Rodzice boleśnie odczuwają mieszkaniową drożyznę. "Rata kredytu skoczyła z 1500 zł na 3000 zł"

gazeta.pl 8 godzin temu
Zdjęcie: Shutterstosck/Natalia Lebedinskaia


Hasło: "mieszkanie jest prawem każdego człowieka, a nie towarem" w polskiej rzeczywistości, wydaje się nie mieć racji bytu. Mieszkania są towarem i to tak bardzo luksusowym, iż dla wielu praktycznie niedostępnym. Odczuwają to boleśnie zwłaszcza pary myślące o dzieciach czy młode rodziny. Im większy metraż, tym, przez astronomiczne ceny, bardziej odległe wydają się marzenia o własnym "M".
- Większość zarobionych pieniędzy zjada nam kredyt. Wraz z mężem cztery lata temu kupiliśmy mieszkanie. Rata miała wynosić 1500 zł, ale gwałtownie podskoczyła do prawie 3000 zł. Najpierw przez galopującą inflację, a później przez wybuch wojny w Ukrainie - mówi mi Klaudia, mama rocznego chłopca. Nasza czytelniczka wspomina, iż wydatki mieszkaniowe nie należą do najmniejszych, jednak dzięki temu, iż wraz z mężem są wciąż aktywni zawodowo, udaje im się spiąć budżet.


REKLAMA


Może i faktycznie na początku byłoby taniej wynajmować, ale z drugiej strony pojawia się myśl: przecież ceny wynajmu to już rata za mieszkanie


- wspomina i dodaje, iż z powodów finansowych do pracy wróciła zaledwie dwa miesiące po porodzie. Klaudia wspomina, iż oprócz samych kosztów mieszkaniowych najwięcej wydaje na swoje dziecko. - choćby po wprowadzeniu tych wszystkich pomocowych programów dla pracujących rodziców cena naszego żłobka aktualnie wynosi 2200 zł, a do tego wyżywienie. Niby 1500 zł dokłada państwo, ale resztę my. Co miesiąc 800 plus, ale mam wrażenie, iż jeżeli chodzi o wydatki dla dziecka, to i tak jest to kropla w morzu potrzeb. Zajęcia dla malucha, wcześniej chodziliśmy do logopedy (koszt 30 minut zajęć to 70 zł co tydzień) - mówi.
W tym roku rodzina planuje także generalny remont mieszkania. Z kosztorysu wysłanego przez firmę wynika, iż będą musieli przeznaczyć na ten cel ok. 50 tys. zł. Małżeństwo liczy się z faktem, iż będzie musiało skorzystać ze wsparcia rodziców.


Zobacz wideo Bezpieczny kredyt 2% "wymiata" mieszkania z rynku. Marże deweloperów najwyższe od dekady?


Mają własne mieszkanie w Warszawie. Na zakup większego ich nie stać
Z kolei pani Natalia, mama dwójki dzieci, mieszka w 52-metrowym mieszkaniu na warszawskim Bemowie. Miesięcznie za czynsz i fundusz remontowy płaci 905 zł.
"Kiedy osiem lat temu wprowadzaliśmy się do mieszkania, to było niecałe 500 zł, więc, jak widać, aktualnie płacimy dwukrotność tego, co kiedyś. W czynsz wlicza się zaliczka za wodę i rzadko kiedy zdarza się, żebyśmy musieli dopłacać. Czasami jednak tak bywa. jeżeli chodzi o prąd, płacimy raz w miesiącu około 200 zł" - twierdzi.


Na ten moment nie mamy kredytu, a mieszkanie, w którym mieszkamy, jest nasze. Myśleliśmy o zmianie na większe, które będzie miało osobne pokoje dla dzieci, sypialnię i salon z kuchnią. Niestety, patrząc na aktualne ceny mieszkań i raty kredytów, na ten moment jest to dla nas nieosiągalne. Póki nasze dzieci nie podrosną, będą musiały dzielić pokój razem


- dodaje.


