Znajomi odkryli, iż wynajmujemy z żoną mieszkanie i teraz chcą się wprowadzić. Jak im delikatnie odmówić, by nie zepsuć relacji?

newsempire24.com 1 dzień temu

Po ślubie wszystko układało się między mną a moją żoną idealnie. Pobraliśmy się z zamiarem zamieszkania z jej rodzicami. Wtedy moi rodzice przenieśli się nad morze, sprzedali swoje mieszkanie i podzielili pieniądze między mnie i moją siostrę. Dzięki tej sumie oraz dołożeniu się teścia, kupiliśmy duże kawalerki, w której postawiliśmy ściankę, tworząc dwa pokoje. Pierwotnie jeden miał być dla dziecka, ale jakoś nie wyszło.

Najpierw nie chcieliśmy, potem skupiliśmy się na karierach, w końcu stwierdziliśmy, iż nie damy rady, a żona nie miała ochoty iść do lekarza. Ja też nie paliłem się do rodzicielstwa. Żyliśmy sobie spokojnie, nie martwiąc się, kto poda nam szklankę wody na starość. Dodatkowo, nasi znajomi, którzy już mieli dzieci, tonęli w długach i nie wyglądali na szczęśliwych. Uznaliśmy więc, iż skoro tak to się układa, to może i lepiej.

Gdy oboje mieliśmy po trzydzieści trzy lata, zainwestowaliśmy w apartamentowiec. Nie wydaliśmy fortuny, więc zaryzykowaliśmy, choć niektórzy odradzali. W wieku trzydziestu siedmiu lat mieliśmy już mieszkanie gotowe do wynajęcia. Zrobiliśmy drobny remont, by wyglądało jeszcze lepiej. Żona mówiła, iż to nasza polisa na wypadek dzieci, a jeżeli nie, to zostawimy wszystko siostrzeńcom.

Na razie postanowiliśmy je wynająć, bez pośrednika. Dla szerszego zasięgu powiedzieliśmy znajomym, żeby doradzili, gdzie jeszcze dać ogłoszenie. I wtedy pojawił się problem pytanie, czy nie mogliby się tam wprowadzić. Mieszkają od lat w wynajmowanych klitkach w tragicznym stanie, a tu nowy budynek, porządny remont, no i “przecież znajomym się należy zniżka”.

To nasz błąd, iż w ogóle im wspomnieliśmy. Nie przyszło nam do głowy, iż ktoś z nich będzie chciał tam mieszkać.

To tylko jeden pokój, macie za dużą rodzinę próbowała moja żona.
No i co? My teraz też mamy jednopokójowe, a u was wygląda na bardziej przestronne.

Ale to nowe, a wy macie dzieci i kota
Myślicie, iż jesteśmy brudasy i wszystko zniszczymy?

Powiedzieliśmy, iż się zastanowimy, choć ja nie miałem ochoty tego rozważać. Byłem u nich i widziałem ten bałagan. W końcu żona zrzuciła na mnie zadanie odmówienia im, podając jakieś wymijające powody.

W odpowiedzi usłyszałem:

Macie drugie mieszkanie, rodzice wam kiedyś zostawią swoje, a wam wciąż mało! Będziecie gnić w tych czterech ścianach bez dzieci, bez przyjaciół, bez euforii życia!

Czy to sprawiedliwe? Nie jesteśmy im nic winni. To nie nasza wina, iż mają dzieci bez własnego mieszkania i wsparcia rodziny. Każdy żyje, jak chce dlaczego my nie możemy wynająć komuś obcemu za normalną cenę, zamiast robić łaskę znajomym?

Idź do oryginalnego materiału