Miałam osiemnaście lat, kiedy w moim senniutku pojawiła się pierwsza córeczka Jagoda Kowalska jakby wyrwana z mgły. Poród był lekki, jakby sięgał jedynie po podmuch wiatru, więc nie bałam się już tego cienia, który innych trzyma w rozpaczy. Wtedy już po Polsce rozkwitała matkazastępcza, a ja rozważałam ją z powagą, niczym starą mapę skarbów.
Rodzina nie była zamożna; tata i mama ledwo wiązali koniec z końcem, a trzy siostry Zuzanna, Halina i Brygida musiały walczyć o każdy grosz. W wieku siedemnastu lat poślubiłam Jana Nowaka, a wraz z nim i naszą małą Jagodą ledwo starczyło na chleb i dach pod nogami. Nie mieliśmy własnego mieszkania, więc żyliśmy w krzakach szarości, szukając ciepła w kątach, które nie należały do nas. Jan wahał się przy pomyśle o macierzyństwie zastępczym, choć ja widziałam w nim jedynie klucz do wyjścia z labiryntu długów.
Po kilku latach przybyło nam drugie dziecko Zofia. Trudności wzmocniły się, a Jan odszedł, nie mogąc znieść ciężaru codzienności. Zostałam sama, z dwoma małymi duszami w rękach. Na pomoc przybyły matka i siostry, które w dzień i noc opiekowały się dziewczynkami, gdy ja zarabiałam przy kasie w sklepie przy ulicy Krakowskiej. Mimo ich wsparcia kieszonka wciąż była pusta, więc w sercu zakiełkował pomysł, który nosiłam od dawna.
Wyruszyłam więc do Warszawy, gdzie w wysokim szklanym budynku znajdowała się agencja Nowe Życie. Złożyłam tam wniosek o zostanie matką zastępczą. Próbowałyśmy zagnieść kilka zarodków, ale nic nie rodziło się, a ostatnia próba skończyła się poronieniem jakby nocny wiatr zdmuchnął płomień.
Wróciłam do domu, gotowa poddać się podeszłym. Jednak sześć miesięcy później natknęłam się w sieci na ogłoszenie: Praktyka z dobrymi warunkami. Zadzwoniłam, myśląc, iż spróbować nic nie szkodzi. Gdyby los sprzyjał, zrobimy a jeżeli nie, tak było przeznaczone.
Tym razem wszystko się udało. Przez dwanaście miesięcy zamieszkiwałyśmy w nowym bloku, w jasnym mieszkaniu, które pachniało świeżym chlebem i kawą. Przyszli rodzice bogaci, ale nie skąpcy troszczyli się o nas, przynosząc drogie sery, czekolady i zabawki, opłacając wyjścia do kina i zoo. Po dziewięciu miesiącach urodził się zdrowy chłopiec Michał Nowak, którego oczy błyszczały jak gwiazdy nad Wisłą.
Powróciłyśmy do naszej rodzinnej dzielnicy w Łodzi, a zapłacona za macierzyństwo opłata pozwoliła nam kupić dwupokojowe mieszkanie w sąsiedztwie, gdzie każdy okno otwierało się na zielone podwórko. Mieliśmy jeszcze jeden rok życia przed sobą, w którym chcieliśmy chwytać każdy moment.
Dwa lata później znów stałam się matką zastępczą. Tym razem przywiozłam na świat dziecko dla rodziny z Chin, które przywędrowało do Polski, by poczuć nasz chłodny wiatr morza Bałtyckiego.
Teraz mieszkam w dużym domu z dziewczynkami Jagodą i Zofią które mają wszystko, czego potrzebują. Niektórzy szepczą o mnie krytykę, ale ja widzę w tej drodze jedynie szansę, by dać rodzinie lepsze warunki, choćby w tak niecodzienny sposób. Wszystko to stało się jak sen, w którym rzeczywistość i fantazja splatają się w jedną, nierozłączną opowieść.

![Zapomnij o malowaniu jajek. Ten wielkanocny trend robi furorę. Obędzie się bez bałaganu [ZDJĘCIA]](https://bi.im-g.pl/im/a5/64/1d/z30820773IER,Malujemy-pisanki-wielkanocne--Na-zdjeciu-ozdabiani.jpg)












