OCHRONIENI MIŁOŚCIĄ
Spotkanie Zofii i Jakuba zostało zapisane w gwiazdach.
…Jakub nigdy nie widział swojego ojca. Wychowywała go matka i babcia. Gdy mały Jakub pytał o tatę, mama mruczała coś niewyraźnego o geologu, który bez końca poszukuje cennych minerałów. Aż pewnego dnia, w przypływie złości, krzyknęła: — Nigdy nie miałeś ojca, Jakuś!
Jako dziecko Jakub przyjmował te wymówki bez zastrzeżeń. Ale gdy podrósł, postanowił wyjaśnić sprawę. W końcu nie zstąpił z nieba! Okazało się, iż jego matka w młodości wyjechała w delegację i wróciła z dzieckiem, czyli z Jakubem. To babcia wyjawiła mu tę tajemnicę. Po cichu.
Jakub był niepomiernie szczęśliwy, iż zagadka została rozwiązana. Dzięki Bogu, nie znaleziono go w kapuście. Postanowił, iż przy pierwszej okazji spotka się z ojcem, bez względu na to, czy ten tego chce. — W końcu jestem jego synem, a nie pierwszym lepszym przechodniem! — Złożył też sobie obietnicę: — Będę miał prawdziwą rodzinę. Żonę i dzieci. Tylko jedną żonę i całą gromadkę dzieci.
…Zofia również nie zaznała ojcowskiej miłości. Jej matka rozstała się z ojcem, gdy Zosia miała niespełna dwa lata. Jego miejsce zajął ojczym. Dobry człowiek, ale jednak… Zawsze stawiał jej za przykład swoje dzieci z pierwszego małżeństwa. To irytowało. Więc Zosia mogła liczyć tylko na miłość matki.
Gdy dorosła, obiecała sobie: — jeżeli już wyjdę za mąż, to tylko raz i na zawsze! Szkoda, iż nie mogę znaleźć takiego faceta.
I znalazła.
…Był wigilijny wieczór. Styczeń, mróz, zmierzch. Księgarnia. Jakub i Zofia stoją w kolejce do kasy. Oboje trzymają w rękach tomiki Adama Mickiewicza. Ich spojrzenia przypadkiem się spotykają. I Jakub rusza do ataku. Zasypuje Zosię komplementami, pyta (taktownie i delikatnie). Nie mógł tak po prostu pozwolić jej odejść. To musi być jego żona! Właśnie ona. Ta dziewczyna.
Zofia choćby nie kokietowała. Czuje się bezpieczna i dobrze z tym żywiołowym chłopakiem. Jakby znała go od stu lat.
Jednak Zosia pochodzi z porządnej rodziny, a nie wypada dziewczynie poznawać się byle gdzie i byle z kim. Jakub docenił jej skromność i zaproponował wymianę numerów telefonów. Zofia zapisała jego numer, ale swojego nie podała. — Zadzwonię po świętach — obiecała mgliście.
Jakub nie mógł pozwolić, by taki dar nieba, w postaci Zofii, mu się wymknął. Pożegnali się, ale on potajemnie podążył za nią i odkrył, gdzie mieszka.
Całe święta Jakub unosił się nad ziemią. W końcu znalazł swoją „anielicę” i będzie ją kochać po wsze czasy.
Lecz minęły święta, a „anielica” nie dzwoniła. Jakub zaczął się denerwować i działać.
Swój tomik Mickiewicza, kupiony przed świętami, wsunął do skrzynki Zofii. Czyżby nie domyśliła się, od kogo? Dziewczyna zadzwoniła jeszcze tego wieczoru z wyrzutem:
— Cześć, Jakub! Dlaczego nie dzwoniłeś? Czekałam!
— Zosieńko, nie miałem twojego numeru. Od dawna bym do ciebie zadzwonił. Chyba pamiętasz, iż w księgarni bałaś się go podać? — Jakub promieniał ze szczęścia.
