„NIETYPOWE SZCZĘŚCIE”
– Mamo, został nam ostatni sposób, żeby mieć dziecko – in vitro. Z Krzysztofem już wszystko ustaliliśmy. Nie próbuj mnie odwieść od tego pomysłu. Przyzwyczaj się – powiedziała Weronika jednym tchem.
– In vitro? Czyli będę miała wnuka „z probówki”? – nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam od własnej córki.
– Mamo, mów, jak chcesz. Jutro zaczynamy procedury. Wszystkie badania zrobione. Lekarze ostrzegli – to będzie długa i nieprzewidywalna droga. Nic nie jest pewne. Proszę, bądź dla nas cierpliwa – Weronika ciężko westchnęła.
Nie znalazłam słów, żeby odpowiedzieć. A przecież powinnam ją wspierać, dodać otuchy, pomóc albo przynajmniej… nie przeszkadzać.
Rozmawiałyśmy przez telefon. Rozumiałam, iż Weronika nie miała odwagi powiedzieć mi tego w cztery oczy – temat był zbyt delikatny.
Jej pierwsze małżeństwo z dziecięcym przyjacielem, Łukaszem, wydawało się idealne. Wydawało… Bo zaraz po ślubie, jeszcze w restauracji, pan młody, po kilku głębszych, wylądował w objęciach świadkowej. Weronika znalazła ich w „romantycznej” scenerii – zakurzonej spiżarni.
Łukasz, gdy ją zobaczył, bełkotał jakieś wymówki; świadkowa, chwytając swoje rzeczy i zasłaniając przezroczystym szalem nagie części ciała, uciekła jak niepyszna.
Weronika od razu wniosła o rozwód. Ja z mężem próbowaliśmy ją odwieść:
– Werka, nie podejmuj decyzji w gniewie. Po pijanemu różne głupoty się robi. Pewnie ta dziewczyna sama go wciągnęła do tej spiżarni. Łukasz to przecież przystojniak, każda by się skusiła. Wybacz mu, córeczko. Macie przed sobą całe życie.
– Nie, mamo. Nie wybaczę. Łukasz mnie zdradził, i to jak! Boli, ale nie chcę zaczynać małżeństwa od kłamstw i zdrady. Dzięki Bogu, iż stało się to w dniu ślubu – mniej cierpienia dla mnie.
Łukasz błagał, przepraszał, ale na nic.
…Po dwóch miesiącach okazało się, iż Weronika jest w ciąży. W tajemnicy przede mną usunęła dziecko. Gdybym wiedziała, pewnie błagałabym ją, żeby wróciła do Łukasza.
…Minął czas, a o rękę Weroniki zaczął starać się Krzysztof – najlepszy przyjaciel Łukasza. Od dawna ją kochał, ale nie chciał iść po przyjacielu. Teraz miał okazję. Weronika długo się wahała. Po zdradzie nie ufała nikomu. Przez trzy lata Krzysztof cierpliwie czekał, aż w końcu ją przekonał:
– Krzysztof, twoja propozycja małżeństwa przez cały czas jest aktualna?
– Oczywiście, Weroniko! Zgadzasz się zostać moją żoną? – ucałował jej dłoń.
Skinęła głową.
Krzysztof wyprawił huczne wesele. Byli wszyscy przyjaciele, tylko nie Łukasz. Ale „były” przysłał ogromny bujat pachnących lilii. Weronika odrzuciła go i oddała kwiaty niezamężnej koleżance.
Miała wtedy dwadzieścia osiem lat, Krzysztof – trzydzieści trzy. Minęły dwa lata małżeństwa, a dzieci nie było.
– Werka, macie jakiś plan z tymi wnukami, czy po prostu nie wychodzi? – zapytałam nieśmiało.
– Nie wychodzi, mamo. Coraz bardziej się martwię. Krzysztof milczy na ten temat. Pewnie obwinia siebie. Poczekamy jeszcze rok, a potem… – odwróciła wzrok.
– „Potem”… co? Weźmiecie z domu dziecka?
– Zobaczymy. Będziemy mieli dziecko. Jakimkolwiek sposobem. – Uśmiechnęła się tajemniczo.
– Oby! My z tatą już nie możemy się doczekać wnuka. – Pogłaskałam ją po głowie.
Minęły kolejne dwa lata…
Weronika powiedziała mi o in vitro. Byłam zdecydowanie przeciw:
– Weruniu, mówią, iż te dzieci nie mają duszy, częściej chorują, iż to nie są „normalne” dzieci…
– Mamo, ta metoda ma już prawie czterdzieści lat. Na całym świecie coraz więcej par z niej korzysta. „Dzieci z probówki” rodzą się takie same jak inne. Tylko droga do nich jest trudna. Nie wiesz, ile już przeszliśmy z Krzysztofem. Ale przygotuj się na wnuki – może być choćby bliźniaki! Nawiasem mówiąc, pierwsze kobiety po in vitro później urodziły naturalnie.
Zrozumiałam, iż proces już się rozpoczął. Pozostało tylko wierzyć i nie tracić nadziei.
…Droga do dziecka okazała się droga, wyczerpująca i pełna stresu. Weronika zaszła w ciążę dopiero za czwartym razem. Przez terapię hormonalną przytyła, miała huśtawki nastrojów. Krzysztof wyglądał na zmęczonego jej płaczem i niekontrolowanym śmiechem.
– Mamo, boję się kichnąć, kaszlnąć… A nuż wszystko strace? Nie dam rady przejść przez to po raz piąty. Jestem wykończona. A to wszystko przez tamtą decyzję… Czy mogłam postąpić inaczej? Teraz za to płacę. – Ocierała łzę.
Musieli dwukrotnie wyjechać nad morze, żeby odpocząć. Weronika była na skraju załamania. Krzysztof nie odstępował jej na krok – jego wsparcie było bezcenne.
– Krzysztof to moja skała. Bez nie bym tego nie przeżyła.
…Po ośmiu miesiącach niepewności urodziła się nasza Zosia. Dzieci z in vitro często przychodzą na świat trochę wcześniej.
Cała rodzina była wniebowzięta. Choć mama Krzysztofa na początku wątpiła, czy Zosia jest jego:
– Synu, a nPo latach, gdy Zosia zapytała, jak przyszła na świat, Weronika i Krzysztof usiedli z nią wieczorem i opowiedzieli jej całą historię, kończąc słowami: „Każde dziecko jest cudem, a ty jesteś naszym największym szczęściem”.