— W naszej rodzinie cztery pokolenia mężczyzn pracowały na kolei! A ty, co wnosisz? — Gabrysię — odpowiedziała cicho Anna, głaszcząc brzuch. — Damy jej na imię Gabrysia

polregion.pl 3 godzin temu

W naszej rodzinie cztery pokolenia mężczyzn pracowały na kolei! A ty? Co ty wnosisz? wycedziła z goryczą Elżbieta Mirosławowna, rzucając na stół wynik badania USG. Wszyscy byliśmy kolejarzami, a ty…?

Jagódkę odpowiedziała cicho Anna, głaszcząc brzuch. Nazwiemy ją Jagódka.

Jagoda przeciągnęła teściowa, kręcąc głową. No, chociaż imię ma normalne. Tylko co z niej za pożytek? Komu ta twoja Jagoda będzie potrzebna?

Marcin w milczeniu patrzył w telefon. Kiedy żona zapytała go o zdanie, wzruszył jedynie ramionami:
Cóż, jest jak jest. Może następnym razem będzie chłopiec.

Serce Anny zacisnęło się boleśnie. Następnym razem? A ta maleńka to co, próba generalna?

Jagódka przyszła na świat w styczniu drobniutka, z wielkimi oczami i bujną, ciemną czupryną. Marcin pojawił się tylko na wyjście ze szpitala, podarował naręcze goździków i reklamówkę z ubrankami.

Ładna powiedział cicho, zaglądając do wózka. Podobna do ciebie.

Ale nosek twój uśmiechnęła się Anna. I ten uparty podbródek.

Daj spokój odburknął Marcin. Wszystkie dzieci tak wyglądają w tym wieku.

W domu Elżbieta Mirosławowna powitała ich z grymasem na twarzy.
Sąsiadka Wiesia pytała, czy wnuk, czy wnuczka. Wstyd się było przyznać mruknęła. Ja, w tym wieku, z lalkami mam się bawić

Anna zamknęła się w pokoju dziecięcym i cicho zapłakała, tuląc córkę do siebie.

Marcin coraz więcej pracował. Brał dodatkowe zmiany na torowisku, dorabiał na bocznicy. Tłumaczył, iż rodzina kosztuje, szczególnie z dzieckiem. W domu pojawiał się późno, zmęczony i małomówny.

Ona czeka na ciebie mówiła Anna, gdy mąż przechodził obojętnie obok pokoju dziecięcego. Jagódka rozpromienia się, gdy słyszy twoje kroki.

Jestem zmęczony, Aniu. Jutro muszę wstać wcześniej do roboty.

choćby się z nią nie przywitałeś

Mała jest, nic nie rozumie.

A jednak Jagódka rozumiała. Anna widziała, jak córka odwraca główkę do drzwi, gdy słyszy kroki taty. A potem długo patrzy w pustkę, gdy cichną na korytarzu.

Gdy miała osiem miesięcy, Jagódka zachorowała. Najpierw gorączka wzrosła do trzydziestu ośmiu, potem do trzydziestu dziewięciu. Anna wezwała pogotowie, ale lekarz zalecił zostać w domu i zbijać temperaturę. Nad ranem gorączka skoczyła do czterdziestu.

Marcinie, wstawaj! Anna szarpała go za ramię. Jagódka jest w bardzo złym stanie!

Która godzina? Marcin z trudem otworzył oczy.

Siódma. Nie spałam z nią całą noc. Musimy jechać do szpitala!

Tak wcześnie? Może poczekamy do wieczora? Mam dziś istotną zmianę

Anna patrzyła na niego, jakby widziała obcego człowieka.
Twoja córka płonie z gorączki, a ty myślisz o pracy?!

Przecież od tego się nie umiera Dzieci przecież chorują często.

Pojechała sama taksówką do szpitala.

