Wyczekana wnuczka
Jadwiga Zielińska już od rana nieustannie próbuje dodzwonić się do swojego syna, który wyjechał właśnie na kolejną trasę. Ale telefonu nie odbiera prawdopodobnie jest za granicą i jeszcze długo nie będzie zasięgu, zanim nie dotrze do większego miasta lub portu. A tu takie rzeczy się dzieją!
No narozrabiałeś, synku! wzdycha z przejęciem Jadwiga, jeszcze raz wciskając znajomy numer. Dzwoni, dzwoni, a sygnału jak nie było, tak nie ma. A ona przecież nie śpi już drugą noc to wszystko przez niego!
* * *
A wszystko zaczęło się tak naprawdę lata temu, kiedy Marek choćby nie myślał o pracy na międzynarodowych trasach. Był już dorosłym mężczyzną, a z kobietami jakoś mu się nie układało żadna mu nie pasowała, każda miała jakąś wadę. Jadwiga z żalem patrzy, jak jedna po drugiej kończą się jego związki z dziewczynami, które jej zdaniem były nie tylko urodziwe, ale i porządne.
Synku, ty masz trudny charakter! mawiała. Ciągle coś ci nie odpowiada! Która kobieta zdoła spełnić twoje wymagania?
Mamo, sama się zastanów! Ty tylko chcesz mieć synową, a jaką to już obojętne?
Wcale nie obojętne. Chcę, żeby cię kochała i była przyzwoita!
Syn nie odpowiada, a Jadwigę to irytuje. Czemu on się tak zachowuje, jakby życie znał lepiej od niej? Przecież to ona go wychowała! Kto tu starszy?
A co ci nie pasowało w Natalii?! nie wytrzymuje.
Przecież mówiłem.
No dobrze Natalia była złym przykładem Ale jak sam mówisz, nie była wobec ciebie uczciwa choć ja i tak nie rozumiem
Mamo! Nie powinniśmy o tym rozmawiać. Natalia to nie ta osoba, z którą chciałbym spędzić życie.
A Kasia?
Też nie odpowiada spokojnie Marek.
A Ola? Przecież to naprawdę porządna dziewczyna, spokojna, domowa, uśmiechnięta. Zawsze pytała, czy może pomóc w domu gospodarna, czyż nie?
Miałaś rację, mamo. Była sympatyczna. Ale okazało się, iż mnie nie kochała.
A ty ją?
Chyba też nie za bardzo.
A Daria?
Mamo!
No co? Naprawdę tobie nie da się dogodzić! Zamiast się ustatkować i założyć rodzinę
Dajmy sobie spokój z tym gadaniem! w końcu nie wytrzymuje Marek i wychodzi.
Uparty, jak jego ojciec myśli z żalem Jadwiga.
Lata mijały, partnerki się zmieniały, ale marzenie Jadwigi zobaczyć syna szczęśliwego i zostać babcią jakoś się nie spełniało. Aż wreszcie Marek zmienił zawód spotkał znajomego, który namówił go na pracę na statkach. Marek się zgodził. Na próżno Jadwiga próbowała go odwieść.
Mamo, to świetna propozycja! Zarobki są duże, nam niczego nie zabraknie!
Pieniądze mnie nie obchodzą, ja chcę mieć synową i wnuki!
Ale rodzinę też trzeba utrzymać! Poza tym, jak dzieci przyjdą na świat, przestanę jeździć i zajmę się domem. Teraz muszę się dorobić, póki mam czas!
Rzeczywiście, Marek świetnie zarabiał. Pierwsze co zrobił, to wyremontował mieszkanie. Po drugim wyjeździe założył konto oszczędnościowe i wręczył mamie kartę.
Żebyś na nic nie żałowała!
Ja już niczego nie potrzebuję! Mam tylko jedno marzenie wnuki! Czas leci, a ja już nie młoda
Daj spokój, mamo! Do emerytury masz jeszcze lata! żartował syn.
Jadwiga z karty nie korzystała miała własną pensję, była aptekarką. Niech tam sobie leżą, Marek i tak nie sprawdza. Zobaczy, jaka mamusia oszczędna! uśmiechała się do siebie.
