Opóźnione Żal i Odkupienie

polregion.pl 1 godzina temu

Hej, kochana, słuchaj, co się stało! zatrzymała się młoda kobieta i odwróciła głowę w prawo, skąd dobiegł miły głos.
Weronia? To ty? zapytała, a w jej oczach rozbłysło szczęście.
Lidio? Ile lat już minęło? Siedem? Osiem? odpowiedziała Łucja, prawie rozpromieniona.
Dzieje się to dopiero po dziewięciu latach, kochana, dziewięć. Czas leci jak szalony, nie zdążysz mrugnąć, a nagle stajesz się starą, zrzędliwą ciocią z całą masą awarii w domu puściła ostry spojrzenie w lewo. Pamiętasz, jak razem podpalaliśmy szkołę? Siedziałyśmy przy tej samej ławce, dlatego tak nas nazywano syjamskie bliźniaki. choćby rodzice kupowali nam takie same sukienki, tornistry i pamiętniki, co nie?

Oczywiście, iż pamiętam! A jak pomalowałyśmy tę łazienkę na pierwszym piętrze w szkole podstawowej? Musiałyśmy potem zmywać tę farbę. A ty nigdy nie zamienisz się w starą babcię, która narzeka na młode pokolenie i mawia, iż to były lepsze czasy. Patrz, jaka piękna się stała! zachwyciła Łucja, ukradkiem podziwiając strój szkolnej koleżanki.

W sumie, Łucjo, przyjechałam do rodziców na kilka dni, bo mój mąż jest w delegacji. Dziś wieczorem czekam na ciebie u nas. Nie mam ochoty, żebyś się sprzeciwiła. Mam nadzieję, iż nie zapomniałaś adresu ich domu? przytuliła Łucję, poprawiając włosy.

Nie, Werono, adres pamiętam. Jak mógłbym zapomnieć dom, w którym zawsze mnie przyjmowano z otwartymi ramionami? Mieszkanie, które prawie spaliłyśmy, robiąc eksperymenty w kuchni, i te pierożki z wiśniami, które zawsze się przypalały? Nie znałyśmy wszystkich tajników kulinarnej sztuki sok z dojrzałych wiśni wylewał się, a pierożki wyglądały jak czarne węgielki.

Szkołowe koleżanki zamknęły się w milczeniu, wspominając zabawne sytuacje z dzieciństwa.

Oczywiście, przyjdę przerwała długą pauzę Łucja. A twój ulubiony tort Napoleon? Smaki się nie zmieniły? I jakie wino wolisz? Mam nadzieję, iż nie będziemy znowu degustować taniego, jak w jedenastym klasie, bo potem aż trzy dni się kręciło i lekcje ganiałyśmy.

Teraz wolę wino Kochan. Nie kupuj, przyniosłam butelkę idealną na tę okazję gwałtownie spojrzała na zegarek.

Mam to w głowie, Werunio.

Mama i tata będą bardzo zadowoleni, iż cię zobaczą, wczoraj właśnie o tobie rozmawiali. Porozmawiamy na spokojnie zaśmiała się, po czym ruszyła w pośpiechu. Nie zapomnij, dokładnie o siódmej! Czekam z niecierpliwością.

Ja też. Do zobaczenia!

Weronia zniknęła w tłumie, a Łucja pobiegła po tort do supermarketu. Musi jeszcze odezwać się z domownikami. Mikołaj zostanie z dziećmi, a ona z nimi się dogada, ale pamięć co z nią zrobić? Coś się zatarło, może to i lepsze, kto wie, co przyniesie spotkanie z przyjaciółką.

Łucjuszko, kochanie, wejdź, nie krępuj się zawołała Ludmiła w korytarzu, wpuszczając Łucję do salonu.

Stół wciąż przyozdobiony białą batisteczną serwetą, chrupiącymi obruskami i mosiężnym sztućcem, przenosił Łucję w słodkie, marmoladowe dzieciństwo. Na specjalnym miejscu stał niemiecki zestaw herbaciany Madonna, ozdoba każdego rodzinnego przyjęcia. Wszystko to przypomniało jej, jak szczęśliwe były jej młode lata. Chciała z Weroniką zamienić się w beztroskie gawędy, które, rozkładając rozkładany kanapę, godzinami dyskutują o chłopakach. Przy tym samym stole razem przygotowywały się do egzaminów, układały w kolumny wzory, rysowały hiperbole i równoległościany, pisały wypracowania, zaglądając wzajemnie do zeszytów.

