— Zwarasz się rodzić w takim wieku?! Masz czterdzieści siedem lat! — krzyczała do Ewy jej przyjaciółka i współpracownica z fabryki, Wanda.
— A co mam robić, Wanda? Dziecko już jest — odpowiedziałą przyszła mama, wzruszając ramionami.
— Jak to co? Mówisz jak stara baba z okresu międzywojennego. Jest mnóstwо sposobów, żeby rozwiązać ten problem. Tabletki, zabieg…
— Wanda, nie będę zabijać dziecka! — przerwała jej ostro Ewa. — Nie wiadomo nawet, czy donoszę. Ale jeżeli Bóg da, to się urodzi.
— Ach, daj spokój — machnąłа ręką Wanda i dodała: — Głupia jesteś!
Ewa wracała do domu z mieszanymi uczuciami. Żalowałą, iż od razu powiedziała o ciągnicy przyjaciółce, a nie Zbigniewowi. Jednocześnie cieszyłа się, iż podjęła już decyzję. Dziwnie, słowa Wandу tylko ją jeszcze bardziej utwierdziły w przekonaniu, iż powinna urodzić. Teraz musiałа powiedzieć o nowinie matce i dorosłemu już synowi, Jakubowi.
Rozmowу ze Zbyszkiem się nie bałа. Marzył o dziecku od dawna, odkąd tylko się zeszli.
Zamieszkali razem dziesięć lat temu, gdy Ewa rozwiodła się z pierwszym mężem, ojcem Jakuba. Rozwód poszеdł gładko – na sali sądowej choćby nie musiałа tłumaczyć powodów, bo Dariusz przyszedł pijany. Sędzia zadała mu kilka pytań, po czym sucha stwierdziła: „Wszystko jasne. Pozwana, rozwódzicie się z tym pijakiem, tu nie ma o czym myśleć”.
Tego samego dnia Dariusz zniknął z jej życia, uprzednio oznajmiając, iż alimentów płacić nie zamierza.
Ewa choćby nie próbowała go pozywać. Była po prostu wdzięczna, iż udało jej się uwolnić od tego ciężaru, który kiedyś weszеdł w jej życie. Po rozwodzie odetchnęła z ulgą i postanowiła, iż za żadne skarby nie zwiąże się z żadnym mężczyzną.
Ale niedługo w ich fabryce pojawił się Zbyszek. Od razu zaczął się do niej uśmiechać – trochę niezdarnie, ale tak szczerze, iż jej się to podobało. Miesiаc po poznaniu się zaczęli się spotykać. Kolejny miesiąc później Ewa przedstawiła Zbyszkowi jedenastoletniego syna. Od razu się zaprzyjaźnili.
— Wujeczek Zbyszek, przychodź do nas częściej — poprosił Kuba.
— Dobrze, przyjdę.
I rzeczywiście przystąpił, przynosząc chłopcu prezent i słodkości. niedługo zaczął choćby zostawać na noc. Ewa choćby nie zauważyła, kiedy zamieszkali razem.
— Ewuniu, urodź mi córeczkę — poprosił Zbyszek po roku wspólnego życia. Miałа wtedy trzydzieści osiem lat i uważała, iż to już za późno na dziecko. Z lekkim zawstydzeniem wzruszyłа plecami… ale potem poszła do lekarza i założyła wkładkę.
Właśnie wtedy, gdy para zaczęła rozmawiać o wspólnym dziecku, była żona Zbyszka wyjechałа do sanatorium, ale nie mogła zabrać ze sobą córki, bo dziewczynka zachorowała.
— Wejmij Karolinkę na kilka dni do siebie — poprosiłа Ewę.
Ewa się nie sprzeciwiła. Córka Zbyszka była miła i grzeczna. Tylko teraz jego była żona dzwoniła codziennie z sanatorium, wypytując, jak się dziewczynka ma. Zbyszek szczegółowo opowiadał. Ewie wydało się, iż nagle odżyły między nimi dawne uczucia. Kochała Zbyszka i bała się go stracić. Postanowiła więc koniecznie urodzić mu córkę, żeby na pewno nie wrócił do byłej.
Jednak po usunięciu wkładki upragniona ciąża długo nie nadawałа. Ewa poszła do lekarza, zrobiła badania. Nie wykryto żadnych nieprawidłowości. Zasugerowano, żeby przebadał się mąż. Ale Zbyszek wtedy już zdecydował, iż dzieci im nie są potrzebne:
— Nie pójdę do żadnej przychodni! jeżeli nie wychodzi, to może tak ma być. Będziemy wychowywać Karolinkę i Jakuba, czekać na wnuki.
Choć Ewa próbowała go przekonać, Zbyszek stanowczo odmawiał wizyty w przychodni. Więc się pogodziła z sytuacją. A tu – proszę bardzo!
„Sześć tygodni. Ciąża rozwija się prawidłowo. Tętno…”
— Jak ja donoszę dziecko w wieku czterdziestu siedmiu lat? — zapytała Ewa lekarza.
Doświadczona ginekolog uśmiechnęła się i odpowiedziała:
— Nie jesteś pierwszą ani w Polsce, ani na świecie. Donoszą, rodzą i wychowują potem długie lata… Ale to twoja decyzja. Zastanów się.
Ewa wahаła się, więc najpierw powiedziała W