Ferie zimowe to czas na odpoczynek i zabawę, ale nie wszystko jest takie łatwe, jak niektórym osobom przyglądającym się z zewnątrz mogłoby się wydawać. Są dzieci, które zawsze znajdą sobie zajęcie - malują, czytają, budują coś z klocków. Ale są i takie, które nieustannie się nudzą i same nie potrafią sobie zorganizować czasu. O tym, jak wygląda codzienność w czasie ferii, opowiadają nasze czytelniczki.
REKLAMA
Zobacz wideo Małgorzata Rozenek była u logopedki. To od niej usłyszała Wybierz serwis
Sezon na nudę w wielkomiejskich blokach
- Chłopcy mają 9 i 10 lat, ferie spędzają w domu. Trochę zajmuję się nimi ja, trochę mąż, ale pomaga nam też sąsiadka. Mieszkamy w Warszawie, na wielkim osiedlu, taka betonoza trochę. Jak skończę pracę, ale to dopiero po 17, wychodzimy na świeże powietrze. Jakieś sanki czy coś, ale to już jest praktycznie ciemno. Tak to cały dzień są w domu, mogę powiedzieć, iż kiszą się we własnym sosie - opowiada pani Kasia.
Najbardziej denerwuje ją jednak postawa dziadków. - Mieszkają pod Warszawą, w małej, spokojnej miejscowości, mają swój dom, ale jeszcze ani razu nie zaproponowali, żeby chłopcy przyjechali do nich sami. Zawsze tylko na weekend z nami. Babcia dzwoni co dwa dni, pyta, co u wnuków, opowiada, iż była z dziadkiem na spacerze, iż odśnieżali podwórko itd., ale nie pomyśli, żeby zabrać chłopców choć na kilka dni z tego bloku - mówi ze złością w głosie.
"Mam szczęście do rodziców i teściów"
Na szczęście nie wszystkie historie mają tak pesymistyczny wydźwięk. Zupełnie inne odczucia i doświadczenia ma pani Ania, mama 7-letniej Natalki (nazwisko do wiadomości redakcji). - Wiem, iż wielu rodziców ma z dziadkami, a już w szczególności z teściami, na pieńku. Moim przyjaciółkom buzia od narzekania się nie zamyka, ale ja mam szczęście i do rodziców i teściów. choćby w środku nocy mogę liczyć na ich pomoc. Teścia to czasami mam ochotę ozłocić. choćby córki nie musimy do nich wozić, bo zawsze sam ją zabiera i odwozi.
W ferie podobnie. Babcie są bardzo zaangażowane, zawsze przygotowują dla Natalki jakieś atrakcje. - To pieczenie babeczek, to nauka na szydełku, razem coś wyklejają, chodzą po lesie. Lepszej rodziny i pomocy nie mogłam sobie wymarzyć - dodaje z euforią w głosie czytelniczka.
Nie ma co ukrywać, pomoc dziadków, szczególnie w dni wolne od zajęć lekcyjnych jest nieoceniona. Najlepiej rozumieją to pracujący rodzice, którzy stają na głowie, by wszystkie życiowe role jakoś ze sobą połączyć.
Osiedlowa pomoc
Do naszej redakcji odezwała się kilka dni temu pani Iga (imię zostało zmienione - czytelniczka prosi o anonimowość), która opowiada o osiedlowej pomocy, bez której kobieta już nie wyobraża sobie życia. - Dziadkowie są wiecznie zmęczeni i obolali, ale już choćby nie chce poruszać mi się tego tematu. Mąż pracuje do późnych godzin wieczornych, a ja też przecież mam wiele obowiązków, a do tego dwójkę przedszkolaków na głowie. Chyba każda matka wie, iż zakupy z takimi dziećmi to wyzwanie. Podobnie jak szybki wyjazd na miasto, praca zdalna czy wizyta u lekarza - opowiada.
- I choć w przedszkolu oficjalnie nie ma ferii, to większość dzieci po prostu nie ma. Zorganizowana jest jakaś jedna wspólna grupa i tyle. Moje dzieci zostały w domu, bo na szczęście mogłam sobie na to pozwolić. Na osiedlu są trzy kobiety - jedna to sąsiadka na emeryturze, druga studentka, a trzecia to mama, która nie pracuje i zajmuje się swoją córką. I ja się z nimi dogadałam i zawsze sobie pomagamy. Kiedy muszę, zostawiam u nich dzieci, np. teraz w ferie na kilka godzin, bo trochę pracuję zdalnie, ale też czasami muszę pojawić się w biurze. W zamian zrobię tej pani na emeryturze zakupy, studentkę podszkolę z angielskiego, a tej mamie też czasami pomagam w opiece nad córką. I tak nam się to fajnie kręci - wspomina pani Iga.
A Ty jak sobie radzisz? Chcesz dodać coś od siebie? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl











