Dziś wspominam jak to Agata zamąż iść zamierzała. Nikt we wsi Serafin nie pojmował, czemu tak jej w miłości nie wiodło. Kobieta była krzepka, umiejętna, rozgarnięta, urody nie lada. I posada porządna – weterynarz przy dużym gospodarstwie. Pewnie rzecz w tym, iż Agata nie była stąd. I, szczerze mówiąc, różniła się od naszych wiejskich bab.
— Gdyby Agatka swoją koronę trochę spuściła, patrzcie, może i chłopina w chałupie by się znalazł. Jasne, porządnych to ze świecą szukać, ale zawsze to męski duch — oznajmiła Tekla, wprawiając w ruch gawędę bab zebranych wieczorkiem na przydrzewku. Zawsze pierwsza zaczynała dyskurs o zaletach i przywarach wioskowian. Tu, na wsi, wszystkie nowiny wiedziała wcześniej, nim się wydarzyły.
Lecz i ona miała oponentkę – Jadwigę. Przyjaźniły się od młodych lat i tyle samo czasu się kłóciły. Gdy Jadwiga rzekła biało, Tekla z pianą na ustach stawała okoniem, iż czarne.
Baby natychmiast zwróciły głowy w stronę Jadwigi, czekając na następny odcinek komedii. Nie kazała długo czekać.
— Co to za nowiny? Żeby w domu śmierdziało nieprańcami, trzeba przez się przestąpić? Nie, kobity, posłuchajcie jej! I niczego od chłopa nie potrzeba, niech tylko smród po chałupie nosi, a kobieta harować będzie. Pfuj, lepiej już z koroną chodzić!
Tekla aż zarumieniła się z gniewu.
— Gadaj, gadaj, a rozumem nie sięgasz? Babie przystoi z mężem żyć! Żeby chłop w chacie był!
— Nie, ty mi wytłumacz, po co? Sama przecie mówisz, iż chłopy tylko skońłe ostały! Na co on? Żeby się nim opiekować?
Tekla nie wytrzymała, poderwała się.
— Ot, głupia baba! A dzieciaka urodzić trzeba?
— Tyś głupia baba! Dzieciaka urodzić, a potem wiek życia tegoż tak zwanego chłopa na sobie ciągać! Nie lżej do miasta skoczyć, znaleźć porządnego, urodziwego, i owego dzieciaka zrobić! I nie żywić bezmianu-opoja całe życie, a żyć dla swojej przyjemności?
Baby aż tchu nabrały. Największe awantury wybuchały między kumoszkami właśnie o moralność. Raz się tak starły, iż miesiąc nie gadały. choćby na przydrzewko nie schodziły. Nudno wtedy babom było aż niemiłosiernie. Bo i jakże – Tekla jednego męża miała, którego już z górą dwadzieścia lat w ziemi trzymała, a Jadwiga trzech, a teraz do niej zaglądał Władek-piecemurarz, proponując gospodarstwa złączyć. Samej Jadwidze za siedemdziesiąt, a byłemu piecemurzowi bez mała osiemdziesiąt, i nic.
Toteż zdanie przyjaciółek w tej materii zawsze było różne.
I teraz wszystko mogło się skończyć srogą awanturą, gdyby przy dyskutantkach nie zjawił się przedmiot dysputy.
— Dobry wieczek, dziewczyny!
Agata przystanęła i patrzyła na staruszki z uśmiechem.
— Dobry, Agatko! Czyżbyś z miasta? — spytała Jadwiga.
— Z miasta, pani Jadwigo. A właśnie przywiozłam krople na pchły, tak iż mówcie, u kogo koty się drapią, wpadnę, zakroplę.
— Ojej, Agata, kotom to już pchły przynależą! — zawołała Tekla.
— Ależ skąd, pani Teklo. Dziś takie kropelki – raz kapniesz, pół roku możesz swojego buryka z łóżka nie przeganiać.
Tu znów włączyła się Jadwiga. Spojrzawszy na kumoszkę z góry, rzekła:
— Agatko, dzięki, do mnie wpadnij. Ja, nie jak jakieś zacofane osobniki żyjące w zeszłym wieku, rozumiem, co dobre. A na takie nie zważaj, nie zdziwiłabym się, gdyby i myły się w łaźni popiołem.
I Jadwiga zatrzęsła się drobnym dygotem od śmiechu. A Tekla znów poczerwieniała z gniewu.
Agata się uśmiechała. Przez sześć lat w Serafinie przywykła, iż życia osobistego tu nie ma i być nie może, jest tylko publiczne. Z początku się przejmowała, obrażała, ale pojęła – to całkiem w rzeczach się mieści. Martwić się trzeba, gdy o tobie nie gadają – znaczy, iż jakby ciebie nie było, puste miejsce.
* * *
Agata przyjechała tu z wezwania serca. Czysto miejska panna, a marzyła od dzieciństwa na wsi żyć, leczyć konie, krowy i wszelaką żywość. Zawsze mówiła, iż zwierzęta są najwierniejszymi i najmilszymi istotami. Zwyczajnie mówić nie umieją, gdzie je boli.
Gdy w gazecie spostrzegła obwieszczenie, iż w nowym gospodarstwie ag
Jeszcze długo w noc słychać było z jej obejścia spokojne pochrapywanie i satysfakcjonujący pisk prosiąt, co nigdy, w przeciwieństwie do niejednego adoratora, nie opowiadały bredni o romantycznych zamiarach ani nie uciekały przed odrobiną pracy w szczerym polu.