Z życia wzięte. "Wybrałam mężczyznę starszego od siebie o pokolenie": Mama była przeciw, ale prawdziwy problem wyszedł później

zycie.news 1 godzina temu

Miał pięćdziesiąt trzy.

Pierwszy raz zobaczyłam go na spotkaniu branżowym. Mówił spokojnie, pewnie, bez tej nerwowej potrzeby imponowania, którą mieli mężczyźni w moim wieku. Patrzył prosto w oczy. Słuchał. Zadawał pytania.

Przy nim czułam się dorosła.

Nie jak „czyjaś córka”. Nie jak „młoda, która jeszcze nie wie”. Tylko jak kobieta.

Kiedy powiedziałam mamie, iż się z nim spotykam, zamarła.

– On jest w wieku twojego ojca – wyszeptała.

– I co z tego? – odpowiedziałam z uporem. – To nie metryka buduje relację.

Patrzyła na mnie tak, jakby ktoś mi coś zrobił. Jakbym była ofiarą manipulacji.

– On cię wykorzystuje – powiedziała twardo. – Szuka młodości, nie miłości.

Zabolało.

Bo ja byłam pewna, iż to coś więcej. Marek był czuły, opiekuńczy. Miał ustabilizowane życie, własny dom, dorosłe dzieci z poprzedniego małżeństwa. Nie obiecywał fajerwerków. Obiecywał spokój.

Wprowadziłam się do niego po roku.

Mama przestała dzwonić tak często. Nasze rozmowy były napięte. Każde spotkanie kończyło się kłótnią.

– Zobaczysz – mówiła. – On nie będzie chciał zaczynać wszystkiego od nowa.

Śmiałam się wtedy.

Aż do dnia, kiedy powiedziałam mu, iż chcę dziecka.

Siedzieliśmy przy stole. Słońce wpadało przez okno, wszystko wyglądało zwyczajnie.

– Marek, nie chcę odkładać tego w nieskończoność – powiedziałam. – Chcę być mamą.

Jego twarz stężała.

– Myślałem, iż ustaliliśmy, iż nie będziemy tego tematu ruszać.

– Nie ustaliliśmy. Unikałeś go.

Milczał długo.

– Mam dorosłe dzieci – powiedział w końcu. – Wychowałem je. Nie chcę zaczynać od pieluch w wieku pięćdziesięciu kilku lat.

Poczułam, jak coś we mnie pęka.

– A ja? – zapytałam. – Mam zrezygnować z macierzyństwa, bo ty już swoje przeżyłeś?

– To była twoja decyzja – odpowiedział chłodno. – Wiedziałaś, ile mam lat.

Wtedy zrozumiałam.

Nie przewidziałam jednego: iż jego stabilność oznacza koniec moich marzeń.

Że to, co dla mnie było początkiem, dla niego było zamkniętym rozdziałem.

Mama nie dzwoniła od tygodni. Ja nie miałam odwagi przyznać, iż może miała rację.

Nie chodziło o różnicę wieku. Chodziło o różnicę etapów życia.

On chciał spokojnych wieczorów i wyjazdów do spa.

Ja chciałam nocnych pobudek i małych dłoni zaciskających się na moim palcu.

Patrzyłam na niego, na mężczyznę w wieku mojego ojca, i nagle zobaczyłam przyszłość.

Za dziesięć lat będę wciąż młoda.

On będzie blisko emerytury.

Za dwadzieścia lat… bałam się dokończyć tę myśl.

– Nie chcę, żebyś mnie kiedyś znienawidziła – powiedział cicho.

– Już zaczynam – odpowiedziałam, a łzy spłynęły mi po twarzy.

Nie wiem jeszcze, czy odejdę.

Wiem tylko, iż zakochałam się w mężczyźnie, który dał mi poczucie bezpieczeństwa.

Nie przewidziałam, iż cena za to bezpieczeństwo może być moją przyszłością.

Idź do oryginalnego materiału