Dopiero od pewnego czasu, odkąd zostali emerytami, zacząłem ich trochę unikać. Staram się nie przypominać im o sobie, choć oni regularnie przypominają o sobie nam… A wszystko dlatego, iż coraz częściej proszą nas o pieniądze. Rozumiem, iż dzieci powinny pomagać starszym rodzicom – to naturalne. Ale każda pomoc ma swoje granice.
Kilka miesięcy po przejściu na emeryturę żona poprosiła mnie o wsparcie dla jej rodziców. Tłumaczyła, iż mają bardzo niskie świadczenia, a trzeba opłacać rachunki. Teść dodatkowo trafił wtedy do szpitala. Oczywiście bez wahania pomogłem – przecież to rodzina! Nie traktowałem tego jak pożyczki, po prostu dałem im potrzebną kwotę. Tak było najuczciwiej.
Minęło trochę czasu i sytuacja się powtórzyła. Znowu brakowało pieniędzy, znowu żona poprosiła o wsparcie. I znów dałem, nie wnikając w szczegóły – bo gdzie starsi ludzie mają szukać pomocy, jak nie u dzieci? Przecież nikt im kredytu nie da.
Ale niedługo zaczęło się to robić regularne. Po kolejnej rozmowie z matką żona znów przyszła do mnie z prośbą o pieniądze. Argument ten sam: niska emerytura, leki, codzienne wydatki. Z jednej strony było mi ich szkoda, więc znowu dałem. Ale w głowie zaczęło mi kiełkować pytanie: dokąd to prowadzi?
Ja też ciężko pracuję, żeby nasza rodzina mogła godnie żyć i coś odłożyć na przyszłość. Mam żonę i dzieci, którym też trzeba zapewnić przyszłość. Te pieniądze moglibyśmy przeznaczyć na własne potrzeby.
Moich rodziców nigdy nie musiałem wspierać finansowo. Oni również żyją z emerytur, ale jakoś sobie radzą. Gdy pytałem, czy czegoś im potrzeba, zawsze odmawiali. A rodzice żony? Ciągle brakuje, ciągle proszą… I zastanawiam się: dlaczego inni potrafią żyć z tego, co mają, a im wciąż nie wystarcza?
Ostatnio żona znowu poprosiła o pieniądze. Tym razem powiedziałem, iż chwilowo nie mam. I wtedy po raz pierwszy naprawdę pomyślałem: czy to się kiedyś skończy? A może będę musiał utrzymywać ich do końca życia?
Nie umiem odmówić żonie ani jej rodzicom, ale czuję, iż jestem między młotem a kowadłem. Boję się, iż jeżeli raz odmówię, oni się obrażą. A jeżeli zawsze będę dawał – uzależnią się od tego.
Nie wiem, jak znaleźć wyjście. Chcę, żeby wszystkim było dobrze, ale zaczynam mieć wrażenie, iż rozwiązania nie ma…