Lekarze natychmiast położyli Jagódkę na oddziale zakaźnym. Podejrzewali zapalenie potrzebna była punkcja lędźwiowa.

Gdzie ojciec dziecka? zapytał ordynator. Potrzebne są zgody obojga rodziców.

Pracuje Przyjedzie odparła Anna.

Cały dzień próbowała dodzwonić się do Marcina. Telefon milczał. O siódmej wieczorem w końcu odebrał.

Aniu, jestem na stacji, sprawy

Marcinie, Jagódka ma podejrzenie zapalenia opon mózgowych! Musisz podpisać zgodę na punkcję! Lekarze czekają!

Co? Jaka punkcja? Nic nie rozumiem

Przyjedź natychmiast!

Nie mogę, do jedenastej mam zmianę. Potem z chłopakami się umówiłem

Anna rozłączyła się bez słowa.

Podpisała zgodę sama jako matka, miała do tego prawdo. Punkcję zrobili w pełnym znieczuleniu. Jagódka leżała maleńka na ogromnym stole operacyjnym.

Wyniki będą jutro powiedział lekarz. o ile to zapalenie opon, leczenie potrwa długo. Miesiąc, półtora.

Anna została w szpitalu na noc. Jagódka leżała pod kroplówką, blada, nieruchoma. Tylko klatka piersiowa unosiła się i opadała słabiutko.

Marcin zjawił się następnego dnia koło południa. Niezgolony, wygnieciony.

No i jak? zapytał, nie wchodząc do sali.

Źle odpowiedziała Anna. Wyników jeszcze nie ma.

A co jej robili? To jak to się nazywa

Punkcja lędźwiowa. Płyn z kręgosłupa pobierali na badania.

Marcin pobladł.

Bolało ją?

Była pod narkozą. Nic nie poczuła.

Podszedł do łóżeczka i zamarł. Jagódka spała, maleńka rączka wystawała spod kołderki, przyczepiony do nadgarstka wenflon rzucał cień na pościel.

Jest taka maleńka wymamrotał Marcin. Nie zastanawiałem się

Anna nie odpowiedziała.

Wyniki okazały się dobre nie było zapalenia opon mózgowych. Zwykła infekcja wirusowa z powikłaniami. Leczenie możliwe w domu, pod nadzorem lekarza.

Udało się westchnął ordynator. Jeszcze dzień, dwa zwłoki byłoby gorzej.

W drodze do domu Marcin milczał. Dopiero pod klatką spytał cicho:
Ja jestem naprawdę taki zły ojciec?

Anna poprawiła śpiącą córkę na ramieniu i popatrzyła mężowi w oczy.
A jak ty myślisz?

Myślałem, iż mamy czas. Że mała nic nie rozumie. A gdy zobaczyłem ją, taką bezradną, z tymi rurkami Zrozumiałem, iż mogę ją stracić. I iż mam co stracić.

Marcinie, ona potrzebuje ojca. Nie żywiciela, nie kogoś, kto przynosi pieniądze. Ojca, który zna jej imię. Który wie, jaka jest jej ulubiona zabawka.

Jakie? spytał cicho.

Gumowy jeżyk i grzechotka z dzwoneczkami. Kiedy wracasz, zawsze pełza do drzwi. Czeka, iż ją podniesiesz.

Marcin opuścił głowę.

Nie wiedziałem

Teraz już wiesz.

W domu Jagódka obudziła się i zapłakała cienkim, błagalnym płaczem. Marcin odruchowo wyciągnął ręce, ale się zawahał.

Mogę? spytał Annę.

To twoja córka.

Ostrożnie wziął Jagódkę na ręce. Dziewczynka od razu, z powagą, spojrzała mu prosto w oczy, ścisnęła jego palec.

Cześć, maleńka szepnął Marcin. Wybacz, iż nie było mnie przy tobie, kiedy się bałaś.

Jagódka dotknęła jego policzka.

Tata wyraźnie powiedziała.

