Nieprzewidywalne Szczęście

twojacena.pl 8 godzin temu

**NIEZWYKŁE SZCZĘŚCIE**

– Mamo, został nam tylko jeden sposób, żeby mieć dziecko – metoda in vitro. Z Krzysztofem już wszystko ustaliliśmy. Nie próbuj mnie odwieść od tego pomysłu. Przyzwyczaj się do tej myśli – Kinga wypowiedziała te słowa jednym tchem.

– In vitro? Czyli będę miała sztucznego wnuka czy wnuczkę „z probówki”? – nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam od własnej córki.

– Mamo, nazywaj to, jak chcesz. Jutro zaczynamy procedury. Wszystkie badania mamy za sobą. Lekarze ostrzegli – czeka nas długa i nieprzewidywalna droga. Żadnych gwarancji. Proszę, bądź cierpliwa – Kinga ciężko westchnęła.

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Powinnam ją wesprzeć, dodać otuchy, pomóc albo przynajmniej nie przeszkadzać.

Rozmawiałyśmy przez telefon. Rozumiem, iż Kinga nie miała odwagi powiedzieć mi tego prosto w oczy – temat był zbyt delikatny.

Pierwszy raz wyszła za mąż za swojego przyjaciela z dzieciństwa, Łukasza. Wydawało jej się, iż ich miłość jest nieziemska. Ale właśnie na weselu, w kawiarni, pan młody, po zbyt dużej ilości alkoholu, znalazł się w gorących objęciach świadkowej. Kinga przyłapała tę parę w „romantycznej” scenerii – w zakurzonej spiżarni.

Łukasz, zobaczywszy narzeczoną, bełkotał coś na swoje usprawiedliwienie; świadkowa, chwytając swoje rzeczy i zakrywając przezroczystym szalem odsłonięte części ciała, wybiegła z miejsca zdarzenia i więcej jej tego dnia nikt nie widział.

Kinga natychmiast wniosła o rozwód. Ja i mąż błagaliśmy córkę, żeby nie podejmowała pochopnych decyzji:

– Kinga, nie spiesz się. Ludzie pod wpływem alkoholu robią głupstwa. Pewnie ta świadkowa sama wciągnęła Łukasza do tej nieszczęsnej spiżarni. No przecież to przystojny chłopak, więc skusiła się na zakazany owoc. Wybacz mu, córeczko. Macie przed sobą całe życie. Zastanów się. Później będziesz żałować.

– Nie, mamo, nie będę. Łukasz zranił mnie, i to boleśnie. Ale nie chcę zaczynać związku od zdrady i kłamstw. Dzięki Bogu, iż stało się to w dniu ślubu. Mniej cierpienia dla mnie – Kinga była nieugięta.

Łukasz błagał, przepraszał, szczerze żałował – wszystko na próżno.

…Po kilku miesiącach okazało się, iż córka jest w ciąży z Łukaszem. Kinga natychmiast, w tajemnicy przede mną, usunęła ciążę. Gdybym wtedy wiedziała, błagałabym ją, żeby wróciła do Łukasza.

…Czas mijał, a do Kingi zaczął się zalecać Krzysztof. Notabene, był najlepszym przyjacielem Łukasza. Od dawna kochał się w Kingi, ale bał się zaryzykować przyjaźń. A tu taka okazja. Kinga nie od razu się zgodziła. Sparzyła się już raz, nie ufała nikomu. Wahała się przez trzy lata. Krzysztof się nie poddawał. W końcu Kinga uwierzyła w szczerość jego uczuć:

– Krzysztof, twoja propozycja małżeństwa wciąż obowiązuje?

– Oczywiście, Kinguś! Czy to znaczy, iż się zgadzasz? – Krzysztof pocałował dłoń ukochanej.

Kinga skinęła głową.

