Teoretycznie dorastanie polega, między innymi, na usamodzielnianiu się, nie tylko w wymiarze fizycznym, materialnym, ale również psychologicznym. Jako osoby dorosłe w teorii rozumiemy bowiem, jak działa świat, uczymy się dbać o siebie i osoby najbliższe. Niestety nie zawsze ten proces przebiega prawidłowo. Czasami mimo upływu lat, czujemy się odpowiedzialne za emocje innych osób, bierzemy za dużą odpowiedzialność za własnych rodziców. Dlaczego tak się dzieje i jak sobie z tym radzić? Nauka zna już odpowiedź na te pytania. Wiemy, dlaczego dorosłe dzieci czują się odpowiedzialne za emocje rodziców i okazuje się, iż jest to złożony problem.

Poczucie winy, smutek rozczarowanie
Wszystkie emocje są ważne, każde są informację zwrotną, której należałoby się przyjrzeć. Niektóre działają na naszą korzyść, inne niekoniecznie. Pozwolenie sobie na ich poczucie i zrozumienie ich pozwala się z nimi zmierzyć i nie szkodzić sobie. Mowa o naszych osobistych emocjach. Co jednak z emocjami innych osób?
Tu nie jest łatwo.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy dźwigamy nie tylko swoje emocje, ale też emocje innych, na przykład rodziców. Często jesteśmy za ich pośrednictwem manipulowani, o czym nie mamy choćby pojęcia.
Dlaczego dorosłe dzieci czują się odpowiedzialne za emocje rodziców?
Ważna relacje, jakie budujemy z bliskimi osobami niestety podatne są na wiele problematycznych schematów, często wyniesionych z dzieciństwa. Teoretycznie wydaje się, iż nic się nie dzieje, jednak w praktyce problem jest ogromny.
Konkrety?
Oto one.
Gdy próbujemy nadmiernie chronić własnych rodziców przed smutkiem, rozczarowaniem, złością, działając wbrew sobie, możemy choćby tego nie zauważać. Okazuje się jednak, iż jest to częste zjawisko i psychologia nazywa go parentyfikacją emocjononalną, odwróceniem ról, czy też nadmierną odpowiedzialnością za czyjeś emocje. Gdy mierzymy się z “taką diagnozą” własnych problemów w życiu dorosłym, możemy czuć opór, a choćby bunt. Tymczasem warto przyjrzeć się, na czym to dokładnie polega…
Badania pokazują, iż korzenie tego mechanizmu tkwią w dzieciństwie, w sposobie funkcjonowania rodziny oraz w tym, jak kształtują się więzi i granice.
Czy mamy prawo winić swoich rodziców?
Parentyfikacja, czyli odwrócenie ról w rodzinie
Dziecko zamiast być dzieckiem, staje się dorosłym. Przyjmuje w rodzinie rolę osoby odpowiedzialnej, decydującej, wspierającej, odpowiedzialnej za emocje rodzica.
Bardzo częstym mechanizmem jest schemat, gdy rodzice dziecka się rozstają. Następnie czynią z dziecka swojego przyjaciela, powiernika i spowiednika. To bardzo niebezpieczny proces. Dziecko nigdy nie będzie z rodzicem na tym samym poziomie rozwoju i nie powinno być. Relacja ta nie jest równoległa. To rolą rodzica jest opiekowanie się dzieckiem, a nie odwrotnie.
Mówienie wszystkiego młodej osobie, zwierzanie się, wymaganie niewspółmierne do jego możliwości jest formą przemocy i niestety niesie bardzo realne konsekwencje w dalszym życiu. Niestety problem ten nie dość, iż nie jest dostrzegany, to gdy jest opisywany i nagłaśniany, to często jest ignorowany i bagatelizowany.
