No i wynocha, nigdy cię nie kochałem! zawołał Mikołaj, goniąc swoją młodą żonę, która wyprowadzała się z mieszkania z małym Szymonkiem w ramionach.
W końcu miałeś odwagę przyznać się do tego. Chociaż sama to świetnie rozumiem, nie musiałbyś tego mówić odparła Bogna, spoglądając na mężczyznę, który rozluźniony siedział w fotelu z pustą butelką w dłoni. W tym momencie po raz pierwszy jasno zobaczyła, co naprawdę powinna zrobić.
Wątpliwości, które niby jeszcze drżały w jej sercu, natychmiast zniknęły. Spojrzała na małego synka, uśmiechnęła się do niego i pewnym krokiem ruszyła w stronę drzwi wejściowych.
Bogna nie wiedziała jeszcze, dokąd poprowadzą ją te drzwi. Nie można stwierdzić, iż po odejściu od Mikołaja jej życie stało się bajką. Wynajmowane mieszkania, niekończące się dodatkowe prace, mały Szymonek w ramionach i nigdzie nie szukające pomocy. Matka odeszła już dawno, ojca znała jedynie z dzieciństwa i nie miała pojęcia, gdzie się znajduje. Sprzedaż mieszkania? nie chciała o tym choćby myśleć.
Gdyby naprawdę chciał, znalazłby sposób, by spotkać się z córką, a skoro nie dzwoni, to nie chciał rozmyślała na głos.
Historia nie dotyczyła Mikołaja, ale samej Bogny.
Poznali się na dyskotece. Chłopak przyciągał wzrok, był elegancko ubrany, rzucał komplementy, choć trochę zarozumiały. Bogna tego nie zauważyła, a potem żałowała. Mikołaj dorastał bez ojca, ale miał wokół siebie babcię, mamę i ciotkę wszystkie kobiety kręciły się wokół niego. Tak zawsze było: dzieciństwo, młodość, dorosłość. Gdy wziął Bognę za żonę i wprowadził ją do swojego mieszkania, nic się nie zmieniło. Wszystko dalej kręciło się wokół niego, a on się tym cieszył.
Małżeństwo rozpadło się szybko. Dlaczego? Bo Bogna nie chciała stać się kolejną nianią. Mieszkali razem rok przed narodzinami dziecka i jeszcze dwa po. W końcu nie wytrzymała, spakowała rzeczy i odeszła.
Od ostatniego spotkania minęło dwadzieścia lat. Szymonek już dorósł, studiuje, zdobywa wyższe wykształcenie. Ojciec nigdy nie próbował nawiązać kontaktu i nie interesował się losem syna, a Bogna nie nalegała. Samodzielnie wychowała chłopca.
Pewnego poranka Bogna, jak zwykle, szła do pracy w nie najlepszym nastroju. Lato już przeminęło, a pierwsze płatki śniegu zasypały miasto, chrupiąc pod jej butami. Szła powoli, nie spiesząc się kiedyś biegła z jednego zakładu do drugiego, a teraz jej życie zaczęło nabierać porządku.
Szymon nie tylko uczęszczał na studia, ale i dorabiał. Bogna od lat była kierowniczką działu i zarabiała przyzwoite pieniądze kilkaset złotych miesięcznie.
Aniu, po co tak się spieszysz? Jeszcze wcześnie zawołała Bogna, dostrzegając młodą pracownicę.
Cześć, Pani Bogno! odpowiedziała Ania, próbując ukryć łzy pod makijażem.
Aniu, co znowu? Dlaczego tak nie lubisz siebie i wciąż trwasz w tym związku? spytała Bogna.
Nie wiem szlochnęła dziewczyna, a Bogna zobaczyła pod okiem czerwoną plamę, starannie zamaskowaną kremem.
Bogna spojrzała w Anię i przypomniała sobie własne początki.
Aniu, spójrz na ławkę wskazała w stronę pokrytej śniegiem ławeczki.
Gdzie? zapytała, cofała wzrok od łez.
Widzisz te wróbelki? Siedzą przytłumione, zimno im. Lato im daje ciepło i jedzenie, ale teraz to nie ich pora. Trzycztery miesiące miną i wiosna wróci, a one znów będą skakać i śpiewać wyjaśniła Bogna.
Rozumiem skinęła głową Ania.
Tak samo będzie z Tobą. Musisz przetrwać trudny okres, nie możesz stać w miejscu. Musisz wziąć się w garść, naprawdę chcieć zmiany i znaleźć w sobie siłę, rozumiesz?
Ania spojrzała na przełożoną i przyznała:
Pani wydaje się taka silna, zadbana i piękna. A ja
Nie mów tak! Jesteś piękna i mądra, to widać. Zdołasz zacząć nowe życie, jeżeli tylko zechcesz i nie będziesz się bać dodała Bogna.
Zróbmy tak: najpierw wracamy do pracy, a wieczorem pomyślimy, co zrobić w Twojej sytuacji. zasugerowała Ania.
Chodźmy odpowiedziała Bogna.
Dzień minął szybko. Wieczorem Bogna podeszła do Anii.
No i jak?
Szczerze mówiąc, nie mam ochoty iść do domu.
