Wiesz co, muszę Ci coś opowiedzieć To taka historia, która trochę mnie przewróciła na lewą stronę. Pamiętasz tę naszą sąsiadkę, Milenę? Taką zawsze zadbaną, elegancką, z trzema pieskami? No właśnie, ta Milena, którą pół osiedla obgaduje od lat. Ja sama nigdy z nią nie gadałam dłużej niż dzień dobry, ale przecież znam ją z codziennych spacerów. Ona ze swoimi czworonogami, ja z moją zgrają dzieciaków na placu zabaw. W sumie żyjemy trochę obok siebie i trochę na bakier.
Wiesz, jak to u nas jest na ławkach pod blokiem wiecznie urzędują Grażyna i Jadwiga, taka starsza ekipa komentująca co, kto, z kim i za ile. Siedzą, obserwują, chichoczą i puszczają jęzor. No i my matki, które wiecznie zapyziałe biegamy za dzieciakami, próbując je odłowić z piaskownicy, zjeżdżalni albo wyciągnąć z krzaków. Milena zaś prze parkiem z podniesioną głową, trzy rasowe pieski, ciuchy z najnowszej kolekcji, a z boku nowy facet co kilka miesięcy. I jeszcze tą swoją super furą no cudo, a nie samochód! Jadwiga aż kipi z zazdrości, bo jej synowi jeszcze na starego poloneza nie starczyło.
Ta, lepiej by dziecko sobie zrobiła zamiast wystawiać te psiaki rzuciła ostatnio jakaś babcia z wnuczkiem, podnosząc głos, żeby wszyscy słyszeli.
Znowu facet inny, modnisia jedna Grażyna dodała podejrzliwie, patrząc, jak Milena odjeżdża.
Po co jej dzieci, ona do podróży, do zagranicy się nadaje, nie do pieluch! żachnęła się czasem Ewa, mama dwóch urwisów, która ostatnie wakacje spędziła, marząc tylko o Bałtyku, ale i to pozostało w sferze marzeń. A ja, no też zdarzało mi się te ploty powtarzać. I wstyd przyznać.
My, mamuśki z osiedla, czułyśmy jakąś dziwną niechęć do Mileny. Może z zazdrości? Dzieciaki krzyczą, rozrabiają, pieniądze na kurtkę ledwo się składa, a ona idzie na luzie, wiecznie zadowolona. Czasem łapałam jej spojrzenie i byłam przekonana, iż się z nas wyśmiewa. O, my wyciągamy resztki na tramwaj, a ona sobie żyje.
I wtedy stało się coś, co wywróciło moje myślenie. Poszłam kiedyś z rana do kościoła świeczkę zapalić, pomodlić się w swojej sprawie, i patrzę: Milena stoi z boku, łzy jej się leją ciurkiem. Stała tak już od dobrego kwadransa. I pierwsza myśl a ta to czego tu?, serio. Takich tu się nie spodziewałam. Co, facet ją rzucił i przyszła po ratunek?
Wyszłam przed kościół, bo już mi głupio było, i nagle patrzę ktoś woła:
Zaczekaj chwilkę, proszę!
Odwracam się, a za mną biegnie właśnie Milena.
To pani z tymi czterema córeczkami z parku?
Ja tak A pani trzy psy zawsze?
Tak. Mogę pogadać z panią chwilę? powychodziło jej tak nieporadnie, aż się zapłoniła. Wie pani, ja często podziwiam, jak pani z dziewczynkami się bawi. Tak was obserwuję i nie mogę się napatrzeć
No i siedzimy potem na ławce. Milena zaczęła opowiadać. Otworzyła się jakby pierwszy raz. I płakała Po prostu musiała zrzucić ten ciężar. I tu wyszło jak wygląda jej życie poza pozorami. Sama zawsze marzyła o wielkiej, kochającej rodzinie. Miała wspaniałych rodziców, chciała mieć gromadkę dzieci, ale jej się nie udało. Już dwa razy poroniła, a lekarze powiedzieli, iż jest bezpłodna. Pierwszy mąż nie wytrzymał. Drugi też się zmył, bo już od chorowania miała dosyć i ona, i on. Potem była jeszcze jedna szansa tylko, iż i ta była dramatem. Ektopowa ciąża, ledwo ją odratowali. Ten ostatni facet odszedł na wieść o potencjalnym dziecku. On wolał samochód Mileny i wyjazdy za granicę niż rodzinę.