Przemoc w rodzinie – może dotyczyć co czwartej rodziny
To nie dziecko powinno się opiekować rodzicem
Parentyfikacja to sytuacja, w której dziecko przejmuje obowiązki emocjonalne dorosłego. Badania Jurkovic’a (1997) pokazują, iż dzieci w rodzinach, w których jest taki problem, uczą się, iż ich rolą jest regulowanie nastroju rodzica, pocieszanie go, łagodzenie konfliktów czy „bycie silnym”. To dziecko w takiej rodzinie ma być ostoją, nie rodzic.
Niestety problem nie kończy się, gdy dziecko dorasta. Przybiera ono nieco inny wymiar, często zawoalowany, trudny do szybkiego rozpoznania. W dorosłości skutkuje to przekonaniem: „Jeśli rodzic cierpi, to moja wina, muszę coś z tym zrobić. To moja odpowiedzialność. Nie zniosę tego uczucia”.
Jakie są tego skutki? Badania Hooper (2007) potwierdzają, iż osoby, które doświadczają parentyfikacji mierzą się z długofalowymi skutkami w postaci:
- nadmiernego poczucia odpowiedzialności,
- trudności w stawianiu granic,
- tłumienia własnych emocji,
- tendencję do wkraczania w relację, w której są klasycznymi ratownikami, osobami opiekującymi się innymi.
Osobowość wypierająca emocje – może być kształtowana już w dzieciństwie
Dlaczego dorosłe dzieci czują się odpowiedzialne za emocje rodziców? Kruchy rodzic
Są domy, w których trzeba chodzić na palcach, nie można mówić pewnych rzeczy, żeby nie martwić rodziców. Dzieci uczą się, żeby ukrywać swoje problemy i radzić sobie samodzielnie. Nie czują się bezpieczne, nie mogą okazywać swoich uczuć w bezpiecznej domowej przestrzeni. Są karane za złość, smutek, rozczarowanie, uczą się zatem, żeby ich nie okazywać, żeby nie martwić rodziców, którzy w oczach dziecka są zbyt “słabi”.
Dzieci uczą się chronić dorosłe osoby, własnym kosztem.
To nie dzieje się z dnia na dzień, to długi proces. Dziecko ciągle słyszy, “to przez ciebie”, “nie denerwuj mnie”, “to z twojego powodu mama/tata są smutni”, “zepsułaś nam dzień”, “tak bardzo mnie ranisz” lub w drugą stronę “jesteś moim jedynym wsparciem”, “nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła”. Nie są to komunikaty pojedyncze, ale powtarzające się i układające się w jasny przekaz, w którym zachowania dziecka decydują o samopoczuciu rodziców.
Dziecko zaczyna rozumieć – to ode mnie zależy, jak czuje się rodzic. Muszę być idealne, żeby nie martwić rodzica.
Taka postawa w dorosłym życiu prowadzi do poczucia winy, gdy rodzic jest niezadowolony. Zmusza do “stawania na rzęsach”, żeby spełnić wszystkie oczekiwania mamy czy taty. Bardzo jasny sygnał, iż doświadczyliśmy parentyfikacji to również lęk przed konfliktami i obawa przed rozczarowaniem rodzica. Innymi słowy młody dorosły robi wszystko, żeby było tak, jak rodzic chce. Z czasem boi się być sobą, kreuje się przed rodzicem na kogoś, kim często nie jest. Wszystko dlatego, iż czuje się odpowiedzialny za samopoczucie mamy czy taty.
Dużo zależy od stylu wychowania
Styl wychowania kształtuje się w pierwszych latach życia. I co istotne, to właśnie od niego zależy, w jakim stopniu dziecko narażone jest na parentyfikację.
Wszelkie badania, w tym to, jasno pokazują, iż dla dzieci najważniejsze jest, aby mieć stabilnego rodzica, takiego, którego reakcje są przewidywalne, a wsparcie nieustające, niezależące od aktualnego humoru, czy trudności. Dziecko musi czuć, iż może na rodzica polegać, niezależnie od sytuacji. Opiekun ma być przede wszystkim przewidywalny i dostępny.