Tak upłynęło kilka lat. Marek wracał z rejsów na krótko, nadrabiał czas ze znajomymi, imprezował, spotykał się z dziewczynami, których już matce nie przedstawiał. Kiedy mu to wypomniała, odburknął:
Po co mam cię poznawać, skoro nie zamierzam się z nimi żenić? Chcesz się potem martwić?
Jadwigę bolały te słowa, zwłaszcza kiedy usłyszała:
Jesteś zbyt ufna, mamo! Te twoje synowe zawsze przy tobie udawały dobre, a wcale takie nie były.
Te słowa długo nie dawały jej spokoju. Czyżby była aż taka naiwna?
Któregoś dnia jednak zobaczyła syna z dziewczyną i postanowiła podejść. Marek aż się zarumienił na widok mamy, ale nie było wyjścia musiał przedstawić.
Milena od razu się Jadwidze spodobała. Wysoka, szczupła, kręcone włosy, przyjemna uroda i maniery. Może los się w końcu odwrócił! myślała Jadwiga.
Romans syna z Mileną trwał przez cały urlop. Dziewczyna kilka razy choćby była u nich w domu, gwałtownie zaskarbiła sobie sympatię Jadwigi. Jednak gdy Marek pakował się w kolejny rejs, Milena nagle zniknęła.
Już nie mamy kontaktu! I ty też nie powinnaś rzucił krótko Marek i wyjechał.
Jadwiga długo zastanawiała się, co się stało, ale nie miała jak się dowiedzieć.
* * *
Minął rok. Syn wracał parokrotnie na krótko, ale na pytania o Milenę odpowiadał lodowato.
Boże, a ta czym ci zawiniła? Ona też nieodpowiednia? nie wytrzymała Jadwiga.
Mamo, to już moja sprawa. Rozstaliśmy się i tyle, nie wtrącaj się!
Jadwiga miała łzy w oczach.
Martwię się o ciebie!
Nie musisz! rzucił syn. Mówiłem, nie kontaktuj się z Mileną!
Znów wyjechał, a Jadwiga starała się jakoś poukładać myśli i zasmakować w codzienności.
Któregoś dnia, gdy była w aptece, weszła młoda kobieta po mleko dla dziecka. To była Milena! Stała przy wózku, poprawiając czapkę dziewczynce.
Milenko! Jak się cieszę, iż cię widzę! Misha nic mi nie powiedział, tylko wyjechał i kazał się nie wtrącać! wybuchła Jadwiga.
Tak wyszło spojrzała smutno Milena. Bywa.
Jadwiga się spięła.
Powiedz mi, dziecko, co się stało? Ja wiem, iż Marek ma trudny charakter, może cię skrzywdził?
To już nieważne. Nie trzymam urazy. Musimy iść, mam jeszcze sprawy w sklepie.
Ale wpadaj tu czasem! Zawsze się ucieszę, pogadamy!
I rzeczywiście, Milena parę dni później znów pojawiła się w aptece. Jadwiga powoli rozgadała dziewczynę: okazało się, iż Milena zaszła w ciążę z Markiem, a ten stwierdził, iż nie jest gotów na dziecko, bo ciągle jeździ i nie ma czasu. gwałtownie zerwał kontakt i zniknął.
prawdopodobnie znów wyjechał na rejs wzruszyła ramionami Milena. Nic się nie stało, poradzimy sobie same.
Jadwigę zatkało. Patrzyła w wózek i powtarzała:
To to moja wnuczka?
Tak wyszło przyznała cicho Milena. Ma na imię Ania.
Ania
***
Jadwiga nie mogła się pozbierać. Delikatnie wyciągnęła od Mileny, iż jest jej ciężko finansowo, mieszkanie wynajmuje, pracować trudno z małym dzieckiem, kończy jej się oszczędności. Rozważała powrót do rodziców. Sama myśl, iż wnuczka wyjedzie z Warszawy, sprawiała, iż Jadwigę ściskało serce.