Ja bym wszystko oddała, żeby mieć choć jedno dziecko! wykrztusiła przez łzy.
Zapytałam tak głupio:
A nie kocha pani tak bardzo piesków?
Oczywiście, kocham psiaki. Ale to nie znaczy, iż nie kocham dzieci odpowiedziała.
Najpierw miała Tesię, potem ktoś poprosił, żeby przygarnęła Majkę na czas remontu została na stałe. Trzecią, Fenię, Milena przygarnęła z ulicy w środku zimy. Po prostu nie mogła inaczej.
Tyle psów, a dziecka nie ma wróciły mi w trakcie tej rozmowy słowa z naszej ławki pod blokiem. Ta wieczna pogarda Godzina tyka, dzieci czas rodzić. Milena miała już 41 lat, choć wyglądała na trzydzieści. Przyszła do ośrodka chciała adoptować dziecko. Dla niej nie miało znaczenia czy małe, czy większe.
Zakochała się w sześcioletnim Kolku. To on podszedł pierwszy i zapytał: Zostaniesz moją mamą?. Zostanę! przytuliła go wtedy, ale nie pozwolili jej go zabrać, bo matka biologiczna była chora, ale nie pozbawiona praw rodzicielskich. Dla Mileny to był cios. Chłopiec cierpiał i nie można było nic zrobić.
Wtedy pojawiła się czteroletnia Lenka. Dziewczynkę dwa razy już oddano z powrotem do domu dziecka, bo była za żywa. Podobno jak ostatnia mama ją odwoziła, Lena klękała i błagała: Mamusiu, nie oddawaj mnie, ja będę już grzeczna!.
Gdy Milena się z nią poznała, Lena od razu zapytała: A ty mnie nie oddasz?. Milena przez łzy przysięgła: NIGDY.
Sprawa z adopcją potem utknęła, nie chciała wchodzić w szczegóły. Ale mówiła: Ona już jest moją córką, nie odpuszczę.
Milena pierwszy raz w życiu przyszła wtedy do kościoła na mszę. Powiedziała: Już nie mam siły, nie mam gdzie iść, tylko tu zostało się pomodlić. Kapłan wyszedł do niej, sporo rozmawiali, choćby coś sobie notowała. Wszystko będzie dobrze. Z Bogiem! usłyszała na koniec i pierwszy raz od miesięcy się uśmiechnęła.
Wróciłyśmy razem do domu. Milena powiedziała wtedy:
Pani pewnie myśli, iż jestem zarozumiała. Ale ja po prostu nie mam już siły się tłumaczyć, wyjaśniać. Czasem człowiek już nie może słuchać tych docinków
Nie odpowiedziałam, bo aż mi się głupio zrobiło, ile jadu sama w życiu powtórzyłam.
Zaprosiła mnie kiedyś z dziewczynkami do siebie, żebyśmy pobawiły się z jej psiakami. Przytuliła się do swoich piesków. Obiecałam, iż przyjdziemy. I pójdziemy. Ale chyba najpierw muszę sobie to moje własne sumienie przegryźć.
Ciężko mi od wtedy przestać myśleć: Czemu my tacy jesteśmy? Skąd w nas tyle podłości? Dlaczego tak łatwo nam przychodzi oceniać innych po pozorach?. Tak bardzo bym chciała, żeby Milenie się udało. Żeby w końcu Lena wybiegła do niej, przytuliła się i powiedziała: Mamo! I żeby od tamtej pory już nikt jej nie oddał. Żeby wokół biegały ich szczęśliwe psiaki Tesia, Majka i Fenia.
Może choćby los się odwróci i Milena spotka mężczyznę, który ją pokocha naprawdę. A dla Lenki znajdzie się brat lub siostra? Cuda przecież się zdarzają! Tak sobie myślę i sama dla siebie marzę, żeby już nikt nigdy nie wypowiedział do nich ani jednego złego słowa.





