

Trójka rusza razem, a Helena gwałtownie przyzwyczaja się do takiego tempa, a Zosia zamienia to w zabawę. Ma mnóstwo energii: biegnie, tańczy na ścieżce, wskakuje na ławkę, witając babcię i sąsiada, po czym znowu idzie obok nich, rozkazując:

Raz, dwa, trzy, cztery! Mocniej, patrz w przód!

Po spacerze babcia i sąsiad siadają na ławce, a Zosia bawi się z koleżankami, zawsze przyjmując od Stanisława kilka orzechów przed rozstaniem.

Rozpieszczacie ją mówi nieśmiało Helena. Zostawmy tę tradycję na święta, proszę.

Stanisław opowiada Helenie, iż zostawił wdowę pięć lat temu i dopiero teraz zdecydował się podzielić swoją trzypokojową kamienicę na dwie: małe mieszkanie, do którego się wprowadził, i dwupokojowe dla rodziny syna.

Lubię to. Nie jestem wielkim towarzyszem, ale przyjaciół potrzebuję, zwłaszcza przy sąsiedzkich sprawach.

Dwa dni później do drzwi Stanisława puka Zosia i Helena z talerzem ciast.

Chcemy cię poczęstować wita Helena.

Czy macie czajnik? pyta Zosia.

Oczywiście, proszę bardzo! otwiera drzwi Stanisław.

Wszyscy rozgrzewają się przy herbacie. Zosia zagląda z zainteresowaniem do biblioteczki i kolekcji obrazów sąsiada, a Helena obserwuje euforia wnuczki i cierpliwość, z jaką Stanisław tłumaczy każdą dzieło.

Moi wnukowie już dorastają, są studentami. Tęsknię dodaje Stanisław, patrząc na Helenę. A twoja babcia wciąż młoda!

Gładząc Zosię, podaje jej ołówek i kartkę.

Pracuję dopiero od dwóch lat na emeryturze, nie mam czasu w nudę zauważa Helena, spoglądając na wnuczkę. Córka już spodziewa się drugiego dziecka. Mamy szczęście, iż mieszkamy w sąsiednich blokach. Wszystko razem.

Lato mija w sąsiedzkich rozmowach, a zima przynosi spełnione obietnice: Helena kupuje Zosi narty, i trójka rozpoczyna treningi na śnieżnym stoku w parku, gdzie zawsze jest zadbana trasa.

Stanisław i Helena stają się bliskimi przyjaciółmi, chodzą tylko razem. Zosia, nie chodząc do przedszkola, spędza większość czasu u babci. Codziennie spotykają się we trójkę. Pewnego dnia Stanisław wyjeżdża do rodziny w stolicy, Warszawie.

Zosia tęskni, nieustannie pyta babcię, kiedy pan Nowak wróci.

Wyjechał na dłużej. Powiedział, iż zostanie miesiąc. Pilnujemy jego mieszkania, bo jesteśmy przyjaciółmi wyjaśnia Helena. Helena też przyzwyczaiła się do jego obecności, cieszy się z jego gościnności i zawsze pogodnego usposobienia. Stanisław pomaga, naprawiając gniazdka czy wymieniając przepaloną żarówkę w lampie.

Tydzień mija, a Helena i Zosia zaczynają odczuwać brak przyjaciela. Patrzą na pustą ławkę, gdzie zwykle czekał.

Ósmy dzień przynosi niespodziankę: Helena wychodzi z klatki, spieszy się do wnuczki, a na zwykłym miejscu siedzi już Stanisław.

Witaj, drogi sąsiedzie zdziwiona Helena. Mówiłeś, iż zostaniesz na dłużej!

Ach, hałaśliwe miasto zmęczyło mnie. Praca wszędzie, ludzie zajęci. Nie mogłem czekać sam. Tęskniłem za wami, tak jak wy stałyście się dla mnie rodziną odpowiada z uśmiechem.

Dziadku, co podarowałeś wnukom? Cukierki? pyta Zosia.

Dorośli wybuchają śmiechem.

Nie, kochana Cukierki też niezdrowe. Są już dorosłe, więc dałem im pieniądze. Niech uczą się i zdobywają doświadczenie przyznaje Stanisław.

Cieszę się, iż wróciłeś, bo serce znów w domu mówi Helena.

Zosia obejmuje sąsiada, co go wzrusza.

Mamy dziś mnóstwo naleśników z różnymi nadzieniami. Są równie pyszne co ciasta, delikatne i lekkie. Chodźcie na herbatę i opowiedzcie, co słychać w Warszawie zachęca Helena.

Co tam w stolicy? żartuje Stanisław. To piękne miasto, wszystko w porządku. Przyniosłem wam drobne upominki

Zabrał Helene rękę, a Zosię za ramię, i wrócili do domu, gdy pierwszy wiosenny deszcz rozmyślnie zaczynał padać. Odwilż jest nagła i wczesna.

Dlaczego tak dzisiaj cieplej? pyta Stanisław, patrząc na Helenę.

Bo niedługo wiosna! odpowiada dziewczynka. Już niedługo Dzień Kobiet, babcia przyrządzi obiad i zaprosi gości, w tym ciebie, dziadka.

Kocham was, drogie sąsiadki mówi Stanisław, wchodząc po schodach.

Po naleśnikach rozdają upominki: Zosi dostaje piękną, kolorową drewnianą matrioszkę, a Helenie srebrną broszkę. Trójka ponownie rusza na wydeptaną, jakby już od lat znaną, trasę w parku. Śnieg topi się, woda wsiąka w podmokłe płytki, a Zosia skacze po nich, ciesząc się ciepłym powietrzem:

Babciu, dziadku, łapcie mnie! Raz, dwa, trzy, cztery! Mocniej, patrz w przód!

Idź do oryginalnego materiału