Na początku drugiego semestru w szkołach tradycyjnie ruszają zebrania dla rodziców. Największe emocje wzbudza oczywiście godzina spotkania. - Dostałam wiadomość od wychowawczyni, iż za niecałe dwa tygodnie będzie zebranie. No i jak zawsze najgorsza jest godzina - 16.30. Od kilku lat ten sam problem. Nie rozumiem, kto ustala godzinę spotkania, przecież wielu rodziców pozostało wtedy w pracy albo dopiero z niej wraca - opowiada nasza czytelniczka.
REKLAMA
Zobacz wideo To dlatego Tajner rozstała się z Wiśniewskim bez skandalu. Nagle powiedziała o synu
Jak dodaje: Pracuję do godziny 17, na drugim końcu miasta. Mieszkanie w Warszawie nie ułatwia szybkiego dojazdu do szkoły. Zajmuje mi około 65 minut. Czyli żeby zdążyć, muszę wyjść z pracy dużo wcześniej. Denerwuje mnie to, iż znów będę musiała tłumaczyć się szefowi, bo nikt nie pomyśli, by zorganizować wywiadówkę choćby o 17.30.
Wysoki poziom frustracji nie dziwi, zwłaszcza w dużych miastach, gdzie dojazd do szkoły to prawdziwe wyzwanie. choćby dobrze zorganizowani rodzice muszą kombinować, czy planować wyjścia z dużym wyprzedzeniem.
"Mam też drugie dziecko w domu"
Z drugiej strony są też rodzice, którzy narzekają, iż zebrania realizowane są zbyt późno. - W szkole mojej córki przyjęło się, iż zebrania są o 18 i realizowane są minimum godzinę, czyli w domu jestem dopiero około 19.30. Dodam, iż mam też drugie małe dziecko, które trzeba wykąpać i przygotować kolację, bo wszystkiego na babcię nie mogę zrzucić. Mąż często pracuje na drugą zmianę, więc łatwo nie jest - wyznaje pani Gosia.
Jak widać, niezależnie od godziny zebrania, problem pozostaje ten sam. Rodzice muszą kombinować z czasem i logistyką. Często jest to prawdziwe wyzwanie, zwłaszcza dla mam, które same ogarniają dom i dzieci.
Niektóre szkoły idą z duchem czasu
Są jednak szkoły, które próbują inaczej. Jakiś czas temu odezwała się do redakcji jedna z czytelniczek, która nie może uwierzyć w to, z czym spotkała się w nowej szkole. Jak mówi: Byłam w szoku, gdy na początku roku wychowawczyni powiedziała, iż tu nie ma zebrań rodziców. Wyjaśniła, iż jak jest potrzeba, to z każdym rozmawia indywidualnie, wszystkie informacje przekazuje na bieżąco. Początkowo nie byłam przekonana, bo wydawało mi się: ale jak to, bez wywiadówek? Bez siedzenia dwóch godzin na małych, twardych krzesełkach? To nie może być prawda.
Po czym dodaje: Syn chodzi do tej szkoły od września i póki co jest super. Jestem zorientowana, co się dzieje lepiej niż kiedykolwiek wcześniej.
Nasza czytelniczka opowiada, iż wychowawczyni przekazuje ważne informacje na bieżąco. jeżeli jest potrzeba, wiadomości umieszcza na kartce na drzwiach sali i wrzuca na grupę rodzicielską. - Jestem zachwycona i uważam, iż wywiadówki to relikt przeszłości. Obawiam się jednak, iż wielu nauczycieli boi się od nich odejść - podkreśla.
Takie podejście pokazuje, iż można inaczej, iż kontakt z rodzicami nie musi opierać się wyłącznie na dwugodzinnych spotkaniach. Wystarczy dobra komunikacja, jasne informacje i możliwość indywidualnej rozmowy.
A Ty, co sądzisz o wywiadówkach organizowanych w szkole? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl. Gwarantujemy anonimowość.