Krzysztof z euforii urządził huczne wesele. Byli wszyscy przyjaciele, oprócz Łukasza. Ale „były” wysłał młodej parze ogromny bukiet pachnących lilii. Kinga odrzuciła kwiaty i oddała je niezamężnej koleżance.

Kinga miała wtedy dwadzieścia osiem lat, Krzysztof – trzydzieści trzy. Minęły dwa lata małżeństwa, a dzieci wciąż nie było.

– Kinga, macie z Krzysztofem jakiś plan, czy po prostu nie wychodzi z potomstwem? – delikatnie zapytałam.

– Nie wychodzi, mamo. Zaczynam się martwić. Krzysztof milczy na ten temat. Pewnie obwinia siebie. Poczekamy jeszcze rok, a potem… – córka spuściła wzrok i odwróciła się.

– Co „potem”? Weźmiecie z domu dziecka? – nie rozumiałam, co Kinga ma na myśli.

– Czas pokaże. Na pewno będziemy mieli dziecko. Wszelkimi sposobami – Kinga uśmiechnęła się tajemniczo.

– Oby! My z tatą nie możemy doczekać się wnucząt – pogładziłam córkę po głowie.

I oto minęły kolejne dwa lata starań…

Kinga powiedziała mi o in vitro. Byłam absolutnie przeciwna:

– Kinguś, mówią, iż te dzieci nie mają duszy, częściej chorują, iż nie są z tego świata, iż same nie będą mogły mieć potomstwa… Słowem, bioroboty.

– Mamo, ta metoda ma już prawie czterdzieści lat. Na całym świecie zyskuje popularność. Dzisiaj wiele par jest niepłodnych. „Dzieci z probówki” rodzą się tak samo „normalne” jak inne. Po prostu to trudna droga. Nie masz pojęcia, jak ciężko nam to przyszło – mnie i Krzysztofowi. w uproszczeniu – szykuj się na wnuki. Może być choćby bliźniaki. Nawiasem mówiąc, pierwsze kobiety po in vitro później urodziły naturalnie – Kinga bardzo chciała mnie przekonać, iż ich decyzja jest słuszna.

A ja zrozumiałam, iż proces już się rozpoczął i nie ma odwrotu. Pozostało tylko wierzyć, trzymać kciuki i nie tracić nadziei.

…Droga do dziecka okazała się kosztowna, wyczerpująca i męcząca. Kinga zaszła w ciążę dopiero za czwartym razem. Popadła w ciężką depresję, miała napady histerii. Przez terapię hormonalną mocno przybrała na wadze. Krzysztof schudł, wykończyły go wahania nastrojów żony, jej płaczliwość, śmiech bez powodu.

– Mamo, boję się kichnąć, kaszlnąć, zrobić gwałtowny ruch. A nuż wszystko we mnie się rozpadnie, a na piątą próbę już się nie zgodzę. Jestem zmęczona, zrezygnowana. Choćbym tylko donosiła to dziecko. A to wszystko przez tamten głupi zabój… Czy mogłam postąpić inaczej? Teraz za to płacę – Kinga smutno rozmyślała, ocierając łzę.

Krzysztof i Kinga dwa razy wyjechali nad morze. Potrzebowali przerwy. Kinga była na grani załamania, chciała wyskoczyć przez okno… Krzysztof nie odstępował jej na krok, otaczał miłością, troską i wsparciem. To było ważne.

Kinga wyznała:

– Krzysztof to moja skała, łąka i ciepły wiatr. Bez niego pewnie bym nie wytrzymała.

…Po ośmiu miesiącach oczek…Osiem lat później nasza Zosia, zamiłowana czytelniczka i przyszła lekarka, patrząc na zdjęcie z rodzinnej wycieczki w Tatry, powiedziała ze śmiechem: „Mamo, tato, czy wiecie, iż właśnie zostałam szkolną mistrzynią ortografii – a przecież byłam prawie niechcianym dzieckiem, teraz jestem najchciana na świecie”.

Idź do oryginalnego materiału