Ta historia wydarzyła się wiele lat temu i do dziś wspominam ją z pewnym zamyśleniem. Był to chłodny wieczór gdzieś pod Warszawą. Władysław wracał właśnie z lotniska Chopina, gdzie odebrał swoją mamę. Na drodze, niedaleko Pruszkowa, dostrzegł młodą dziewczynę stojącą samotnie przy szosie. Postanowił się zatrzymać i zagadnąć, czy potrzebuje pomocy. Gdy wsiedli do samochodu, oddał jej swój płaszcz, bo była przemoczona aż do suchej nitki.
Okazało się, iż jej ojciec podniósł na nią rękę i wyrzucił ją z domu. Dziewczyna miała na imię Jagoda poprosiła, by zawiózł ją na dworzec, żeby mogła przenocować i zastanowić się, co dalej. Jednak Władysław nie miał serca zostawić jej w takiej biedzie, więc zaproponował, by przez jakiś czas zamieszkała u niego. I tak Jagoda została pod jego dachem.
Minęły trzy miesiące. Pewnego dnia Jagoda źle się poczuła. niedługo wyszło na jaw, iż spodziewa się dziecka. Władysław początkowo nie wiedział, jak się zachować, ale później postanowił, iż nie dopuści do żadnej aborcji. Oświadczył się Jagodzie i postanowili zostać rodziną.
Najdziwniejsze było jednak to, iż Władysław zaczął wszystkich przekonywać, jak wspaniale gotuje jego żona i jaką jest zaradną gospodynią. Skrywał jednak pewien sekret nigdy tak naprawdę nie potrafił pokochać kobiety, a został z Jagodą z litości i współczucia. Nie wiedział, jak długo potrwa ich małżeństwo, ale był szczęśliwy, widząc, jak często uśmiech pojawia się na jej twarzy.











