Chcę w końcu pomyśleć o sobie i się wyspać oznajmił mąż, wychodząc z mieszkania.
Trzy miesiące to trwało. Trzy miesiące szalonych, nieprzespanych nocy, kiedy Mały Maks krzyczał tak głośno, iż sąsiedzi po drugiej stronie ściany pukali w mur. Trzy miesiące, gdy Marysia chodziła po domu jak cień człowieka, z czerwonymi oczami i drżącymi rękoma.
A Piotr snuł się ponuro po pokojach, jak chmura burzowa.
Wyobrażasz sobie, jak ja wyglądam w pracy? wykrzyknął kiedyś, patrząc w lustro. Worki pod oczami aż po kolana!
Marysia milczała. Karmiła synka, kołysała go, karmiła znów. Zatopiona w beznadziejnej rutynie. Piotr był blisko, ale zamiast pomóc, tylko narzekał i marudził.
Słuchaj, może twoja mama przyjdzie i pomoże? zaproponował któregoś wieczoru, przeciągając się po kąpieli. Pachnący, wypoczęty. Myślałem, iż może pojadę na tydzień do Marcina na działkę?
Marysia zastygła z butelką w dłoni.
Potrzebuję odpoczynku, Maryś. Serio. Piotr zaczął pakować rzeczy do sportowej torby. Przecież ja już nie śpię normalnie od dawna.
A ona? Czy ona jest wyspana? Oczy jej się zamykają, ale wystarczy, iż się położy, a Maks znów zaczyna płakać. Czwarty raz tej nocy.
Mi też ciężko wyszeptała Marysia.
No wiem, iż ciężko! odparł, pakując swoją ulubioną koszulę. Ale moja praca jest poważna, mam odpowiedzialność. Nie mogę pokazywać się tak przed klientami.
Wtedy coś się w niej przełamało. Marysia zobaczyła ich jakby z boku: ona w starym szlafroku, potargane włosy, niemowlę w ramionach. A Piotr szykuje się do wyjazdu, ucieka od nich.
Chcę w końcu żyć dla siebie i się wyspać mruknął, choćby na nią nie patrząc.
Drzwi trzasnęły.
Marysia została sama w mieszkaniu, z płaczącym synkiem, czując jak wszystko w niej się sypie.
Minął tydzień, drugi.
Piotr dzwonił trzy razy pytał, jak tam. Głos miał zdalny, jakby rozmawiał z kimś ledwie znajomym.
Przyjadę w weekend.
Nie przyjechał.
Jutro już na pewno będę.
I znów go nie było.
Marysia cały czas kołysała Małego Maksa, przewijała pieluchy, przygotowywała mleko. Sen? Po pół godziny między karmieniami.
Wszystko okej? zapytała jej koleżanka Joanna.
W porządku skłamała Marysia.
Czemu kłamała? Przecież to wstyd. Wstyd, iż mąż ją porzucił. Że została sama z dzieckiem.
Wydawało się, iż już nie może być gorzej. Ale najdziwniejsze wydarzyło się w spożywczaku spotkała koleżankę Piotra z pracy.
A gdzie twój Piotr? spytała Ewa.
Dużo pracuje.
No tak faceci tacy sami! Jak jest dziecko, to się zapracowują! Ewa nachyliła się bliżej: Ale Piotr to często wyjeżdża służbowo?
Jakie służbowe wyjazdy?
No, przecież do Gdańska pojechał! Na jakieś szkolenie. Zdjęcia pokazywał!
Do Gdańska? Kiedy?
Marysia przypomniała sobie: w zeszłym tygodniu Piotr nie dzwonił przez trzy dni. Tłumaczył się, iż był bardzo zajęty.
Kłamał. Odpoczywał w Gdańsku.
Piotr pojawił się w sobotę. Z bukietem kwiatów.
Przepraszam, iż tak długo nie było mnie. Tyle pracy
Byłeś w Gdańsku?
Zamarł z kwiatami w dłoni.
Kto ci powiedział?
To nieważne. Ważne, po co kłamiesz?
Nie kłamię. Po prostu myślałem, iż się zasmucisz, iż pojechałem bez ciebie.
Bez niej?! Przecież ona z niemowlakiem i tak nigdzie by nie pojechała!
Piotr, ja potrzebuję pomocy. Rozumiesz? Nie śpię tygodniami.
Zatrudnimy nianię.
Za co? Nie dajesz pieniędzy
Jak to nie daję? Przecież opłacam czynsz, rachunki.
A na jedzenie? Pieluchy? Leki?
Milczał. W końcu:
Może wrócisz do pracy? Choćby na pół etatu? Po co tak siedzieć w domu Zatrudnimy nianię.