Mieszkanie bezczynszowe, a rachunki niemałe. "Pranie robią non stop"
Natomiast pani Wiktoria mieszka z mężem i córką w mieszkaniu w niedużej miejscowości pod Warszawą. "Nie mam czynszu, a więc omija nas ta cała 'przyjemność' składek (które z niewiadomych przyczyn stale rosną, a winda i tak się psuje przynajmniej raz w tygodniu). Więc sami sobie musimy ogarniać jakieś naprawy, wywóz śmieci itd. Za prąd i gaz płacimy ok. 500 zł na miesiąc, a za wodę nieco ponad 100 zł miesięcznie. Do tego wywóz śmieci 80 zł miesięcznie. Łącznie jakoś koło 700 zł" - wymienia. Zauważyła, iż wraz z pojawieniem się dziecka w rodzinie koszty utrzymania wzrosły.
"Pranie robię non stop, więc pralka i suszarka chodzą kilka razy w tygodniu. Codzienna kąpiel zamiast prysznica to też spore zużycie wody. Zabawki, szczególnie w okresie urodzin albo świąt, to dodatkowe kartony i plastiki do wywalenia. Co prawda za odbiór większej ilości odpadów nie dopłacamy, ale nieraz jest tak, iż te 'suche' śmieci musimy składować w domu do czasu przyjazdu śmieciarki, bo odbiór jest np. tylko raz w miesiącu. Czasem wolałabym dopłacić" - mówi.
Wynajmuje mieszkanie z mężem i dziećmi. "To spokojniejsza opcja"
W nieco innej sytuacji jest pani Monika, matka dwójki dzieci. Chociaż ma zdolność kredytową, nie zdecydowała się z mężem na zakup własnego mieszkania. Powód? Po pierwsze, rodzinie brakuje środków na wkład własny, po drugie, boją się rosnących stóp procentowych.


Nie możemy zdecydować się na zakup własnego lokum. Boję się, iż kredyt nas zmiażdży


- przyznała nasza czytelniczka i dodała, iż wraz z rodziną wynajmuje mieszkanie w Warszawie. Uważa, iż ta opcja gwarantuje jej większy spokój. Dodatkowym atutem jest to, iż trafiła na uczciwych właścicieli, z którymi łatwo się dogadać.


"Rachunki za gaz, prąd i czynsz rosną w zawrotnym tempie"
Pani Marzena mieszka wraz z mężem i dwoma synami w 60-metrowym mieszkaniu w Białymstoku. Przyznaje, iż od kilku lat rachunki za gaz, prąd i czynsz rosną w zawrotnym tempie.
- Wystarczy porównać zestawienia sprzed kilku lat z tymi, które przychodzą obecnie. Różnice są niekiedy naprawdę spore. Razem z mężem zarabiamy całkiem nieźle, a i tak spora część zarobków idzie na opłaty. Oczywiście nie tylko mieszkaniowe, choć spora część właśnie na te. Nie spędzamy dużo czasu w mieszkaniu, ale myślę, iż gdybyśmy tam ciągle przesiadywali, koszty byłyby większe. W zasadzie za czynsz i prąd płacimy ok. 1500 złotych. To niby nie tak źle, ale jak doliczę koszty jedzenia i artykułów pierwszej potrzeby, kwota wydaje się już całkiem duża - powiedziała.
W opinii kobiety koszty byłyby niższe, gdyby zaczęli oszczędzać, czyli np. rzadziej palić światło, zużywać mniej ciepłej wody i po każdym użyciu wyjmować ładowarki z kontaktów.


Mamy własne mieszkanie, bez kredytu. Gdyby mi przyszło płacić jeszcze kilka tysięcy złotych za mieszkanie, naprawdę trudno byłoby cokolwiek odłożyć. Teraz już ciułamy, jak możemy, ale nie jest łatwo


- dodaje.


A ile Wy, drodzy internauci, płacicie za czynsz, prąd i inne opłaty mieszkaniowe? A może wynajmujecie mieszkanie i uważacie, iż to lepsza opcja niż kupno nieruchomości na kredyt? Dajcie znać w komentarzu lub napiszcie do nas maila: magdalena.wrobel@grupagazeta.pl. Zachęcamy także do udziału w sondzie.
Idź do oryginalnego materiału