Uśmiechając się, Łucja podała rękę Piotrowi Szymonowiczowi, który, jak przystało na dżentelmena, nazwał ją pięknością i, ku jej zakłopotaniu, pocałował w dłoń. Po krótkiej rozmowie o dzieciach, kieliszku wina i kawałku tortu, Piotr i Ludmiła pożegnali się, zostawiając dziewczyny same.

Delikatność i taktowność pomyślała Łucja o rodzicach Weroniki.

W końcu możemy znów spokojnie plotkować, tak jak dawniej. Nie pamiętam, kiedy ostatnio siedziałyśmy tak i rozmawiałyśmy szczerze powiedziała Werono, stawiając na stole półpustą kieliszek wina.

My z mężem przeprowadziliśmy się do Warszawy trzy lata temu, kupiliśmy mieszkanie. On pracuje jako prawnik w prywatnej kancelarii, a ja uczę matematyki w szkole podstawowej. Syn nasz, Wojtek, jest już w drugiej klasie. Teraz go gości u rodziców Rusłana. Mały ciekawski! rozmawiała Werono, rozluźniona.

Ja? Pracuję jako gospodyni domowa, ale trzy razy w tygodniu sprzątam w domach bogatych ludźmi. Mój mąż Michał jest maszynistą elektrycznego pociągu. Nasze dzieci Sonia ma sześć lat, a najmłodsza Karina pięć chodzą do przedszkola i uczęszczają na zajęcia taneczne w Domu Kultury.

Pamiętasz, jak marzyłyśmy o pilotach? Chciałyśmy studiować w mieście z lotniczą szkołą? Byłyśmy nieustraszone! zaśmiała się Werono.

A trzydziestoletnich facetów uznawałyśmy za starych i omijałyśmy ich bokiem? podpowiedziała Łucja.

Tak, złote były czasy! W głowach mieliśmy wielkie plany, wszystko wydawało się pewne. Potem przeszłyśmy do rzeczywistości i zobaczyłyśmy, iż nie zawsze jesteśmy na szczycie fali dodała Werono, patrząc ciekawie.

A co z Andrzejem? Widziałaś go ostatnio? spytały się wzajemnie, patrząc w niebieskie oczy.

Nie chcę o tym rozmawiać, nie pamiętam dokładnie, co się stało, a spotkania z nim to przypadkowe mijanki, jak dwa obce sobie ludzie odpowiedziała Łucja, niechętnie odmawiając tematu.

Rozmowa się urwała i Łucja ruszyła w stronę domu. W taksówce nagle przypomniały się jej wspomnienia, które przez lata ukrywała. Serce przyspieszyło, policzki zafarbowały się, a palce stały się lodowate.

Czy wszystko w porządku? zapytał taksówkarz.

Proszę pośpieszyć, muszę gwałtownie wrócić poprosiła.

W dwudziestu minutach jazdy udało jej się dopiąć brakujące fragmenty pamięci, a układanka prawie się ułożyła, choć wciąż brakowało kilku elementów. Zobaczyła siebie w dziecięcym pokoju: na ścianach wisiły zdjęcia aktorów wycięte z magazynów, przy fortepianie stała kolekcja porcelanowych lalek w baletkach, a na biurku otwarta była książka, której tytuł już nie dało się odczytać. Łucja siedziała na łóżku i z precyzją kroiła nożyczkami białą suknię ślubną na drobne kawałki. Setki kryształków rozproszyły się po podłodze, welon podzieliła na wąskie paski, a bukiety wyrzuciła na podłogę. Roztrzaskała buty, rozbiła perfumy, a cały pokój wypełnił zapach cynamonu, rozmarynu i subtelny jaśmin. Chciała zniszczyć każdy ślad po Andrzeju.

Nagle złapała małą aksamitną szkatułkę, otworzyła ją i wyjęła dwa złote obrączki z grawerem na zawsze. Chwyciła ciężki topór, kilka razy uderzyła obrączki, które zamieniły się w małą kupkę żółtego metalu.

W tym momencie do pokoju weszła jej mama.