Nie chodź więc. Zabierz córkę z przedszkola i przyjdź do mnie. Przez noc zostaniecie u mnie, a rano zobaczymy, co dalej. Poranek jest mądrzejszy niż wieczór.
To niewygodne
Nie gadaj! Bierzemy Katerię z przedszkola, potem przyjeżdżamy do mnie. Upiekłam wczoraj ciasto ze śmietanką, napijemy się herbaty.
Postawię rozkładaną sofę w jego pokoju, a wy spędzicie noc w jego pokoju zgodziła Ania.
Tak powstał pierwszy od lat spokojny wieczór. Bogna poczuła, iż Ania nie jest już tak nieporadna. Następnego ranka pomogła jej wynająć nowe mieszkanie i wprowadzić się. W Kateryny życiu także zaiskrzyło nowe światło.
Po trzech miesiącach Ania poprosiła Bognę, by opiekła się jej córką, bo miała spotkanie sądowe w sprawie rozwodu. Rozwód był już finalny, a mąż zobowiązany do alimentów. Ania wreszcie poczuła ulgę po latach ciężkości.
W piątek w pracy Ania podeszła do Bogny:
Pani Bogno, przyjdź w sobotę na herbatę, już ubierzemy choinkę.
Chętnie przyjdę.
Następnego dnia Bogna, tak jak obiecała, wyruszyła w gościnę. Po drodze wpadła do sklepu po paczkę herbatników i czekoladkę dla małej Kasi.
Pani Bogno, jestem taka wdzięczna, dosłownie uratowała mi życie podziękowała Ania.
To nie ja cię uratowałam, to ty sama chciałaś zmienić się, a zmiana już nastąpiła. Byłam kiedyś taka jak ty.
Bogna opowiedziała Ani swoją historię. Ania słuchała uważnie, podziwiając niesamowitą siłę swojej szefowej. Wszyscy w biurze patrzyli na Bognę jako na przykładową, szczęśliwą kobietę, nie wiedząc, iż pod jej uśmiechem kryje się głęboki ból.
Bogna pokazała Ani album ze zdjęciami. Mała Kasia, na chwilę odłożyła lalki i przyjrzała się fotografiom z wakacji, które rodzice spędzili z Szymonkiem. Rozmowy o podróżach, o ciekawych przygodach, wciągnęły Anię i jej córkę.
A czy wyszłaś kiedyś ponownie za mąż? zapytała Ania, nieco nieśmiało.
Nie, nie układam się z mężczyznami. Ale jestem pewna, iż kiedyś spotkasz swoje prawdziwe szczęście odpowiedziała Bogna.
Dziękuję bardzo. Życzę pani, aby i pani znalazła prawdziwe szczęście przytuliła się do szefowej.
Pożegnali się serdecznie. Mała Kasia wybiegała do przedpokoju.
Ciociu Bogno, przyjdziesz jeszcze?
Oczywiście, przyjdę, jak tylko zaprosisz objęła dziewczynkę.
Do widzenia.
Do widzenia, do poniedziałku odrzekła Bogna i wyszła na klatkę.
Na zewnątrz rozpoczęła się prawdziwa przednoworoczna burza. Bogna szła po zaśnieżonym chodniku, mijając pięknie przystrojone witryny.
Proszę, poczekaj! zza rogu rozległ się nieznany głos.
Bogna nie odwróciła się od razu, myśląc, iż to nie dla niej.
Proszę, poczekaj! krzyczał ten sam mężczyzna.
Zatrzymała się, odwróciła. Ku niej podbiegł mężczyzna w średnim wieku.
Po co tak uciekasz? zapytał, odwracając się.
Czego ode mnie chcesz? zapytała Bogna.
Zgubiłaś rękawiczki, zauważyłem to, gdy wychodziłaś ze sklepu podał jej rękawiczki.
Och, naprawdę, dziękuję!
Nazywam się Edward! wykrzyknął.
A ja Bogna! odpowiedziała z uśmiechem.
Co za interesujące imię! Może podwiozę cię?
Nie, nie jest mi daleko.
Nie odmawiaj, w tej burzy
Dobrze, jedźmy.
Edward okazał się sympatyczny. Rozmawiali przyjemnie, a samochód zatrzymał się przed przejściem, aby przepuścić pijącego przechodnia. Wysoki, szczupły mężczyzna, wyraźnie pod wpływem alkoholu, spojrzał na auto, a reflektor oświetlił jego twarz. Bogna, zaskoczona, ledwie rozpoznała w nim swojego byłego męża. Przeszło mu wzrokiem i odszedł dalej. Auto ruszyło.
Bogno, gdzie spędzisz Sylwestra? zapytał Edward.
Jeszcze nie wiem odparła.
Może przyjdziesz ze mną do restauracji? Obiecuję, iż będzie wesoło.
Bogna uśmiechnęła się.
Umowa stoi. Nie zawiodę.
Zgoda, czemu nie? odpowiedział z uśmiechem.
Dlaczego miałaby odmówić? Zasłużyła na szczęście. Kto wie, może w noc sylwestrową spotka prawdziwą miłość, a przypadkowe spotkanie odmieni jej los. Kto wie











