Zdradzieckim nie otwieram drzwi ponownie

newsempire24.com 22 godzin temu

Nie zamierzam wpuszczać zdrajców z powrotem krzyczy w tłumie zebranych przy schodach szpitala w Warszawie.
A gdzie jest Wacłek? Nie widać go ani śladu! Gdzie zniknął, dokąd się podział? szepcze rozbawiona rodzina, niepokojąc się o nowo narodzonego.

Gdyby Wacłek był Wacławem, ojcem noworodka, nie byłoby takiego zamieszania w głosach. Tu jednak Wacława to skrót od żeńskiego imienia, więc w rzeczywistości zaginęła matka, a nie trzyma w ramionach kopertę z małą córeczką.

Uciekła! Uciekła, ta przeklęta woła matka Wacławy, kiedy jej zięć Igor i dziecko otrzymują dokumenty oraz ostatni list opuszczonej żony.

W liście, jak w każdym podobnym, jest: nie gotowa na ten krok, nie szukajcie mnie, nie odmawiam obowiązku wobec córki, będę płacić alimenty, ale to już koniec mojej misji. Nie ma zwrotnego adresu, żadnych wyjaśnień, dlaczego szanowana kobieta, jeszcze pół roku temu marząca o macierzyństwie, nagle tak postępuje.

Igorze, nie martw się. niedługo znajdzie się rozum, przyzna się, zrozumie wszystko i wróci pociesza matka Wacławy swojego zięcia.

Jej starsza córka, Stanisława, takiego pocieszenia nie wypowiada, bo wewnętrzny głos podpowiada jej, iż Wacława nie wróci. Gdyby coś robiła, to z pełną świadomością. Kiedy decyduje się rzucić, to naprawdę rzuca.

Ty głupia, Stasiu odrzuca matka, kiedy starsza córka delikatnie sugeruje, iż matka może już nie wrócić. Wróci. Minie miesiąc albo dwa i pamięć o macierzyńskim sercu powróci.

Po trzech miesiącach przychodzi pozew o rozwód. W sądzie Wacława nie stawia się, odmawia opieki nad córką, więc mała Warenka zostaje z ojcem. Stanisława coraz częściej odwiedza byłego męża siostry, by pomagać przy dziecku i rozmawiać z Igorem.

Również ona przeżywa podobną tragedię po roku od narodzin syna Maksym zostawia ją, choć planowali wziąć ślub, gdy dziecko skończy trzy lata i Stanisława wyjdzie z urlopu macierzyńskiego. Maksym uciekł, zostawiając ją w kłopotach, ale dzięki sądowi udowodniła ojcostwo Andrzeja i dostała choćby drobne alimenty.

Stanisława obawia się, iż kochający jakby mąż zostawi jej siostrę samą z dzieckiem. Szuka w zachowaniu Igora niepokojących sygnałów, choć nigdy nie mówi o tym siostrze ani matce. W końcu zdaje sobie sprawę, iż zwracała uwagę na niewłaściwą osobę.

Wcale nie była zmuszona do zajścia w ciążę sama tego chciała. Igor proponował czekać pięć lat, oszczędzić i zamienić małe mieszkanie w dwupokojowe w trzypokojowe, ale Wacława go popychała do pośpiechu.

I tak kończy się to: Wacława bierze i zostawia małą Warenkę, zupełnie bezbronną i potrzebującą matki. Być może grała rolę, iż sama już jest matką, a fakt, iż Warenka była jej krwią, sprawił, iż zaczęła ją postrzegać jak własną córkę.

Igor kilka razy podsuwał, iż dziewczynka ma iść do mamy na ręce. Proponował Stanisławie przeprowadzkę z synem do nich, mówiąc, iż w mieszkaniu jest miejsce, a ona może wynajmować pokój i spłacać kredyt, zamiast prosić matkę o pomoc.

Matka, dowiedziawszy się, iż Stanisława zamieszkała z Igorem, przychodzi z pogromcą do córki. Mówi, iż przyjmuje męża siostry za grzech i hańbę, a teściowa zostaje wyprowadzona, bo Igor twierdzi, iż to go nie obchodzi.

Jednak Igor przyznaje się po kilku drinkach, iż chce wziąć Stanisławę za żonę i przyjąć jej syna pod swój dach. Będzie wszystko uczciwe. Wychowujesz moją córkę jak swoją, a syna traktuję jak własnego. Nie będę cię ciągnął za rękę, sam zdecyduj, ale razem łatwiej nam iść dalej. Ja zarabiam, mogę płacić, ale pieluszki, lekarze, zupy i kaszel nie wiem, od czego zacząć. Ty radzisz sobie z dziećmi, a w swojej pracy nie zarobisz wiele, bo przed urlopem macierzyńskim byłaś wychowawcą w przedszkolu prywatnym i nie miałaś dużego wynagrodzenia.