Przeprowadź się do mnie, Milena. Z Anią. Przecież to moja wnuczka! Będę pomagać, znajdziesz pracę. Marek tyle pieniędzy przysyła, iż wydawać nie nadążam. Ania będzie miała wszystko co trzeba!
A Marek co powie?
A co mnie to obchodzi! Chyba powinien poczuć się do odpowiedzialności, a ja wreszcie mam szansę odkupić część jego winy! Jak przyjedzie, sami porozmawiamy zobaczysz!
Tak zamieszkały u Jadwigi. Jadwiga pomagała, nie żałowała czasu ani pieniędzy. Zaczęła brać mniej zmian, by być z wnuczką, a Milena mogła spokojnie pracować. Wracała często późno, wykończona.
Cały dzień na nogach, klienci męczący, człowiek tylko śni o łóżku
Idź, odpoczywaj! Ja Anię wykąpię i położę spać!
Zbliżały się kolejne wakacje Marka. Jadwiga już wyobrażała sobie, jak wymierzy sprawiedliwość synowi, gdy ten wróci. Milena za to coraz bardziej się denerwowała.
Marek jak przyjedzie, to nas wyrzuci! Boję się tego, Jadwigo Źle zrobiłam, przeprowadzając się do pani
A niby czemu miałby was wyrzucić?! To moja decyzja! W moim mieszkaniu mogę przyjmować kogo chcę!
Nie dając się przekonać, Jadwiga postawiła na swoim. Milena i Ania zostały.
Myślę, iż najlepiej od razu przepisać to mieszkanie na Anię! powiedziała przy kolacji. Przynajmniej nie będzie niejasności. Zwłaszcza iż Marek nie został ojcem wpisany w metryce spojrzała pytająco na Milenę, a ta spuściła głowę.
Przepraszam Ja myślałam
Rozumiem. Ale będziemy mieli pewność, iż Ani niczego nie zabraknie. Jutro pójdziemy do notariusza.
Nie trzeba, Jadwigo! Moi rodzice też mają mieszkanie
Nie przegadasz mnie! przerwała jej Jadwiga. Postanowione!
Ale notariusz odmówił:
Najpierw syn musi się wymeldować z tego lokalu.
Jadwiga była rozczarowana, ale pocieszała się, iż Marek lada moment wróci i wszystko się ułoży. Jednak Milena robiła się coraz bardziej niespokojna, znikała na długie godziny.
Gdzie znowu byłaś?! zapytała ją rozdrażniona Jadwiga, widząc, jak Milena ukradkiem pakowała ubrania.
Muszę wyjechać, Jadwigo. Marek wraca
Nie pozwolę! stanowczo ucięła Jadwiga. Po chwili dodała łagodniej: Przestań harować, mówiłam gdzie leży karta i PIN. Weź i kup, co potrzeba, a nie zamęczaj się w pracy. Ania zapomni jak matka wygląda! jeżeli chcesz, by Marek cię szanował, ucz się być gospodarna.
Milena milczała. Marek miał przyjechać za dwa dni.
* * *
W dzień powrotu syna Jadwiga wstała skoro świt. Zajrzała do pokoju Mileny i Ani Mileny nie było, Ania spała.
Gdzie ona poszła o tej godzinie? Przecież nie do pracy!
Poszła więc do kuchni, kończąc przygotowania na wielkie powitanie syna. Gotując jego ulubione potrawy, wyobrażała sobie, jak wróci i będzie musiał spojrzeć prawdzie w oczy.
I wreszcie dzwonek do drzwi.
Marek stanął w progu, widząc matkę z dzieckiem na rękach.
Cześć, mamo. Kto to? Co przespałem przez wyjazd?
Powinieneś wiedzieć najlepiej!
Nie rozumiem Marek zdjął buty, wszedł do środka.
Co się tutaj dzieje, mamo?
Znalazłam wnuczkę! Ma na imię Ania!
Jaką wnuczkę? Przecież nie mam rodzeństwa?
Nie udawaj głupiego, Marek! Milena mi wszystko opowiedziała! Wstyd mi za ciebie!