To było jej pierwsze słowo.

Marcin szeroko otworzył oczy.

Powiedziała?

Mówi tak już od tygodnia uśmiechnęła się Anna. Tylko czekała na adekwatny moment.

Wieczorem, gdy Jagódka zasnęła w ramionach taty, Marcin delikatnie przeniósł ją do łóżeczka. Nie obudziła się, tylko mocniej złapała go za palec.

Nie chce mnie puścić zdziwił się.

Boi się, iż znowu znikniesz wyjaśniła Anna.

Długo siedział przy łóżeczku, nie chcąc się wyplątać z jej uścisku.

Wezmę jutro wolne powiedział do żony. I pojutrze też. Chcę lepiej poznać moją córkę.

A praca? Nadgodziny?

Będziemy żyć skromniej, albo znajdziemy inny sposób. Ważne, żeby nie przegapić, jak rośnie.

Anna podeszła i objęła go mocno.

Lepiej późno, niż wcale.

Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdyby coś się jej stało, a ja choćby bym nie wiedział, jak się nazywa jej ulubiona zabawka Albo iż już mówi tata wyszeptał Marcin, patrząc na śpiącą córkę.

Tydzień później, kiedy Jagódka wyzdrowiała, poszli we trójkę do parku. Dziewczynka siedziała ojcu na ramionach, roześmiana, wyciągała ręce po żółte liście klonu.

Zobacz, jaka piękna jesień, Jagódko! pokazywał jej Marcin. Tam jest wiewiórka!

Anna szła obok i myślała, iż czasem trzeba być o krok od utraty najdroższego, by zrozumieć jego wartość.

W domu czekała ich Elżbieta Mirosławowna z niezadowolenia malującym się na twarzy.

Marcinie, Wiesia mówiła, iż jej wnuk już gra w piłkę. A twoja wciąż tylko w lalki

Moja córka jest najwspanialsza na świecie spokojnie odpowiedział Marcin, sadzając Jagódkę na podłodze i podając jej gumowego jeżyka. I lalki są świetne.

Ale ród się skończy…

Nie skończy się. Będzie trwał dalej tylko, iż inaczej.

Teściowa chciała coś powiedzieć, ale Jagódka podpełzła do niej i wyciągnęła rączki.

Babi! zawołała i szeroko się uśmiechnęła.

Elżbieta bezradnie wzięła wnuczkę na ręce.

Ona ona mówi! zdziwiła się.

Nasza Jagódka jest bardzo mądra powiedział z dumą Marcin. Prawda, córeczko?

Tata! zawtórowała dziewczynka, klaszcząc w rączki.

Anna patrzyła na nich i myślała, iż największe szczęście rodzi się czasem przez łzy. Że największa miłość nie przychodzi od razu, ale dojrzewa w bólu i lęku przed stratą.

Wieczorem Marcin układał Jagódkę do snu i cicho śpiewał jej kołysankę. Jego głos był ochrypły, trochę nieśmiały, a Jagódka słuchała, patrząc wielkimi oczami.

Nigdy wcześniej jej nie śpiewałeś zauważyła Anna.

Jeszcze wiele muszę nadrobić odpowiedział Marcin. Ale teraz mam na to czas.

Jagódka zasnęła, mocno trzymając tatę za palec. Marcin nie wyrwał się siedział w ciemności, zasłuchany w jej oddech i świadomy, ile można przegapić, jeżeli nie zatrzymać się w porę i nie spojrzeć na to, co naprawdę ważne.

A Jagódka spała i uśmiechała się przez sen, bo już wiedziała, iż tata nigdzie nie pójdzie.

Tę historię nadesłała jedna z naszych czytelniczek. Czasem los wymaga wielkiej próby, by obudzić w człowieku największą czułość. Czy wierzycie, iż można się zmienić, gdy zagrożone zostaje to, co najdroższe?

Idź do oryginalnego materiału