Życie z ciężarem tych myśli staje się nie do zniesienia. Brakuje mi sił, nie wiem już, jak dalej funkcjonować. Mam poczucie, iż znalazłam się w całkowitym impasie. Rozumiem, iż przeszłości nie da się cofnąć ani naprawić, ale nie potrafię odnaleźć odpowiedzi na pytanie, jak żyć dalej.
Prawda jest taka, iż wyszłam za mąż bez miłości. Postąpiłam nierozsądnie, wierząc w powiedzenie, iż „z czasem uczucie przyjdzie samo”. Stało się jednak zupełnie inaczej. Byłam wtedy młoda i niedojrzała emocjonalnie. Mój mąż był wspaniałym człowiekiem: dobrym, czułym i troskliwym. Istniał jednak jeden zasadniczy problem — nie potrafiłam go pokochać. Nie był mężczyzną, o jakim marzyłam.
Mimo to jakoś przeżyliśmy razem sześć lat, wychowując dwoje dzieci i ucząc się codziennego współistnienia. Wszystko zmieniło się gwałtownie po moim powrocie do pracy. Nie obarczam nikogo winą — odpowiedzialność spoczywa wyłącznie na mnie.
Praca stała się dla mnie odskocznią od życia rodzinnego. Dziś wstyd mi się do tego przyznać, ale właśnie tam pojawił się Paweł. Początkowo była to zwykła, koleżeńska relacja. Z czasem pojawiło się przyciąganie. Przestraszona własnych uczuć zerwałam kontakt.
Ostatecznym przełomem okazała się firmowa impreza integracyjna, po której doszło do krótkiego romansu z kolegą z pracy. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia, dlatego powiedziałam mężowi całą prawdę. Potem wszystko się rozsypało. Dwa dni pełne bolesnego milczenia, a następnie powrót do pustego mieszkania. Na stole leżała kartka:
„Bądź szczęśliwa. Dzieci zostają ze mną. Możesz je odwiedzać w każdej chwili”.
Od roku próbujemy ratować rodzinę — a adekwatnie próbuję ja. Michał zamknął się w sobie. Słownie deklaruje chęć porozumienia, jednak w rzeczywistości pozostaje zdystansowany i pogrążony we własnym bólu. Każda próba rozmowy kończy się fiaskiem. Czuję się, jakbym uderzała w zamknięte drzwi. Jestem gotowa na wszystko: zmienić pracę, zacząć od zera, błagać o wybaczenie i na nie zasłużyć. W odpowiedzi spotykam jednak ciszę i spojrzenie pełne rozczarowania.
Wiem, iż popełniłam błąd. Powinnam była pracować nad relacją, rozmawiać, wspólnie stawiać czoła problemom. Nigdy jednak — choćby podświadomie — nie czułam, iż jesteśmy prawdziwą jednością, rodziną w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie potrafiłam się przed nim otworzyć, łatwiej było mi rozmawiać z obcymi. Był mi bliski, a jednocześnie obcy.
Zdaję sobie sprawę, iż mogłam zrobić cokolwiek, by temu zapobiec. Teraz jest już za późno. Najtrudniejsze jest życie ze świadomością, iż zraniłam człowieka, który kochał mnie szczerze i bezwarunkowo. Złamałam mu serce.
Mój mąż to naprawdę wyjątkowy człowiek — dobry, uczciwy, niemal idealny. Dzieci go uwielbiają, jest wspaniałym ojcem. Jako mąż również był bez zarzutu: zawsze pomocny, wyrozumiały, wspierający i kochający. Wiedząc, jak trudne miał dzieciństwo i jak samotnym był człowiekiem, tym bardziej nie potrafię sobie wybaczyć. Widząc dziś, jak bardzo cierpi, nie znajduję w sobie spokoju.
Nie wiem, czy Michał kiedykolwiek zdoła mi wybaczyć i czy po tym wszystkim możliwe pozostało odbudowanie rodziny. Żałuję z całego serca. Gdyby ktoś mógł mi podpowiedzieć, co w takiej sytuacji można jeszcze zrobić.





![Aneta Zając pierwszy raz tak szczerze o macierzyństwie: Nie wciągam synów w sprawy dorosłych [PODCAST "BLIŻEJ"]](https://m.mamadu.pl/5740752912354bdc3aba5d1deb3fd381,1920,1080,0,0.webp)


![Orszak przeszedł przez Gowarczów! Nie zabrakło konnych! [wideo, zdjęcia]](https://tkn24.pl/wp-content/uploads/2026/01/IV-Orszak-Trzech-Kroli-w-Gowarczowie-11.jpg)


