Dziennika wpis 2 stycznia
Nie rozpakowuj walizki właśnie się wyprowadzasz.
Co się stało? spytała z wojskową nutą w głosie Iwonka, gdy wszedłem do pokoju. Leżałem na kanapie i nie ruszyłem się na jej widok.
Stało się, kochanie, iż odchodzisz ode mnie! Dlatego walizki nie rozpakowuj rozwodzimy się i dziś się wyprowadzasz! odpowiedziałem.
Iwonka przez chwilę myślała, iż się przesłyszała. Kochanie?
Czy ty widzisz, jakim jestem misiem? Mam przecież prawie dwa metry wzrostu! odpowiedziałem kiedyś Świetce, kiedy zaproponowała mi, żebym zagrał królika na jej imprezie.
No i co z tego? Możesz być królik-gigant podepczesz wszystkich i znikniesz w podskokach! rzuciła śmieszkująca kumpela.
A jaki macie rozmiar kostiumu królika? zapytałem.
O matko! Przecież nasz królik jest malutki! Czemu od razu o tym nie pomyślałam zamyśliła się Świetka.
Po chwili dodała:
To może tak: ty zagrasz Świętego Mikołaja, a Mikołajek przebrałby się za króliczka jest od ciebie dużo mniejszy!
A czy jego ubranie na mnie pasuje? spytałem. Ten płaszcz, czy co on tam nosi?
Akurat! Na niego jest zawsze za duży musi podwijać rękawy!
A tekst? Ja przecież nie wiem, co mówić!
Jaki tekst? Sama improwizacja, przecież jesteś absolwentem z medalem! Dopilnuję cię! uspokoiła mnie.
Świetka, moja koleżanka jeszcze z ławy szkolnej, organizowała eventy w jednej z warszawskich agencji. Przed samą końcówką roku rozchorował się u nich chłopak grający królika.
I tak powstała luka w noworocznym trio: Mikołajek, Świetka-Snieżynka i królik.
Co to w ogóle za pomysł? pewnie wielu pomyśli, i będą mieli rację skąd ten królik? Zawsze Mikołaj i Śnieżynka! Po co to zmieniać?
Ale nowy szef agencji był kreatywny, chciał wyróżniać się na rynku. Może miał jakiś dziecięcy kompleks, iż nigdy nie był królikiem na przedszkolnej choince i teraz próbował to nadrobić? Kto wie!
Więc pojawił się królik; klasyczny strój z białego pluszu i ogromną marchewką przypiętą do plecaka.
Robimy rewolucję! ogłosił szef. Nowe pomysły, świeża krew!
W porównaniu z nim, Siergiej Petrowicz z Nocy sylwestrowej przypominał poczciwego misia Uszatka.
Tak więc na wyjazdy zaczęliśmy jeździć w trójkę: Mikołajek, Świetka-Snieżynka i królik. Teraz, tuż przed 31 grudnia, królik zachorował. Nie było nikogo na podmianę.
Nie obchodzi mnie jak, ma być królik! zażądał szef.
Byłem w fatalnym nastroju. Szykował mi się samotny sylwester, bo Iwonka nieoczekiwanie pojechała do mamy do Poznania teściowa znowu potrzebowała pomocy, a ja zostałem sam.
Od jakiegoś czasu teściowa ciągle szwankowała na zdrowiu raz to, raz tamto. Trzeci raz w ciągu dwóch miesięcy Iwonka pakowała walizkę.
Rozumiem, kochanie, nie mogę zostawić mamy samej w takim stanie wzruszająco mówiła Iwonka, pakując się.
To pojadę z tobą, zaproponowałem, Po co masz być sama na Sylwestra?
Daj spokój! Po co i tobie psuć święto? Wystarczy, iż ja będę miała zepsute. Ty się pobaw, odetchnij.
Teoretycznie mógłbym gdzieś się wprosić, ale wiadomo ekipy już zrobione.
Klimat był pod psem, jak u Młynarskiego: i smutno, i nijak.
I wtedy zadzwoniła Świetka. Była moją niezawodną przyjaciółką z tych co pomagają, jak trzeba!