— A jednak mnie znalazłeś! — nie dawała za wygraną Zofia.
„Typowo kobieca logika” — pomyślał Jakub. Ale był ogromnie szczęśliwy, iż w końcu wszystko się wyjaśniło. Okazało się, iż Zofia też go lubi!
Nie czekając na lepsze czasy, Jakub i Zofia wzięli ślub. A jak mogło być inaczej? Mieli tyle wspólnego. Po pierwsze — czystą, nieziemską miłość. Po drugie — pragnienie wielu dzieci, ile Bóg da. Po trzecie — zamiłowanie do twórczości Mickiewicza. Czy to za mało?
Na tak solidnych fundamentach postanowili budować swoje życie.
Zofia wykładała polonistykę na uniwersytecie, Jakub był świetnym programistą.
I tak, po czasie, urodziła się Marysia. Dwa lata później przyszedł na świat Staś. Wszystko szło jak z nut.
Jakub nie porzucił myśli o odnalezieniu ojca. Pomógł internet. Wśród dziesiątków osób o tym samym nazwisku znalazł się ktoś bliski. Napisali do siebie. Ojciec mieszkał w Warszawie. Zaprosił Jakuba w gości.
Spotkanie było bardzo wzruszające. Ojciec miał już własną rodzinę, ale przez te wszystkie lata pamiętał o Jakubie.
— Wspaniale, synu, iż mnie odnalazłeś. Teraz będziemy się spotykać — mężczyzna przytulił Jakuba.
Jakub z dumą wymienił wszystkich członków swojej rodziny. — Patrz, tato, jesteś już dwukrotnym dziadkiem. I to nie koniec…
Ojciec Jakuba był profesorem medycyny.
Do domu Jakub wrócił uskrzydlony. Ojciec bardzo mu się spodobał. Czuły, szczery człowiek.
Oczywiście, obowiązki rodzinne nie pozwalały Jakubowi często się z nim widywać. W końcu kontakt się urwał.
Marysia i Staś podrośli. Zofia postanowiła obronić doktorat. W końcu jej babcia i mama były doktorami filozofii. Zosia nie chciała zostać w tyle.
Temat wybrała nieprzypadkowo. O Mickiewiczu. Matka dwójki dzieci sumiennie przygotowywała materiały.
Jakub wspierał żonę, pomagał w domu, jak tylko mógł. Trzy lata minęły na zbieraniu danych do obrony. W tym czasie Marysi i Stasiowi urodziła się siostrzyczka, Hania.
Z obroną trzeba było poczekać.
Gdy Hania poszła do przedszkola, Zofia wróciła do pracy naukowej. Już, już wydawało się, iż doktorat jest w zasięgu ręki…
Naggle Jakub zachorował. Lekarze nie potrafili postawić diagnozy, ale choroba była poważna. Rozkładali ręce. A Jakub gasł w oczach. Leczenie nie przynosiło efektów. Zosię poinformowano, iż szanse na przeżycie są bliskie zeru. A Jakub miał zaledwie czterdzieści lat! Nieszczęście przychodzi niespodziewanie.
Cierpienie Zofii nie da się opisać. Jakub, świadomy swojego stanu, prosił żonę o przebaczenie, iż nie będzie mógł pomóc jej wychować trójki dzieci…
Zofia po kryjomu oblewała się łzami. Wiedziała też, iż w niej rośnie nowe życie. Nie powiedziała Jakubowi, by nie pogarszać jego cierpienia.
W głębi duszy nie wierzyła, iż jej szczęście może się tak nagle i bezsensownie skończyć. Czym zasłuA po latach, gdy dzieci były już dorosłe, a Zofia i Jakub siedzieli na ławce w ogrodzie, trzymając się za ręce, wiedzieli, iż ich miłość przetrwała najcięższe próby i na zawsze pozostanie ich największym skarbem.