Igor proponuje więc pragmatyczne rozwiązanie. Stanisława po przemyśleniu przyznaje, iż nie ma już romantycznej miłości, która przyniosłaby szczęście, poza kochanym synem. Może więc nadszedł czas, by podejść do życia praktycznie? Igor jest dobry, nie pija, nie pali, pomaga finansowo, a Warenka przyzwyczaiła się do niego i nazywa go mamą.

Może wszystko, co się zdarza, idzie na dobre? Matka nie przyjechała na ślub, bo i tak nie była zaproszona. Po ceremonii wypijają po kieliszku z przyjaciółmi, słuchają życzeń i wracają do mieszkania Igora, gdzie już mieszkają czworo.

Życie nie zmienia się znacząco, oprócz tego, iż dzieci śpią w jednym pokoju, a dorośli w drugim. Stanisława i Igor też mają prawo do własnego szczęścia i prywatności.

Nagłe pojawienie się Wacławy jest jak piorun w słonecznym niebie. Stanisława jest w kącie, więc Igor otwiera drzwi.

Nie patrzy wprost, bo czeka na kuriera. Z progu na jego szyję rzuca się była żona.

Kochany, wróciłam! woła. Gdy Igor gwałtownie odsuwa jej ręce i lekko odpycha, ona mruga oczami i pyta, jakby nic się nie stało: Nie cieszysz się?

A po co miałbym się cieszyć? odpowiada z pogardą Igor.

Myślał wiele razy, co powiedzieć przy spotkaniu z byłą, ale gdy nadszedł ten moment, jedyne co zdołał, to zapytać, po co przybyła.

Chcę porozmawiać z córką. Chciałam też naprawić nasz kontakt. Wiem, iż mój czyn nie był najlepszy, ale możemy to naprawić, prawda?

Nie. Mam już swoją rodzinę i nie zamierzam wpuszczać zdrajców z powrotem.

To o Stasię? Nie macie ze sobą prawdziwej relacji. Jak możesz mnie wymienić na nią? Stasię, Stasię!

W tym momencie Stanisława właśnie wychodzi z prysznica i zauważa uchylone drzwi pokoju dziecięcego, zza którego patrzą dzieci, jak z bezpiecznego kąta twierdzy.

Wacława również dostrzega dzieci i, przemykając obok Igora, rzuca się w stronę dziewczynki.

Warenko, kochanie, jakżesz rosniesz!

Kiedy podnosi maluśkę, mała Andrzejkę szczypie w nogę, krzycząc: Puść moją siostrę, czarownico! Dziecko natychmiast gryzie kobietę w nogę. Wacława, mając na sobie tylko pończochy i krótką spódniczkę, krzyczy z bólu, trzymając Kinder i niezdarnie stawia małą Warenkę na podłodze, próbując złapać się za ranę.

Dziewczynka ucieka do brata, a razem chowają się za nogą Stanisławy. Wacława patrzy na tę scenę zimnym, morderczym spojrzeniem i szepcze:

Ach, wężu moja córka przeciwko mnie Nie zostawię tego tak!

Nie udało się nic z tej matczynej batalii. Wacława kiedyś odmówiła opieki, więc Warenka nie znała matki od urodzenia i nie chciała nawiązywać kontaktu, a wszystkie próby odzyskania dziecka kończyły się niepowodzeniem. choćby interwencja matki, która próbowała przekonać zięcia do odwrotnego posunięcia, nie przyniosła skutku.

W końcu Igor i Stanisława całkowicie przerywają kontakt z matką Wacławy i przeprowadzają się do innego miasta, nie podając adresu. Teraz mieszkają szczęśliwie w nowym miejscu i wychowują już troje dzieci. Tylko najbliższym przyjaciółom Warenka może czasem wyjawić, iż naprawdę jest córką prawdziwej czarownicy, a jej mama Stanisława to dobra wróżka, która postanowiła ją uratować i nie oddać z powrotem.

Andrzej potwierdza tę opowieść, mówiąc, iż jego tata chyba też jest złym czarodziejem, bo zostawił dobrą wróżkę i uciekł.

Na szczęście ich dobry tata odnalazł matkę i teraz ma szczęśliwą rodzinę: mamę, tatę i dwie siostry z braciszkiem. Bo bajki muszą się kończyć dobrze.

Idź do oryginalnego materiału