Milena? Po pierwsze, prosiłem cię, żeby nie mieć z nią kontaktu. Po drugie, co ma Milena do tego dziecka?
Wtedy Jadwiga, podenerwowana, opowiedziała wszystko. Marek złapał się za głowę:
Mamo! To nie moje dziecko! Milena cię okłamała, chciała tylko pieniędzy. Sprawdź swoje oszczędności!
Niczego jej nie dawałam! broniła się Jadwiga.
Mamo! Sprawdź konto, pewnie już dawno uciekła z kasą!
Poszła tylko do pracy!
Spierali się długo, aż w końcu Marek się poddał i zgodził zaczekać na Milenę. Wieczorem Jadwiga opowiadała synowi wszystko, co się wydarzyło przez ten rok, przez cały czas wierząc w szczerość Mileny. On powtarzał cierpliwie, iż była ofiarą oszustki.
Nie wierzysz, ale przekonasz się mówił. Po prostu zrobimy test DNA.
I bardzo dobrze! odpowiedziała Jadwiga hardo.
Czekali godzinami. Milena nie wróciła ani tego dnia, ani następnego. Telefon miała wyłączony. Jadwiga poszła, jak Milena mówiła, do jej pracy okazało się, iż nikt takiej dziewczyny nie zna. Pokazywała zdjęcia bez efektu.
Z trwogą wróciła do domu i, na polecenie syna, sprawdziła konto. Karty nie było, trochę gotówki także. Z rzeczy Mileny zostały tylko te Ani. Jadwiga zrozumiała, iż padła ofiarą oszustwa.
Nie wierzę nie mogła przecież zostawić Ani i uciec?!
Potrafiła burknął Marek. Koledzy mnie ostrzegali, a do tego jeden z nich opowiedział, jak została okradziona przez Milenę Ale ja głupi przyprowadziłem ją do domu! A potem ona była już wtedy w ciąży, twierdziła, iż to moje ale wszyscy wiedzieli, iż miała wielu partnerów.
Ależ ja głupia! płakała Jadwiga. Czemu mi wszystko zataiłeś?
Nie chciałem cię zasmucać. Zawsze do ludzi odnosiłaś się z sercem.
No i co teraz?!
Piszemy na policję! Całe szczęście, iż nie udało się przepisać mieszkania! Byłabyś teraz na bruku.
Zgłoszenie złożyli. Mileny nie znaleziono, jakby zapadła się pod ziemię. Zgarnęła trochę pieniędzy, kartę znaleziono później na jakimś dworcu.
A Anią opiekowała się Jadwiga na czas wyjaśnienia, za zgodą sądu. Musiała zrezygnować z pracy. Na szczęście pieniądze Marka wystarczyły. Test DNA wykazał, iż Marek ojcem nie był, ale Jadwiga pokochała dziewczynkę. Po wspólnej rozmowie z synem podjęli decyzję, iż wychowają Anię jak własną. Mileny nie odnaleziono, pozbawiono ją praw rodzicielskich. Jadwiga wróciła do pracy, znalazła Ani miejsce w żłobku, załatwiła wszelkie formalności. Ostatecznie, wszystko się ułożyło.
Po roku Marek, wracając z kolejnego rejsu, przywiózł żonę.
Mamo, poznaj Sonię. Będziemy mieszkać razem.
A zamachała dłonią w stronę pokoju dziecinnego, niewiedząc, czy Sonia wie o Ani.
Sonia tylko uśmiechnęła się:
Bardzo mi miło, pani Jadwigo! Marek mi wszystko powiedział podziwiam panią! jeżeli pozwoli mi pani zająć się Anią razem z wami, będę wdzięczna
Tak, planujemy już, żeby z Sonią oficjalnie adoptować Anię dodał Marek. Skończę rejsy, zabierzemy ją do rodziny!
Jadwiga uśmiechała się przez łzy.
Ojej, jakie szczęście! Zapraszam, chodźcie do stołu! Ugotowałam dla was, czekałam tyle czasu! Jaka jestem szczęśliwa! otarła łzy i ucałowała wnuczkę.