Jeśli rodzic jest niestabilny emocjonalnie, przytłoczony własnymi problemami, reaguje złością, lękiem i wycofaniem, to jego dziecko czuje się odpowiedzialne za emocje innych, nadmiernie monitoruje nastroje innych, boi się odrzucenia, próbuje naprawiać relacje kosztem siebie. Taki wzór zachowania w dorosłości przekłada się na relacje z innymi dorosłymi, nie tylko rodzicami.
Normy kulturowe
Znaczenia w tworzeniu tego problemu mają też normy kulturowe.
W Polsce są one bardzo silne. Żyjemy w rzeczywistości, w której twierdzi się, iż dzieci mają spełniać oczekiwania rodziców, nie rozczarowywać ich własnymi wyborami, żyć tak, żeby rodzice byli zadowoleni.
Mamy w kulturze także silnie wpojoną odpowiedzialność za rodziców. I nie jest to oczywiście złe, ale z drugiej strony jest bardzo podatne na niekorzystne wpływy i bywa nadmiernie obciążające. Bardzo wielu dorosłych ma problem w stawianiu granic i w dbaniu nie tylko o rodzica, ale także o siebie i własną rodzinę. To rodzi wiele konfliktów, nierzadko jest choćby powodem rozwodów i rozstań, gdy współmałżonek, czy partner pewnych zachowań nie rozumie i nie jest w stanie ich zaakceptować.
Czy dorosłe dzieci są odpowiedzialne za samopoczucie starzejących się rodziców?
Jakie skutki niesie parentyfikacja w dorosłym życiu?
Dorosłe dzieci odpowiedzialne za emocje rodziców niestety nie funkcjonują tak dobrze, jakby mogły. Doświadczają bowiem wielu konkretnych skutków, które blokują ich naturalny wzrost i powstrzymuje przed dobrym życiem:
- mają problem ze stawianiem granic – przeczytaj więcej, jak stawiać granice bez poczucia winy,
- odczuwają nieuzasadnione poczucie winy i wstydu – przeczytaj toksyczny wstyd – gdy wstyd zabiera Ci szczęście
- pojawiają się problemy w relacjach partnerskich,
- typowe jest wypalenie emocjonalne, uczucie pustki i niezadowolenia,
- trudności z podejmowaniem decyzji bez konsultacji z rodziną.
Czy można się nauczyć nie przejmować nadmiernie?
Pytanie na koniec jest oczywiste: czy można się nauczyć nie przejmować nadmiernie i nie przenosić czyichś emocji do własnego życia? Jaki jest sposób na spokój ducha oraz zrozumienie, iż każdy jest odpowiedzialny za swoje własne emocje?
Pomocne okazują się terapia schematów i terapie skoncentrowane na emocjach, czyli nauka stawiania granic, rozpoznawania własnych emocji, oddzielania własnych potrzeb od potrzeb bliskich. Kluczowa jest także praca nad poczuciem winy. Pomaga ponadto nauczenie się, jak budować bliskie relacje bez destrukcyjnego poczucia symbiozy.
Niestety zmiany nie przyjdą najprawdopodobniej od razu. Dorosłe dzieci uczone od maleńkości, iż ich zadaniem jest emocjonalna opieka nad rodzicami, nie zrozumieją tego, co się dzieje natychmiast.
Potrzeba czasu, żeby zrozumieć, iż to nie wina dorosłego dziecka, często także nie rodzica, który nie był świadomy tego, jak bardzo krzywdzi swoje dzieci. Normalny rodzic nie chce źle, niestety często postępuje niewłaściwie, nie wiedząc, jak mocno jego działanie ma destrukcyjny wpływ na życie dzieci.
Dlatego zamiast szukania winnych, lepiej skupić się na tu i teraz i na tym, żeby zadbać o siebie, a następnie pomóc ukształtować inną, nową, zdrową więź z rodzicem. To nie jest proste, ale da się…









