Matki są ostrzejsze wobec córek, a synów głaszczą po głowie. To nie przypadek, a smutny wzór

mamadu.pl 2 godzin temu
Już dawno temu zauważyłam, iż w wielu rodzinach córki traktowane są ostrzej niż synowie. Matki stawiają im większe wymagania, krytykują, porównują i wychowują "na twardo", jakby chciały je przygotować na przyszłe trudności. Tymczasem synowie często dostają taryfę ulgową – są usprawiedliwiani, rozpieszczani, a ich błędy bagatelizowane.


Surowsze wychowanie córek


Patrząc na własne doświadczenia i rozmowy ze znajomymi, widzę, jak często matki krytykują swoje córki. "Popatrz, jak ona się uczy", "Nie możesz wyjść tak ubrana", "Musisz być odpowiedzialna".

Od dziewczyn wymaga się staranności, obowiązkowości i rozwagi. Już od najmłodszych lat mają być "mądrzejsze" i "bardziej dojrzałe" niż chłopcy w tym samym wieku.

Wielu rodziców powtarza, iż "dziewczynom w życiu jest trudniej, więc trzeba je przygotować". Ale tak naprawdę za tym "przygotowaniem" często kryje się wieczne poczucie, iż nigdy nie są wystarczająco dobre.

Synowie pod specjalną ochroną


Zupełnie inaczej traktowani są synowie. Oni częściej słyszą: "Chłopcy już tak mają", "On jeszcze wyrośnie", "Przecież to facet, nie musi się tak przejmować".

Gdy chłopiec zrobi bałagan, to tylko zabawa, ale gdy dziewczynka zostawi rozrzucone zabawki, to już "brak obowiązkowości".

Matki bywają wobec synów bardziej pobłażliwe, bo widzą w nich "swoich małych chłopców", których trzeba chronić, a nie uczyć dyscypliny.

Skąd to się bierze?


Mam wrażenie, iż to sposób myślenia przekazywany z pokolenia na pokolenie. Wiele matek samo było surowo wychowywanych przez swoje mamy i teraz powtarza ten wzorzec wobec córek.

A wobec synów kieruje się emocją: "świat i tak ich nie skrzywdzi tak mocno jak


kobiety, więc pozwólmy im jeszcze być dziećmi".

Ale w efekcie powstaje nierówność: córki rosną z przekonaniem, iż muszą udowadniać swoją wartość, a synowie – iż ktoś zawsze ich ochroni.

Moje obserwacje z życia


Widzę to u znajomych. Moja przyjaciółka opowiadała mi wiele razy, jak jej mama czepiała się każdej jej oceny, stroju, zachowania. A jej brat? "On jest chłopakiem, niech się wyszaleje" – mówiła.

U innej rodziny dziewczyna miała obowiązek pomagać w domu, podczas gdy brat mógł godzinami grać na komputerze.

I choć nie wszyscy rodzice tak postępują, ten schemat powtarza się zaskakująco często.

Konsekwencje dla córek i synów


Córki wchodzą w dorosłość z ciężarem – wiecznym porównywaniem się, poczuciem, iż muszą zasłużyć na miłość i uznanie. Synowie często wchodzą z poczuciem, iż świat i tak im sprzyja, iż zawsze ktoś ich "wyciągnie z kłopotów". To rodzi frustrację, konflikty i poczucie niesprawiedliwości, które często ciągnie się w rodzinach latami.

Myślę, iż matki nie robią tego z wyrachowania. Czasem naprawdę wierzą, iż przygotowują córki do dorosłości. Ale w praktyce dają im nie siłę, tylko ciężar. A synowie, choć chwilowo wygrywają w tej układance, też tracą – bo dorastają bez

narzędzi do radzenia sobie z odpowiedzialnością.

Dlatego gdy patrzę na to dziś, mówię sobie: sprawiedliwość w wychowaniu to nie jest luksus. To konieczność. I jeżeli kiedyś to ja będę musiała wybierać, wiem, iż nie chcę, by moja córka dorastała w poczuciu, iż zawsze "musi bardziej", a mój syn –

że "może mniej".

Idź do oryginalnego materiału