Trudno mi się do tego przyznać, ale całe trzy dekady przepracowałam jako konduktorka w pociągach dalekobieżnych. Były podróże, nowe znajomości, spotkania z ciekawymi ludźmi… Dni mijały gwałtownie – za oknem raz wschodziło, raz zachodziło słońce, a pociąg wystukiwał swój rytm. Do tego stopnia się do niego przyzwyczaiłam, iż przestałam go zauważać. Ten czas przeleciał niepostrzeżenie. A w domu zawsze czekał mój synek, mama, ciepła kolacja i miękkie łóżko. Wiedziałam, dla kogo żyję i pracuję. Ale nigdy nie pomyślałam o tym, by coś zmienić – by znaleźć inną pracę, by więcej czasu poświęcać mojemu dziecku i mojej mamie.
Bywałam w domu tylko od czasu do czasu, gdy miałam wolne. Odsypiałam wtedy noce i zajmowałam się domem. Ale synowi i mamie poświęcałam zdecydowanie za mało uwagi.
Dziś mam czas, by się zatrzymać i zastanowić nad swoim życiem. Syn dorósł. Sam ma syna i młodą żonę. Mojej mamy już od pięciu lat nie ma z nami. Zostałam zupełnie sama. Moje koleżanki mają swoje dzieci, wnuki, spędzają razem święta, spotykają się. A ja i mój syn… praktycznie się nie przyjaźnimy. Te wszystkie lata przepracowane w pociągu sprawiły, iż nie zauważyłam, jak wyrósł, jak się ode mnie oddalił.
Rzadko byłam w domu, nie interesowałam się jego pasjami, problemami. Nie chodziłam na występy szkolne, na ważne dla niego wydarzenia. Był zdany na siebie. Zawsze zbyt cichy, zamknięty w sobie, nigdy nie powiedział, iż brakuje mu mojego ciepła. Mama opowiadała, iż w nocy źle spał i często wołał mnie przez sen. A ja? Ja tylko pracowałam i usprawiedliwiałam się tym, iż „trzeba żyć”.
Ojca nigdy nie miał. Zwykły pasażer z pociągu… Syn nigdy mnie nie zapytał o niego – chyba rozumiał, iż jeżeli go z nami nie było, to już nie będzie. I nie chciał mnie ranić pytaniami.
Pamiętam, jak godzinami potrafił rysować pociągi i samochody. Nie marudził, nie prosił o nowe zabawki. Żył skromnie, bo nie znał innego życia. A ja dziś wiem – byłam złą matką. Nie dałam mu tego, co najważniejsze: matczynego ciepła i miłości. On zbudował między nami mur. Wnuka pokazuje mi rzadko, do siebie nie zaprasza. Najczęściej to synowa czasem zadzwoni i powie, co u nich.
Czy naprawdę nie uda mi się skruszyć tego muru żalu i braku zaufania? Dlaczego zrozumiałam swoje błędy dopiero teraz, gdy już jest tak późno? A może jeszcze da się to naprawić?
Chciałabym porozmawiać z synem, powiedzieć mu, iż pojęłam swój błąd. Mogę zaoferować opiekę nad wnukiem. Ale czy on i synowa zaufają mi na tyle, by powierzyć mi dziecko? Byłam złą matką, ale mogę być dobrą babcią. Przecież, mimo wszystko, ich kocham najmocniej na świecie.