Siedzieć w domu. Jakby to był urlop!
Marysia wzięła syna na ręce, spojrzała na Piotra i zrozumiała: on jej nie kocha.
Nigdy nie kochał.
Wynoś się.
Słucham?
Wyjdź. I nie wracaj, dopóki nie zdecydujesz, co jest dla ciebie ważniejsze: rodzina czy wolność.
Wziął klucze i wyszedł. Na dwa dni. Potem napisał: “Myślę”.
A Marysia nie spała. Myślała też.
Pomyślcie tylko: pierwszy raz od miesięcy mogła naprawdę pobyć sama ze swoimi myślami.
Zadzwoniła mama:
Marysiu, jak tam? Piotr w domu?
Na wyjeździe służbowym.
Znów skłamała.
Może przyjadę i pomogę?
Poradzę sobie.
Ale mama i tak przyjechała.
Jak tu u was? rozglądała się po mieszkaniu. Boże, Marysiu, spójrz na siebie!
Marysia spojrzała w lustro. Tak, wyglądała okropnie.
A Piotr gdzie?
W pracy
O tej porze?
Marysia milczała.
Co się dzieje?
I wtedy pękła. Zaczęła płakać. Po raz pierwszy tak naprawdę, głośno i rozpaczliwie.
Odszedł. Powiedział, iż chce żyć dla siebie.
Mama długo milczała. Potem powiedziała:
Szuja. Rzadki typ.
Marysia aż się zdziwiła. Mama nigdy nie przeklinała.
Zawsze wiedziałam, iż Piotr jest słaby. Ale żeby aż tak.
Może ja czegoś nie rozumiem? Może powinnam go zrozumieć?
Marysiu, a tobie nie jest ciężko?
Przez prostotę tej odpowiedzi Marysia zrozumiała: przez ten cały czas myślała tylko o Piotrze. O jego zmęczeniu, wygodzie.
A o sobie ani słowa.
Co mam robić?
Żyć. Bez niego. Lepiej sama, niż z kimś takim.
Piotr wrócił w sobotę. Opalony. Chyba “myślał” na działce.
Porozmawiamy?
Dobrze.
Usiedli razem przy stole.
Wiesz, Marysiu, rozumiem, iż ci ciężko. Ale mnie też nie jest lekko. Może się umówimy? Dam pieniądze, będę odwiedzał. Na razie zamieszkam osobno.
Ile?
Słucham?
Ile pieniędzy?
No dwa tysiące złotych.
Dwa tysiące. Na dziecko, jedzenie, leki.
Piotr, idź do diabła.
Co?!
Słyszałeś. Nie wracaj.
Marysia, ja proponuję sensowne rozwiązanie!
Sensowne? Wolności ci się zachciało? A gdzie moja wolność?
I wtedy Piotr powiedział coś, co wywróciło wszystko:
Jaka ty masz wolność? Jesteś matką!
Marysia spojrzała na niego: oto prawdziwy Piotr. Niedojrzały egoista, który uważa, iż matka już nic nie może.
Jutro składam wniosek o alimenty. Jedna czwarta pensji. Zgodnie z prawem.
Nie zrobisz tego!
Zrobię.
Wyszedł, trzasnął drzwiami. A Marysia po raz pierwszy od dawna poczuła oddycha lżej.
Maks zapłakał. Ale ona wiedziała, iż sobie poradzi.
Minął rok.
Piotr próbował wrócić dwa razy.
Marysiu, może spróbujemy jeszcze raz?
Za późno.
Piotr narzekał, iż Marysia jest wyrodna. Ale nikt mu nie uwierzył.
Marysia znalazła nianię, zaczęła pracę jako pielęgniarka.
W pracy poznała lekarza Andrzeja.
Masz dzieci?
Syna.
A ojciec gdzie?
Żyje po swojemu.
Przedstawiła ich sobie. Andrzej przywiózł Małkowi zabawkowy samochodzik. Grali razem, śmiali się.
Często razem chodzili w park.
Piotr usłyszał. Zadzwonił:
Dziecko ma rok, a ty już z facetem!
Co miałam robić? Czekać na ciebie?
Ale ty jesteś matką!
Dokładnie. I co z tego?
Nigdy już nie zadzwonił.
Andrzej był inny. Gdy Mały Maks zachorował, przyjechał od razu. Gdy Marysia była wykończona zabierał ją i syna na działkę.
Dziś Maks ma dwa lata. Mówi do Andrzeja “wujku”. Piotra już nie pamięta.
Piotr się ożenił. Alimenty płaci.
Marysia nie czuje żalu.
Ona też zaczęła żyć dla siebie. I to jest naprawdę dobre.