Ślubu nie będzie. Najlepszym rozwiązaniem będzie rozstanie usłyszała Łucja w telefonie od Andrzeja, trzy dni przed planowanym przyjęciem. Ten głos wciąż brzmiał w jej głowie.

Gdy wyszła z samochodu przy swoim bloku, zobaczyła ciemną sylwetkę mężczyzny.

Kto to może być? pomyślała, czy to Andrzej? Dwa nieoczekiwane spotkania w jeden dzień przypadek?

Dobry wieczór, Łucjo! Nie odrzucaj mnie, proszę, posłuchaj! zawołał cień.

Nie mogę powiedzieć, iż cieszę się, iż cię słyszę, Andrzeju, ale masz pięć minut. Liczę na to, iż nie będziesz mnie obrażał odparła Łucja, szczerze i stanowczo.

Andrzej, wyraźnie zdenerwowany, przeprosił, iż się boi i iż popełnił wiele błędów. Opowiedział o nieudanym małżeństwie, zdradzie żony i o tym, iż wciąż ją kocha. Próbował chwycić jej dłonie, ale Łucja odciągnęła je.

Co chciałeś jeszcze powiedzieć? spytała, a czas już odpłynął.

Rozmawiałem wczoraj z twoją przyjaciółką Weroniką. Obiecała mi, iż jeżeli wciąż mnie kochasz, da mi znak. Myślałem, iż dostanę szansę. westchnął.

Łucja odrzekła: Minus jeden twoja przyjaciółka.

Andrzej próbował przedstawić swoją wersję, ale Łucja go odrzuciła i odepchnęła. Po chwili Andrzej przyznał, iż po ich rozmowie uciekł w góry i wyłączył telefon. Próbował dotknąć blizny na jej przedramieniu, ale ona szarpnęła rękę i krzyknęła: Nie wolno!.

W jej głowie zaczęły układać się obrazy niczym kalejdoskop. Wszystkie brakujące elementy znalazły miejsce, pamięć wróciła.

Twoi rodzice i brat grozili, iż mnie zabiją, jeżeli się zbliżę. Obiecałem, iż nie będę w twoim życiu wyznał Andrzej. Stałem przy twoim łóżku w szpitalu, kiedy leżałaś pod kroplówkami. Nie wiedziałem, co zrobić. Chciałem, żebyś wróciła do uczelni, a jeżeli wciąż czujesz jakąś miłość, porzuć męża. Mam pieniądze i możliwości, nie pożałujesz. zakończył.

Na dworze słychało jedynie brzęczenie komarów i ćwierkanie koników. Nagle usłyszała huk otwierających się drzwi łazienki. Znajdując się w kąpieli z krwią w wodzie, zraniona ręka krwawiła. Zasłonięła oczy i zasnęła.

Budził ją przerażony krzyk ojca, którego szarość już dawno się pojawiła.

Córeczko! Coś się stało!

Później wspominała sufit szpitalnej izby, białe farby, sztywne opatrunki i ból, który nie był tylko fizyczny. Po trzech i pół miesiąca w szpitalu wróciła do domu, otulona opieką rodziców. Ręka już nie bolała, ale część jej ducha zmarła na zawsze.

Mimo iż lekarstwa ucichły ból ciała, nie przywróciły jej dawnej radości. Lata później, pracując jako kasjerka w marketcie, poznała Michała. Jego miłość pomogła jej wyleczyć zranione serce i znów poczuć chęć do życia. Poślubili się i wydawało się, iż nic nie zburzy ich małej oazy.

Chwila, muszę jeszcze porozmawiać z Andrzejem powiedziała Łucja i pobiegła na klatkę. Otworzyła drzwi, weszła do spiżarni i na najgłębszej półce znalazła zakurzoną szkatułkę.

Trzymaj podała Andrzejowi starą szkatułkę, którą znalazła pod wanną po przeprowadzce rodziców. Na jej dnie leżały dwa połamane obrączki, a w głowie Andrzeja zabrzmiała stare melodia:

Obrączka ślubna, nie zwykła ozdoba, dwóch serc jedność, nieskończoność, obrączka

Trzymając w ręku resztki dawnego szczęścia, Andrzej stał pod słabym światłem latarni, rozmyślając o tym, co mogło być.

Trzymaj się, kochana, i pamiętaj, iż życie potrafi zaskoczyć w najdziwniejszy sposób.

Idź do oryginalnego materiału