Wyszli ze szpitala tylko we dwójkę. Nikt na nich nie czekał z balonami, nikt nie kręcił filmu, kwiatów też nikt nie przyniósł. Zresztą wręczać kwiaty facetowi? No, trochę by to dziwnie wyglądało
Nie, mama była cała i zdrowa. Po prostu dziecko nie było jej do szczęścia potrzebne. Zupełnie. Powiedziała o tym Staszkowi od razu, bez owijania w bawełnę. On próbował jej nie przekonać, błagał, choćby trochę groził pod nosem.
Bo Staszek już pod czterdziestkę, a dzieci jak nie było, tak nie ma. A nuż to jego jedyna szansa? Dogadali się więc żona urodziła, rozwód załatwiony błyskawicznie, alimenty ochoczo zadeklarowała płacić.
Z początku Staszek miał ochotę się obrazić i machnąć ręką co on, biedak, jakieś ochłapy? Ale była żona powiedziała:
Życie się potrafi człowiekowi poplątać. Jesteś już dorosły chłop, ja dużo młodsza, to różnie się może w życiu ułożyć. Dziecka nie chcę, ale to jednak moje dziecko. Niech wam chociaż jakaś poduszka finansowa zostanie. Na wszelki wypadek.
I zaczęły się przygody. Ale Staszek głowy nie zwieszał. Ile samotnych matek biega wokół! Czy on, Polak z krwi i kości, gorszy? I takich dzieciaków jak jego Małgosia (nie żadne tam egzotyczne imię, tylko klasyczne, polskie!) cała masa. Co niby, w męskich rękach dziecko marnieje? A gdzie tam. Małgosia rosła, przybierała na wadze, wesoła była jak skowronek.
Jak podrosła, zaczęły się trudne pytania o mamę. A jak wytłumaczyć pięciolatce, iż mama nie chciała jej znać? Staszek wymyślił na poczekaniu:
Znalazłem cię w piwnicy.
W jakiej?
No, tej w sąsiednim bloku.
I od tej pory piwnica niczym magnes małą Małgosię przyciągała. Na spacerach, kiedy tylko ojciec nie patrzył, zaglądała w okienka piwniczne, szeptała mamooo!. Ale jedyne, co odpowiadało, to cisza.
Aż pewnego dnia no właśnie! Coś usłyszała! Serducho w niej na moment stanęło, zaraz zaczęło walić jak oszalałe, aż przestała słyszeć cokolwiek poza dudnieniem w piersi.
Drzwi do klatki miały szparę Małgosia wślizgnęła się bezszelestnie do piwnicy. Ciemność totalna, ale oczy gwałtownie przywykły. Przedzierała się coraz dalej, wołała mamę, ale gardło ściskała jej gula i wydobywały się tylko pochlipujące szepty:
Mamo, mamusiu, jesteś tu? To ja, Małgosia Przyszłam po ciebie!
Niestety, mama nie odpowiadała. Dziewczynka postała, popłakała, aż w końcu uchwyciła szmer. Ot, w kącie coś przesuwało się po szmacisku. Otarła łzy brudną piąstką i poszła za dźwiękiem.
Pewnie mama chora, nie może wyjść. Ale nic, zaraz ją znajdzie, przytuli, wszystko będzie dobrze!
Idąc, Małgosia płakała, ale już z uśmiechem. W końcu wszyscy wokół mają mamę, to czemu nie ona? Ale cóż, w kącie zamiast mamy kotka. Siedziała spięta, spode mną chowała maleńkiego kociaka.
Mamusiu?
Rozczarowanie rozrywało jej serduszko na pół, aż nogi jej się ugięły i opadła na podłogę. Ale potem podniosła głowę i przebiegła wzrokiem po kotce
Pięciolatka myśli zupełnie inaczej niż dorośli. Logika? Bardzo swoista. Nieraz uczciwsza i prostsza, niż u dorosłych. Przypomniała sobie Baśkę z zerówki ta twierdzi, iż jej tata to smok wawelski! A Paweł przekonywał wszystkich, iż jego ojciec to astronauta z Marsa. To czemu jej mama nie może być kotką?
Kotka jakoś wyczuła, iż ta dziewczynka jest nieszkodliwa nie zrobi krzywdy ani jej, ani kociakowi. Zbliżyła się ostrożnie, otarła łepkiem o dziecięcą dłoń.
To jednak ty jesteś moją mamą?
Małgosia pytała z takim przejęciem, iż aż sama zaczęła w to wierzyć. Każdego, kto by się jej sprzeciwił, potrafiłaby teraz kopnąć w łydkę. Uściskała kotkę, a kotka jeszcze mocniej ją objęła ogonem.
Staszek najpierw nie zauważył nieobecności córki. Kiedy odkrył, zaczął wołać, łazić po placu zabaw jak opętany.
Małgośka! Malgosiu, gdzie jesteś? Małgosiu, wyłaź natychmiast!
Minuty mijały, siwych włosów przybywało, aż nagle z piwnicy wychodzi Małgosia.
Idzie powoli, przytula kota i kociaka, a do zdyszanego taty mówi:
Znalazłam mamę. I to chyba moja siostrzyczka Były w tej piwnicy, gdzie ty mnie znalazłeś.
Staszek zbaraniał, aż nie wiedział, co powiedzieć. Walić jej całą prawdę na głowę? Jak? Więc przytaknął z rozbrajającą miną.
A skąd wiesz, iż to mama?
Małgosia wzruszyła ramionami.
Wiem i już. Popatrzyła na mnie tak po mamowemu! Tato, chodźmy. Mama chyba zmęczona.
Małgosia była przeszczęśliwa. Mama się znalazła! I to nic, iż siostra okazała się bratem tym lepiej, można grać w męskie gry, a na noc mama nam zamruczy bajeczkę pod kocem.
W przedszkolu wszyscy się zgodzili co z tego, iż mama kotka? Przecież Kacpra ojciec to autobus choćby zdjęcie pokazywał.
Staszek jeszcze się trochę gryzł, kombinował, czy i jak rozmowę zacząć. Ale jak popatrzył na rozpromienione dziecko, machnął ręką. Samo się ułoży.
Od tej pory w domu zaczęło się istne pandemonium. Małgosia z kotką i kociakiem fikała, przewracali w trójkę całą chałupę do góry nogami. Kotka była jeszcze młoda, sama chętnie rozrabiała.
Kiedy wy się wreszcie uspokoicie! klął Staszek, odkładając kolejne rzeczy na miejsce.
Ale Małgosia, ciągnąc za sobą sznureczek, kociak i kotka spojrzeli na siebie, wzruszyli ramionami i pobiegli dalej rozrabiać. Bo mama pozwoliła!











