Z życia wzięte. "Leczysz bezdomnych, to i żyj z nimi! – usłyszałam od męża": W tym samym momencie wprowadził do domu ciężarną kochankę

zycie.news 10 godzin temu
Zdjęcie: osoba bezdomna @pexels


Od lat pracowałam jako wolontariuszka, pomagałam potrzebującym, karmiłam tych, których inni omijali szerokim łukiem. On zawsze patrzył na to z pogardą. Sądziłam, iż to tylko różnica charakterów, iż jego chłód da się z czasem oswoić. Nie wiedziałam, iż w jego sercu rodzi się coś o wiele gorszego – nienawiść do mnie i miłość do kogoś innego.

Wróciłam pewnego dnia do domu i zamarłam. W salonie siedziała młoda kobieta – ciężarna, wyraźnie skrępowana, ale jednocześnie z dziwnym poczuciem pewności siebie. Mój mąż objął ją ramieniem i spojrzał na mnie z chłodem, którego nigdy wcześniej nie znałam.

– To moja kobieta – powiedział. – Tu jest jej miejsce. Ty już nie jesteś mi potrzebna.

Patrzyłam na niego jak na obcego człowieka. Człowieka, z którym przeżyłam lata, który obiecywał mi miłość na zawsze. A teraz, w jednej chwili, sprowadził mnie do nikogo.

– Leczysz bezdomnych, to i żyj z nimi – rzucił, otwierając drzwi. – Może oni ci podziękują.

Nie krzyczałam. Nie płakałam. Po prostu wyszłam – z torebką w ręku i sercem rozdartym na milion kawałków. Czułam się, jakbym straciła wszystko: dom, miłość, godność.

Dziś mieszkam u znajomej, próbuję posklejać życie na nowo. Ale nocami wraca do mnie obraz tamtej sceny – mąż, który wybrał inną, i ja, wyrzucona jak zużyty mebel.

Najgorsze jest pytanie, które nie daje mi spokoju: czy warto było poświęcać siebie dla innych, skoro własny mąż potraktował mnie gorzej niż tych, którym starałam się pomagać?

Idź do oryginalnego materiału