- Kiedy wieje wiatr, a na dworze panuje ujemna temperatura, lepiej zostań z dzieckiem w domu. Przeziębisz go i zaraz będziesz jechać do szpitala - słyszałam od babci, która łapała się za głowę, kiedy dowiedziała się, iż na spacery z dzieckiem wychodzę także zimą. Zależało mi na odpowiednim budowaniu odporności u syna, a ta, jak się okazuje, nie przychodzi sama. Trzeba o nią zadbać kompleksowo, a pomocne w tym wszystkim są także spacery, również w chłodne dni. Jednak okazuje się, iż podejście "nie idę na spacer z maluchem, bo jest mróz", jest bardzo popularne jest w polskich domach. Wspomina o tym również lek. Łukasz Durajski, rezydent pediatrii, który w rozmowie z portalem tvn24.pl, przekonuje, iż nasze narodowe podejście do hartowania dzieci to "absolutny dramat".
REKLAMA
Zobacz wideo Kasia Zillmann jako dziecko trenowała lekkoatletykę. "Wygrywałam wszystko"
"Mróz nie jest wrogiem, a sprzymierzeńcem odporności"
- Zamiast kolejnej warstwy wełny, potrzebujemy zmiany myślenia - najlepiej na model skandynawski, w którym mróz nie jest wrogiem, a sprzymierzeńcem odporności - mówi w rozmowie z tvn24.pl lek. Łukasz Durajski, rezydent pediatrii, który nie kryje irytacji takim podejściem do tematu.
To jest absolutny dramat w polskiej mentalności. To 'piecuchowanie' jest katastrofą, jeżeli chodzi o dzieci - i to pod każdym względem
- zauważa lekarz, który podkreśla, iż polscy rodzice mają tendencję nie tylko do przegrzewania mieszkań, ale też maluchów, bo są zdania, iż dodatkowa warstwa ubrań pomoże w budowaniu odporności.
O tym samym problemie wspomina Katarzyna Jóźwiarska, która jako certyfikowana położna, wielokrotnie w swojej praktyce spotkała się z maluchami ubranymi w zbyt wiele warstw.
Najczęściej słyszy się, iż dziecku jest zimno, bo ma zimne rączki i nóżki - to nieprawda. Szczególnie u noworodków i niemowląt dłonie i stopy są zimne ze względu na zmiany adaptacyjne układu krążenia - są ukrwione, ale nie mają takiego samego 'ucieplenia' jak reszta ciała. Zawsze powtarzam rodzicom, iż dziecko jest naszą miniaturką, a co za tym idzie ubieramy je zwykle o jedną warstwę więcej niż my, dorośli. Dzieci chodzące czy biegające wytwarzają ciepło poprzez wzmożony ruch - dlatego też nie ma potrzeby ubierać ich na tzw. cebulkę
- zaznacza specjalistka, która przyznaje, iż dzieci w wieku niemowlęcym mają niedojrzały ośrodek termoregulacji, jednak nie oznacza to, iż nie da się ich przegrzać czy wychłodzić.
W mojej praktyce często spotykam się z przegrzaniem noworodków czy niemowląt ze względu na zbyt grube ubieranie dzieci. Ośrodek termoregulacji w pełni wykształcony jest ok. 2. roku życia, a dzieci od lat 3 są już w stanie określić czy jest im zimno czy ciepło. Temperaturę małego dziecka sprawdzamy dotykając kark - o ile kark jest ciepły, to dziecko ma odpowiednią temperaturę
- opowiada Jóźwiarska.
A co z tym wychodzeniem na mróz? - Ja tylko mogę dodać iż do choćby - 10 stopni Celsjusza możemy wychodzić z noworodkiem i niemowlakiem na spacery. Warto zawsze być zabezpieczonym o dodatkowy kocyk pod wózkiem, bo pogoda może się gwałtownie zmienić - dodaje położna.
Hartowanie na mrozie. To moda czy istotny element ku budowaniu odporności?
Zdaniem Durajskiego to właśnie chłodne powietrze hartuje organizm, toteż zaleca, by zimą nie rezygnować ze spacerów i aktywności na zewnątrz, podając przykład Skandynawii. - Dzieci w Skandynawii, mimo drzemek na mrozie, wcale nie chorują częściej i bardziej z tego powodu, a wręcz przeciwnie, ich organizmy lepiej tolerują infekcje - zauważa ekspert.
Hartowanie małego dziecka jest kluczowym elementem w budowaniu jego odporności - oczywiście nie chodzi o to, żeby puszczać dziecko w krótkim rękawie w mrozy, ale dostosować ubiór do pogody i nie doprowadzać do przegrzania dziecka
- podkreśla w rozmowie z nami mgr specjalistka położnictwa Katarzyna Jóźwiarska, położna POZ.
A Ty? Jak podchodzisz do zimowych spacerów? Wychodzisz pomimo wiatru i mrozu? Daj znać w komentarzu lub napisz: anita.skotarczak@grupagazeta.pl.