Mimo iż Iwonka twierdziła, iż przyjaźni między mężczyzną i kobietą nie ma, a choćby zabroniła Świetce przyjść na nasz ślub chociaż ta miała już męża! ja nie robiłem z tego awantury. Świetka to zrozumiała, nie mogło zepsuć naszej relacji.
Kontakty nie były już tak jawne, dzwoniliśmy do siebie raczej z pracy.
No i nagle: samotny Sylwester, a tu oferta zarobku! I choć w mojej analitycznej pracy zarabiałem dobrze, więc Iwonka nie musiała pracować, zgodziłem się nie dla pieniędzy, po prostu dla zajęcia.
Płaszcz Mikołaja, jak ulał. Wkleiłem wąsy i brodę gotowe! Można jechać w trasę.
Poszło gładko dzieci recytowały wierszyki, królik skakał wokół choinki, wszyscy tańczyli w kółku wesoło i swojsko!
Został ostatni występ: 31 grudnia o 22. Potem nareszcie po domu!
Dobra Świetka zaprosiła mnie do siebie, wiedząc iż zostałem sam z mężem i jej mamą, którą znałem ze szkoły. Dzieci nie miała.
Na ostatni adres jechaliśmy w niezłym nastroju. Mikołajek Vitek wypił choćby kieliszek czego dotąd mu, na służbie, nie było wolno.
21:45, wykrętem z auta do Iwonki:
Jak się trzymasz, kochanie?
Jakoś daję radę, kochanie.
Szczęśliwego Nowego Roku! Daj mamę do telefonu chcę ją też pozdrowić.
Właśnie zasnęła, nie chcę jej budzić. A ja oglądam wiadomości w słuchawkach i myślę o tobie!
Kocham cię! Zadzwonię o północy!
Też cię kocham! Trzymaj się, misiu! odpowiedziała żona.
Kiedy drzwi ostatniego domu się otworzyły zaniemówiłem. Na progu stała moja żona, która dwa dni temu przecież pojechała do Poznania! I z którą dosłownie kwadrans temu rozmawiałem!
Sama uparła się, iż pojedzie na dworzec sama, a teraz stoi w wieczorowej sukience i szpilkach.
Kiedy ona to spakowała? Przecież mi się pakowała na oczach! przemknęło mi przez głowę. Cyrkówka, po prostu Houdini w spódnicy!
Może to nie Iwonka? Może ma siostrę bliźniaczkę? Ale nie Iwonka, choćby ten pieprzyk nad lewą brwią.
A może halucynacja? Ale w takim razie, inni widzą to samo
Misiu! zawołała halucynacja.
Misiu? Przecież misiu to ja! I to Iwonka powiedziała do mnie przez telefon!
Stałem jak wryty. Wydawało mi się, iż oglądam to wszystko z boku.
Już idę, kochanie! z głębi korytarza wyszedł miś: łysy, tęgi facet
Gdzie synek? Chłopiec Wicek? spytała Śnieżynka.
Ja jestem Wicek! zaśmiał się facet i poklepał się po piwnym brzuchu. Zrobiłem sobie własnego Sylwestra!
Byłem w szoku. Dla tego to moja Iwonka wciskała mi kit o chorej mamie? Wszystko stało się jasne Zdradziła mnie z jakimś typem.
Pierwszy odruch awantura tu i teraz. Ale wstyd przed Świetką mnie powstrzymał.
Przybrałem głos, jakby Iwonka mnie nie poznała, i prawie rozkazałem: No to wierszyk, Wicek!
Wicek coś tam zabełkotał. Iwonka nie poznała mnie; oboje z kochasiem byli już wstawieni. Ale jak ona, perfekcjonistka i estetka, mogła z tym typem się związać?
Było mi niedobrze. Teraz wiedziałem, skąd te prezenty od teściowej-emerytki
No to czas na taniec! krzyknął Wicek po wszystkim, i zaczęli się wygłupiać.
Tańczyli: Wicek, Iwonka i królik, który też już popijał wszak zaraz do domu. Wyjąłem telefon i wszystko nagrywałem alibi Iwonki topniało.
Gospodarz zaraz się znudził i wszystkich wyrzucił:
Koniec spać idę! Pożegnać gości!
