Teściowa na bezrobociu

polregion.pl 2 godzin temu

Zatrudniłam synową

Łucja Kowalska siedziała w autobusie i patrzyła przez okno na znajome ulice. Każdego ranka ta sama droga do pracy, te same przystanki, te same twarze współpasażerów. Tylko dziś wszystko było inaczej. Dziś jechała po raz ostatni.

W torebce leżało wypowiedzenie z własnej woli. Formułka standardowa, nic szczególnego. Ale za tymi słowami kryła się historia, w którą Łucja do tej pory nie mogła uwierzyć.

Autobus zatrzymał się przy centrum handlowym, gdzie mieściło się biuro firmy jej syna. Tej samej firmy, w której przepracowała jako księgowa cztery lata. Tej samej firmy, którą Tadeusz założył zaraz po studiach, z jej pomocą i wsparciem.

— Mamo, jesteś pewna? — spytał Tadeusz wieczorem, gdy przyniosła mu wypowiedzenie. — Może jednak się jeszcze zastanowisz?

— Pewna, Tadziu — odpowiedziała wtedy. — Tak będzie lepiej dla wszystkich.

Ale teraz, wchodząc po schodach do biura, Łucja czuła, jak ściska się jej serce. Cztery lata życia, cztery lata pracy, cztery lata dumy z sukcesów syna zostały w tyle.

Wszystko zaczęło się tego dnia, gdy Tadeusz przyprowadził do domu Magdę. Piękna dziewczyna, mądra, z dyplomem ekonomii. Łucja od razu ją polubiła, cieszyła się, iż syn znalazł godną towarzyszkę życia.

— Mamo, poznaj, to Magda — powiedział wówczas Tadeusz, promieniejąc szczęściem. — Moja narzeczona.

— Bardzo mi miło, pani Łucjo — Magda wyciągnęła dłoń i uśmiechnęła się. — Tadek tak wiele o pani opowiadał.

Pobrali się po roku. Wesele było skromne, ale serdeczne. Łucja sama przygotowała poczęstunek, dekorowała salę, krzątała się jak mrówka. Chciała, by święto młodych było niezapomniane.

Po ślubie Magda wprowadziła się do ich mieszkania. Dwa pokoje, niewielkie, ale miejsca starczało dla wszystkich. Łucja zawsze marzyła o dużej rodzinie, o dziecięcym śmiechu w domu.

— Mamo, a co, jakby Magda pracowała z nami? — zaproponował kiedyś Tadeusz przy kolacji. — Ma wykształcenie ekonomiczne, mogłaby pomóc w rozwoju firmy.

— Oczywiście — zgodziła się Łucja. — Im więcej mądrych głów, tym lepiej.

Magda zaczęła pracować jako menedżerka ds. sprzedaży. Energiczna, ambitna, gwałtownie się wdrożyła i zaczęła przynosić dobre wyniki. Firma rosła, przybywało klientów, zyski rosły.

— Pani Łucjo, mogę z panią porozmawiać? — zwróciła się kiedyś Magda, wchodząc do księgowości.

— Jasne, córeczko. Co się stało?

— Zastanawiałam się, może warto zmodernizować księgowość? Przenieść wszystko na nowe programy, usprawnić procesy.

Łucja skinęła głową. Sama rozumiała, iż stare metody powoli odchodzą w przeszłość.

— Masz rację, Magduś. Ale w moim wieku trudno nauczyć się nowych programów. Ręce już nie te, pamięć szwankuje.

— Nic nie szkodzi — uśmiechnęła się Magda. — Pomogę. Razem się tego nauczymy.

I rzeczywiście pomagała. Pokazywała, tłumaczyła, cierpliwie powtarzała. Łucja starała się ze wszystkich sił, ale nowości komputerowe nie przychodziły jej łatwo.

Tadeusz też wspierał matkę, chwalił za starania. Firma tymczasem wciąż się rozwijała. Przybyło pracowników, powiększono biuro, rosła góra dokumentów.

— Mamo, jak dajesz radę? — pytał syn. — Nie za dużo tej pracy?

— Daję radę, Tadziu. Choć, przyznam, coraz ciężej.

Łucja naprawdę się męczyła. Wcześniej sama prowadziła księgowość małej firmy, teraz dokumentów było wielokrotnie więcej. Zostawała po godzinach, zabierała pracę do domu.

— Może zatrudnimy drugą księgową? — proponował Tadeusz.

— Po co niepotrzebne wydatki? — oponowała Magda. — Pani Łucja ma doświadczenie, da radę. Tylko trzeba czasu w przestawienie się.

Magda coraz częściej zaczęła wytykać błędy w pracy. Raport nie na czas, pomyłka w wyliczeniach, dokumenty niezgodne z wymogami.

— Pani Łucjo, trzeba być bardziej uważną — mówiła. — Od naszej pracy zależy reputacja firmy.

— Przepraszam, Magduś. Postaram się.

Łucja naprawdę się starała. Sprawdzała każdą cyfrę, ślęczała nad papierami do późna. Ale błędy i tak się wkradały. Wiek dawał o sobie znać.

— Tadek, musimy poważnie porozmawiać — powiedziała kiedyś Magda, myśląc, iż Łucja nie słyszy.

— O czym?

— O twojej mamie. Nie wyrabia z pracą. Ciągłe błędy, spóźnienia. To wpływa na całą firmę.

— Magda, nie przesadzaj. Mama pracuje sumiennie.

— Sumiennie, ale nieefektywnie. Tadek, musisz zrozumieć, iż biznes to biznes. Nie możemy trzymać nieefektywnych pracowników, choćby jeżeli to rodzina.

Łucja słuchała tej rozmowy i czuła, jak robi się jej zimno w środku. Nieefektywny pracownik. Tak teraz mówiła o niej synowa, którą pokochała jak własną córkę.

— Mamo, jak w pracy? — spytał następnego dnia Tadeusz.

— Normalnie, synku. A co?

— Tak, pytam. jeżeli coś nie wychodzi, mów. Pomożemy.

Łucja skinęła głową, ale nie poprosiła o pomoc. Wiedziała, iż Magda ma rację. Roboty było za dużo, coraz trudniej było nadążyć.

Z urzędu skarbowego zaczęły przychodzić uwagi. Magda za każdym razem podkreślała, iż to przez błędy w dokumentacji księgowej.

— Pani Łucjo, dostaliśmy karę — oznajmiła pewnego ranka. — Znowu źle obliczone podatki.

— Ale sprawdzałam kilka razy…

— Nie dość dokładnie. To już trzecia kara w tym miesiącu.

Tadeusz coraz częściej marszczył czoło, przeglądając księgowe zestawienia. A Magda otwarcie okazywała swoje niezadowolenie.

— Tadek, tracimy pieniądze — mówiła. — Kary, odsetki, klienci niezadowoleni z opóźnień. Tak dalej być nie może.

— A co proponujesz?

— Zatrudnić profesjonalną księgową. Młodą, energiczną, znającą nowe przepisy.

— A mama?

— Mama może zająć się domem. W jej wieku to normalne.

Łucja siedziała w księgowości i myślała, jak zmieniło się jej życie. Kiedyś czuła się potrzebna, ważna. Firma była jej dziełem nie mniej niż syna. Teraz stała się ciężarem.

— Mamo, mogę wejśćŁucja zasnęła tego wieczoru z myślą, iż choć drzwi jednego rozdziału się zamknęły, to gdzieś czekają już nowe, gotowe, by otworzyć przed nią nieznane jeszcze ścieżki.

Idź do oryginalnego materiału