Iwonka cała rozpromieniona żegnała nas.
Zastanawiam się tylko, co ona widzi w tym śluzie? rzuciła nagle Świetka, gdy wracaliśmy. Przecież to nie jej mąż!
To ja jestem jej mężem! chciałem krzyknąć, ale ugryzłem się w język.
Do Świetki na sylwestra nie pojechałem nie umiałbym utrzymać twarzy. Przyznać się do tego wstydu nie miałem siły.
Złamałem napisałem, iż się rozchorowałem. Nie zadzwoniłem do Iwonki o północy. Ani potem. Niech się bawi ze swoim misiem
Nowy Rok spędziłem sam. I wcale źle nie było miałem czas wszystko przemyśleć.
Żonę kochałem. Ale przez to, co się wydarzyło, uczucia wyraźnie przygasły. Przebaczać tej zdrady nie zamierzałem tylko rozwód. Mieszkanie było moje.
Iwonka, nie doczekawszy się mojego telefonu, zaniepokoiła się. Jak to dotąd dzwonił choćby kilka razy dziennie, a teraz cisza?
Wystraszona, wróciła z Poznania już 2 stycznia wieczorem, chociaż planowała dopiero 4.
Musiała wziąć taksówkę nikt jej nie odebrał. Choć dała mi wszystkie szczegóły sms-em.
Co się stało? spytała znowu stanowczym głosem, widząc mnie na kanapie.
Stało się, iż odchodzisz, kochanie! Nie rozpakowuj walizki rozwodzimy się i dziś się wyprowadzasz!
Iwonka znieruchomiała. Kochanie? Przecież tak mówił do niej tylko Wicek
A niby gdzie mam pójść? próbowała się bronić.
Nie wiem: do swojego misia, albo do mamy do Poznania. Zresztą, mamie już lepiej? spytałem beznamiętnie.
Źle to rozumiesz zaczęła cicho Iwonka, przerażona: Skąd on wie? Przecież mama miała nie odbierać do 4 stycznia. Wicek nie mógł powiedzieć
Może ktoś widział? Ale kto?
No to wytłumacz mi swoją wersję! Może ten łysy był lekarzem konsultującym twoją mamę? Albo, nie daj Boże, przedstawicielem firmy pogrzebowej, jakiej to opcji nie życzyłbym twojej mamie choćby w myślach?
Nie krępuj się: nie wstydziłaś się tańczyć z królikiem, to powiedz prawdę! No, Iwonko
Podałem jej telefon i pokazałem film.
Iwonka nic nie powiedziała. Bo co miała powiedzieć? Tak, miała kochanka dla podniety i nudy, żeby nie siedzieć sama. Wicek nie był biedny, obsypywał ją prezentami.
Pracować? Phi, trzy razy cha! Nie po to róża kwitnie!
Ale okoliczności dramatyczne! A męża Iwonka niby kochała. A może raczej była od niego zależna? Dlatego tak wszystko skrywała.
Gdyby przyznała, iż się zakochała i odchodzi, można by to jakoś przełknąć. Albo błagała o wybaczenie, może i bym wybaczył jestem z natury łagodny, wrażliwy. Mój czas przeminął.
Ale tu zdrada plus góry kłamstw. Przemyślanych, zaplanowanych! To jak zbrodnia z premedytacją.
Iwonka płakała, błagała, obiecywała, odwoływała się do sumienia. Ale byłem nieugięty. Powiedziałem: koniec to koniec! Tacy już jesteśmy, my, polscy Mikołajowie i miałem rację.
Rozwiedli nas. Mieszkanie zostało przy mnie i miałem święty spokój. Trochę żałowałem, iż nie zrobiłem rozróby wtedy, tej sylwestrowej nocy dla efektu. Tak kończy się przesadna delikatność i kultura. Po co te kurtuazje.
Ale i tak nie wyszło najgorzej. Tak to bywa człowiek uczy się od życia, choćby kiedy nie chce. Dziś wiem jedno: szacunek do siebie to najważniejsze, a prawda zawsze wyjdzie na jaw, choćby się nie wiem jak starać ją przykryć.












